AktualnościAutoMotoTesty

Seat Leon Sportstourer FR 1,5 e-TSI mHEV 150 KM 7AT: Grzechu odpuszczenie

W ubiegłym roku redakcja testowała pięciodrzwiowego Seata Leona. I mieliśmy do samochodu jedno, poważne zastrzeżenie.  Pomijając irytujące, jak w każdym nowym aucie VAG sterowanie infotainmentem rozczarował nas zaskakująco mały bagażnik. Po raz pierwszy od lat zdarzyło mi się nie zapakować wszystkich „testowych” walizek do kompaktowego hatchbacka. Zastanawiające. Szczególnie że nowy Leon jest od poprzednika większy. Choć czuć to w kokpicie, nie widać w bagażniku.



O stylistyce tym razem tylko tyle, że Leon Sportstourer podoba mi się bardziej, niż hatchback. I to niekoniecznie dlatego, że jest bardziej praktyczny. W mojej opinii, jest po prostu ładniejszy. Hatchback jest jakby trochę nieproporcjonalny. Piękna długa maska, kabina kierowcy a potem samochód się kończy. Chyba zbyt nagle. Kombi, czyli Sportstourer ma elegancko schodzącą ku dołowi linię dachu. Tył hatchbacka sprawia nieco przyciężkie wrażanie. Trochę tak, jakby nadworny projektant Seata nagle stracił wenę. Tył ST, jest w mojej opinii bardziej dopracowany.  Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że oprócz (teoretycznie) piątki pasażerów, pomieści 620 litrów bagażu! Tym samym, grzech małej pojemności bagażnika został Leonowi odpuszczony!



Cześć pasażerska jest identyczna jak w hatchbacku. Wcześniej napisałem o piątce pasażerów. Owszem, w piątkę jechać można, ale…, troszkę odradzam? Piąte miejsce jest, ale tylko dla miłośników jazdy „na oklep”.  Tunel środkowy jest w Leonie monstrualny. Szeroki, niczym koński grzbiet.  Nie bardzo wiem po co, ale…, tak jest i już!

To, co przed oczyma kierowcy sprawia imponujące wrażenie. Wirtualny kokpit jest doskonale zaprojektowany. I świetnie wygląda. Jego główne elementy – wirtualne zegary o przekątnej 10,25 cala i 10-calowy ekran multimediów wyglądają „lotniczo”. Do tego, niczym gadżet – przypominający joystick lewarek do zmiany biegów. Niestety, nowoczesność ma też ciemne strony. Z deski zniknęły w zasadzie wszystkie fizyczne przyciski. Analogowy dotąd Leon przeszedł w cyfrowy świat XXI wieku. Dobrze, że coś do pokręcenia i przyciśnięcia pozostało na kierownicy.



Zniknął też niestety klasyczny panel do obsługi klimatyzacji. I tak, jak w nowym Golfie czy Octavii jakakolwiek zmiana temperatury siły czy kierunku nawiewów wymaga odszukania odpowiedniego ekranu.  Zmiana temperatury to niezła ekwilibrystyka. Trzeba trafić palcem w mały i wąski pasek wyświetlacza pod ekranem. Jednocześnie, odszukać na centralnym wyświetlaczu wskazania termometru. A są one wyświetlane zbyt małymi cyferkami. Stwierdziłem tak po teście Leona hatchbacka. Powtórzę i tu: wirtualny kokpit to znak czasów, le jego obsługa może być irytująca czasem wręcz trudna i niebezpieczna. Wymaga bowiem na zbyt długie, oderwanie wzroku od kierunku jazdy.



Spod maski auta na szczęście nie zniknęły motory diesla! Leona poruszają dwa dwulitrowe diesle TDI i benzynowe motory: 1,0 i 1,5 TSI i eTSI. Oba, w konfiguracji konwencjonalnej lub z miękką hybrydą mHEV. Testowego Leona ST FR wprawiał w ruch silnik 1,5 eTSI. Jego moc to 150 KM dostępne przy 5000 obrotach i 250 Nm. momentu obrotowego osiąganych w zakresie 1500 – 3500 obrotów. Napęd na przednią oś przenosił automat DSG o 7 przełożeniach. Samochód udało nam się rozpędzić do 218 km/h (według producenta osiąga 221 km/h). Pierwsze 100 km/h ukazało się na komputerze (producent sugeruje 8,7 sekundy) po 9 sekundach. Katalogowo, średnie spalanie to 6,2 litra. W realnym świecie komputer pokazał 6,3 litra poza terenem zabudowanym, 7,5 w cyklu miejskim. W tygodniowym teście Leon zassał średnio 6,6 litra benzyny.



O skrzynie biegów, czyli tradycyjnym DSG złego słowa nie powiem. Przez lata konstrukcja automatu grupy VAG zbliżyła się do doskonałości. Ale, przez czysty przypadek mogłem kilka dni pojeździć 150 konnym Leonem ST bez wsparcia hybrydowego. Tam, napęd przekazywała 6 przełożeniowa skrzynia manualna. I…, jestem pod wrażeniem! Manual podobał mi się bardziej. Ma sportowy, krótki skok i naprawdę pozwala poczuć się w kabinie bardzo sportowo. Do tego sprawia, że Leon jest bardziej dynamiczny. Przy podobniej prędkości maksymalnej pierwsze 100 km/h pojazd osiąga po 8,6 sekundach. Nasz pomiar wskazał nawet 8,5 sekundy! I chyba po raz pierwszy w życiu coś takiego powiem: manual podobał mi się bardziej pod każdym względem! Niestety, hybryda nie jest w skrzynię manualną wyposażana…



Leon na Macphersonie i belce skrętnej „stoi”. Testowy, był wyposażony w opcjonalne podwozie adaptacyjne DCC. Takie samo miały testowane przeze mnie Golf i Octavia. I tak jak w tamtych, bardzo trudno było znaleźć ustawienia, które moglibyśmy nazwać: komfortowe. Tak, Leon jest sztywny. Nie stanowi to problemu, kiedy podróżujemy po dobrych nawierzchniach. Kiedy trafimy na poprzeczne nierówności, tył auta zaczyna nieprzyjemnie podskakiwać. Dodatkowo, „dzięki” 18 calowym, nisko profilowym oponom (owszem, nadają autu rasowego wyglądu), w kabinie poczujemy wstrząsy. Samo prowadzenie Leona jest przyjemne. Szczególnie, że zawieszeniu DCC towarzyszy progresywne wspomaganie układu kierowniczego. Dzięki niemu cały układ działa precyzyjnie. Daje kierowcy odpowiednie wyczucie auta i sporo radości z prowadzenia. Szczególnie w ciaśniejszych łukach i na krętej drodze.



Leon jest jak dotąd najbardziej innowacyjnym pojazdem w historii marki. Oznacza to, że Hiszpanie nafaszerowali go elektroniką. Wzorem Golfa i Octavii kierowca ma przed oczyma wspomniany już wirtualny kokpit. A to oznacza wiele możliwości personalizacji.  Jest też oczywiście Apple CarPlay i Android Auto. Szkoda, że parowanie odbywa się tylko via kabel. Posiadacz telefonu z nadgryzionym jabłuszkiem w logo musi zaopatrzyć się w specjalny kabel z wejściem USB-C. Jest też, tak jak w Octavii i Golfie proaktywny tempomat. Urządzenie lokalizuje pojazd na podstawie danych z GPS-u i systemu nawigacyjnego. I kiedy używamy tempomatu, sam dostosowuje prędkość do warunków ruchu i infrastruktury drogowej. W tym: zakrętów, rond, skrzyżowań, ograniczeń prędkości. Potrafi też zmienić prędkość w reakcji na zmianę ograniczeń! Tempomat wspiera też asystent utrzymania pasa ruchu i asystent wyprzedzania. Systemy działają poprawnie, choć zdarzają mu się nerwowe reakcje nawet jeśli sytuacja drogowa tego nie wymaga.



Z trójki kompaktów ze stajni VAG Leon jest w mojej opinii najbardziej urodziwy. Powiem więcej, w mojej opinii to najładniejsze kompaktowe kombi na rynku. Niewątpliwej urodzie towarzyszy całkiem niezłe prowadzenie i umiarkowany apetyt na paliwo. Trudno też przyczepić się do ceny. Może i nie jest „okazyjna”, ale wydaje się odzwierciedlać realną wartość samochodu.

Zalety:

– wygląd

– klimatyczne wnętrze

– duży bagażnik

Wady:

– skomplikowana obsługa infotainmentu

– sztywne zawieszenie

Podstawowe dane techniczne

– Wymiary (d/s/w): 4642/1799/1448

– Rozstaw osi: 2686

– Silnik: benzynowy 1498 cm3

– Moc maksymalna: 150 KM/ 5000 obrotów

– Moment obrotowy: 250 Nm./1500 – 3500 obrotów

– Napęd: przedni

– Skrzynia: automatyczna

– Osiągi (0-100 km/h): 8,7 s

– Prędkość maksymalna: 221 km/h

– Deklarowane, średnie zużycie paliwa: 6,2 l

– Zużycie paliwa w teście: 7,5/6,3/6,6

– Pojemność zbiornika paliwa: 50 l

– Pojemność bagażnika: 350/1239

– Cena: od 71 tys. złotych

 

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts