AktualnościAutoMotoTesty

Isuzu D-Max 4X4 Double Cab 1,9 DDI 163 KM 5AT: Nie tylko do pracy

Niewielu pewnie pamięta, że forpoczta Isuzu pojawiła się w Polsce w latach 80. Nazywała się Gemini. Miała superoszczędnego diesla pod maską. I był przedmiotem pożądania posiadaczy Syrenek, Dacii, Trabantów, Fiatów czy Polonezów. W XXI wieku Isuzu, to w Polsce pikap D-Max. Jego pierwszą generację poznaliśmy w 2009. W roku ubiegłym zaś III generację japońskiej jednotonówki.



Co się w Isuzu D-Max zmieniło? Otóż… filozofia! Z typowego auta do ciężkiej pracy pojazd ewoluował w kierunku w m wygodnego „lajfstajlowca”. Albo bardziej w stronę samochodu, który sprawdzi się w terenie, na farmie i budowie. Krótko mówiąc, twardziela ale nie bez odrobiny luksusu. Nowy model to zasadniczo nowy wygląd. Z tym, że nie tym razem! Styliści nie napracowali się zbytnio. Z rzeczy nowych mamy większy i bardziej wyrazisty jest grill, przeprojektowany zderzak z przodu oraz tyłu i lampy. Zdecydowanie więcej zmian widać w kabinie. Ta najważniejsza, to dużo lepsze materiały, którymi kokpit wykończono. Plastiki są miękkie, przyjemniejsze optycznie i w dotyku. Podobnie – tapicerki. Przy okazji, wygodniejsze są fotele. Lepiej trzymają na boki a ich siedzisko jest dłuższe. Poprawiono ergonomię wnętrza i interfejs systemu infotainment. W nowym D-Maxie lepiej niż poprawnie działają Android Auto i Apple Car Play.



Praktycznym elementem jest nowy, 9-calowy wyświetlacz. Ładny, jasny, wyraźny. Zazwyczaj, takich gabarytów panel dotykowy świadczy o tym, że producent poszedł w „macanki” i zmiana jakichkolwiek ustawień odbywa się via tablet. Na szczęście, nie tym razem. W Isuzu nie poszli w cyfryzację. Zachowali większość analogowych przycisków, które ułatwiają odnalezienie właściwych funkcji w czasie jazdy. To szczególnie ważne w pracy czy off-roadzie. Czasem trafienie zmarzniętym paluchem w odpowiednie pole ekranu to karkołomne wyzwanie.



Rewolucyjna wprost zmiana w drugim rzędzie. Otóż, kapa to wreszcie kanapa. Przestała wyglądem ale i komfortem przypominać ławkę w parku. Siedzisko jest podnoszone i składane a oparcie bardziej pochylono. Ten drobny z pozoru zabieg bardzo poprawił komfort podróżowania. Do tego pasażerowie mają do dyspozycji nawiew, gniazdo USB i kieszeń na smartfona, a także podłokietnik z uchwytami na kubki. Ponieważ pikap nie ma typowego bagażnika co może utrudniać codzienna eksploatację, z tyłu oparcia fotela kierowcy pojawił się składany haczyk na zakupy. Mała rzecz, a poprawia użyteczność pojazdu.



Pikap to zasadniczo auto robocze. Jednotonówki służą do przewożenia jednej tony. Część bagażową w testowym D-Maxie mierzy 1530X1571X490 mm. Ładowność wynosi 1065 kg. Do tego, samochód poradzi sobie z 2,5 tonową przyczepą z hamulcem najazdowym.



Pod maską pracuje znany z poprzedniej edycji auta diesel o pojemności 1,9 litra. Jednostka generuje 163 KM mocy i 360 Nm. w zakresie 2000 – 2500 obrotów. D-Max z automatyczną, 5 – przełożeniową skrzynią i włączonym napędem tylko na oś tylną według producenta potrzebuje na każde 100 kilometrów 10,5 litra oleju napędowego w mieście, 7,0 w trasie i 7,4 średnio. W redakcyjnym teście w cyklu miejskim pikap potrzebował około 11 litrów, w trasie 7,7 a średnia z testu to 8,6 litra.



O ile spalanie nie jest problem, bywa nim niedostatek mocy. Momentu niestety potrafi zabraknąć. Szczególnie, kiedy jedziemy z jednym napędem i usiłujemy wyprzedzać. „Depnięcie” gazu do końca wywołuje wprawdzie pożądaną, ale bardzo flegmatyczną reakcję silnika. Oczywiście, w terenie takich problemów nie ma. Ale na asfalcie bywa to irytujące.



Zawieszenie – z pozoru bez zmian. Z przodu kolumny makphersona, z tyłu resory piórowe. I choć wszystko wygląda tak samo, coś się jednak zmieniło. Poprzednia generacja była w zasadzie pozbawiona odrobiny komfortu w terenie. Krótko mówiąc, samochód był twardy. D-Max po ingerencji inżynierów, jest zdecydowanie bardziej komfortowy i dużo cichszy.



Nie mam zastrzeżeń do trzymania toru jazdy. Wyższe auta z resorami piórowymi bywają podatne na podmuchy wiatru. Problem na szczęście nie dotyczy jakoś specjalnie D-Maxa. Także układ kierowniczy jest co najmniej niezły. Wystarczająco czuły i responsywny. Przekazuje kierowcy dokładnie tyle informacji zwrotnych, ile powinien.



W terenie, też biedy nie ma. Dzięki sporemu prześwitowi samochód bez trudu radzi sobie z przeprawami wodnymi nawet do 80 cm. Dzięki przeprojektowanym zderzakom, kąt natarcia wynosi 30 stopni, zejścia – 23. Kąt rampowy zaś, 22.



Isuzu D-Max choć to nadal roboczy twardziel ma aspiracje bycia autem lifestylowym. Ma do tego predyspozycje. Prezentuje się imponując, nieźle jeździ i stosunkowo mało pali. I jest naprawdę wielozadaniowy.

Zalety:

– przyjemne wnętrze

– nowy infotainment

– lepsze zawieszenie

Wady:

– mało spontaniczna reakcja na gaz

– mały moment obrotowy

Podstawowe dane techniczne:

Wymiary (długość/szerokość/wysokość/rozstaw osi): 5295/1860/1855/5095

Wymiary skrzyni ładunkowej: 1530X1571X490

Silnik: turbodiesel

Moc maksymalna: 163 KM/3600 obr.

Maksymalny moment obrotowy: 360 Nm./2000 – 2600 obr.

Napęd: AWD

Skrzynia: automatyczna

Prędkość maksymalna: 180 km/h

Deklarowane zużycie paliwa: 10,5/7,0/7,4 litra

Spalanie w teście:11,0/7,7/8,6

Pojemność zbiornika paliwa: 71l

Cena: od 170 tys.

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts