Aktualności

Suzuki Ignis 1,2 DualJet MHEV 85 KM All Grip 5MT: Magiczne pudełko

Historia najmniejszego crossovera z gamy Suzuki jest mocno zakręcona. Debiutował w 2000 roku jako Suzuki Ignis i…, Subaru Justy. Po umiarkowanym sukcesie II generacji zniknął z oferty. Jego następca nazywał się SX4 i…, Fiat Sedici. Ostatecznie, w 2016 powrócił na salony. Zewnętrznie w najmniejszym stopniu nie przypomina poprzedników. Upodobnił się do typowego japońskiego kei kara. Ale, choć zmienił image – charakter pozostał. Ultrakompaktowego crossovera mistrzowsko wystylizowano na auto terenowe.



Dokładnie 4 lata po premierze samochód poddano liftingowi. Co się zmieniło? To, co od razu rzuca się w oczy to przeprojektowana atrapa, nowy kształt zderzaków i LED-owe wypełnienia lamp. Auto urosło. Wprawdzie tylko 10 mm, ale jednak. W kokpicie zmian w zasadzie nie widać. To, co nowe tkwi w sferze infotainmentu. Oczywiście, głębokich zmian także nie było, ale wszystko działa płynniej i szybciej.



To, co najbardziej zaskakuje w przypadku Ignisa, to pojemność kokpitu. Miejsca w kabinie jest aż nadto. Samochód jest pozycjonowany jako mały, miejski crossover. Tymczasem przestronnością kabiny może konkurować z niektórymi kompaktami. Zazwyczaj, najwygodniej w kabinie ma kierowca i pasażer przedniego z przedniego fotela. Tymczasem, Ignis ma 4 niezależne fotele. I dzięki temu z tyłu jest co najmniej tyle samo miejsca co z przodu. Konkretniej, Ignis to segment pojazdów ultrakompaktowych. Kanciasty samochodzik mierzy zaledwie 3700 mm długości, 1660 mm szerokości i 1595 mm wysokości. Czyli tylko trochę więcej niż standardowy mieszczuch segmentu A. Za to rozstaw osi to aż 2435 mm. I doskonale czuć to we wnętrzu. Całkowita długość kabiny to 2020 mm. Dlatego sympatyczne pudełko bez trudu mieści 4 dorosłe osoby. Dodam, tylko 4 osoby. Jak wspominałem, zamiast tylnej kanapy producent montuje w kokpicie dwa przesuwane fotele. Zaskakująco przemyślne rozwiązanie. Przekonujemy się o tym, gdy trzeba zapakować bagażnik. Przesuwane fotele pozwalają na jego powiększenie bez składnia oparć. Jego pojemność może się bowiem zwiększać z 205 do prawie 500 litrów! Po złożeniu oparć do niewielkiego Ignisa zapakujemy prawie 1100 litrów…



Z gamą silników Japończycy nie zaszaleli. Ale, może lepiej nie mówmy o gamie, bo pod maskę auta trafia jedynie 1,2-litrowy motor benzynowy wsparty układem mikrohybrydowym SVHS. Jednostka generuje 83 KM przy 6000 obrotów i 107 Nm. Nm. od 2800 obrotów. Napęd na obie osie (All Grip) przenosi 5-biegowa skrzynia manualna. Efekt to 165 km/h i 12,8 od 0 do 100 km/h. Skrzynia działa nadzwyczaj sprawnie. Lewarek „stoi” sztywno. Bardzo precyzyjnie trafia w kolejne przełożenia. I co najmniej dobrze wspiera dział nie silnika.



Jednostka nie gwarantuje wgniatającej w fotel dynamiki. Za to zapewnia umiarkowany apetyt na paliwo. Producent twierdzi, że Ignis z mikrohybrydą SVHS powinien konsumował 6,5 litra w cyklu miejskim, 4,8 w trasie i 5,5 średnio. W teście auto zasysało w trasie niewiele ponad 5 litrów, w mieście około 6,8 litra a średnia z testu wyniosła około 6 litrów.



Napęd na obie się zapewnia układ All Grip. Po raz pierwszy trafił pod maskę II generacji Suzuki SX4. Jego praca polega na elektronicznym dołączaniu kół tylnych. System kontroluje pracę napędu 4WD, wspomagania kierownicy, silnika i systemu ESP. Do wyboru są cztery tryby wybierane pokrętłem z przyciskami (Auto, Sport, Snow lub Lock). W trybie Auto system wykorzystuje napęd na przednie koła, a w momencie wykrycia uślizgu, załącza tryb 4WD. Opcja Sport załącza pracę wszystkich kół. Komputer steruje przy tym momentem obrotowym i charakterystyką przyspieszenia, żeby lepiej dopasować reakcję jednostki napędowej. Ustawienie Snow przewidziano dla oblodzonych, ośnieżonych nawierzchni. Tu system steruje napędem obu osi tak, aby zapewnić najlepszą trakcję i stabilność. Tryb Lock zaprogramowano do pokonywania grząskich przeszkód. W trybie Lock wysoki moment obrotowy jest przekazywany do osi tylnej.



Układ kierowniczy jest wystarczająco precyzyjny i bezpośredni. Pojazd nie gubi kierunku jazdy. Nieco zastrzeżeń mam do zawieszenia Ignisa. Jest w mojej opinii zbyt sztywne. Do końca testu nie udało mi się przyzwyczaić do nieco sztucznego „czucia” drogi. Tytułem wyjaśnienia – auto nie prowadzi się źle. Sęk w tym, że tylko przyzwoicie. Kupując czteronapędowca kierowca liczy na lepsze prowadzenie niż na przykład w przypadku hatchbacka. I tu może się rozczarować.



Suzuki Ignis ma sporo zalet. Nie jest jednak pozbawiony bez wad. Świetnie wygląda. Jest naprawdę ekonomiczny. Trochę rozczarowuje twarde zawieszenie. I gdyby jeszcze a do kokpitu trafiły nieco lepsze plastiki…

 

Zalety

Prześwit

Regulowana wielkość bagażnika

Cena

Wady

Przeciętna jakość plastików w kabinie

Przeciętne prowadzenie

Podstawowe wymiary zewnętrzne:

Długość 3700 mm

Szerokość 1660 mm

Wysokość 1605 mm

Rozstaw osi 2445 mm

Wymiary wewnętrzne:

Długość przestrzeni pasażerskiej: 2020 mm

Pojemność bagażnika: 260/500/1100 l

Parametry silnika i przeniesienie napędu:

Pojemność silnika: 1242 cm3 wsparty a miękką hybrydą

Maksymalna moc: 83 KM/6000 obr.

Maksymalny moment obrotowy: 107 Nm./2800 obr.

Spalanie:

Deklarowane spalanie (m/tr/śr): 6,5/4,8/5.5

Średnie spalanie w redakcyjnym teście: 6,8/5,2/6,0

Pojemność zbiornika paliwa: 32 litry

Cena: od 59,5 tys. złotych

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts