AutoMoto 11 września 2025
Jako że powoli kończy się wrzesień czas najwyższy na podsumowanie wakacji. A te, to kilka tygodni spędzonych na pokładach kamperów. Dziś nasz test nowej Californii Ocean. I w tym przypadku nowy nie jest ani odrobinę na wyrost. Dlaczego? Zasadniczo dlatego, że nowa California nie jest już Transporterem tylko tak trochę Golfem, trochę Passatem…
Nie, to nie jest żart. Niemcy postanowili zmienić Californii charakter. Wszystkie poprzednie generacje były tak naprawdę Transporterami/Multivanami, czyli autami użytkowymi z mieszkalną zabudową. Ta California zrywa z tradycją i w swoisty sposób powraca do korzeni. Wszak Bulliwagen został oparty na jak najbardziej osobowym Garbusie. Nową Californię posadowiono na płycie MQB. Tak, na tej samej na której powstaje Golf, Passat, Skody, Seaty, Cupry. I to jest naprawdę olbrzymia zmiana jakościowa. Auto nieznacznie straciło na gabarycie za to zyskało na właściwościach trakcyjnych. Auta użytkowe prowadza się jak auta użytkowe. Nowa California jedzie jak jeden z dużych osobowych Volkswagenów. I to jest dobra wiadomość. Bo teraz to nie tylko kamper, ale także auto do „tripu”. A w szczegółach…
Nieco rozczarował mnie kokpit. Spodziewałem się czegoś w stylu Golfa czy Passata. A tymczasem… miejsce pracy kierowcy Californii to dość wierna kopia Multivana. Jest i owszem, praktycznie za to nieco bez polotu. Oczywiście wszystko wykonano i zmontowano solidnie i z niezłych materiałów, ale… Serce układu z 10,25-calowy tablet oraz 10-calowy ekran systemu inforozrywki. W testowym aucie znalazł się też opcjonalny system Discover Pro, funkcja Streaming&Internet, bezprzewodowy Apple CarPlay i Android Auto.
Wnętrze auta jest typowe dla mniejszych gabarytowo kamperów. Próżno tu szukać toalety i prysznica. To znaczy prysznic jest, ale zewnętrzny. Raczej do spłukania zabłoconych butów czy roweru. Umyć się wprawdzie można, ale to zadanie dla morsa. Pod zimną wodą nie jest to przyjemne. Oczywiście, nie jest to immanentna cecha Californii. Zazwyczaj kamper zbudowany na fabrycznym aucie o podobnych rozstawie osi nie ma w zabudowie prysznica czy toalety. No, chyba że mówimy tu o wersjach specjalnych, budowanych przez wyspecjalizowane formy. Ale i w tym przypadku nie jest to oczywista oczywistość. Jest za to wszystko inne. Kuchenka gazowa z jednym palnikiem, zlew, lodówka z funkcją mrożenia, składany stolik i dwa dwuosobowe miejsca do spania. Jedno z tyłu auta a drugie w namiocie na dachu. Ten, dla wygody otwiera się mechanicznie i to jest bardzo fajne rozwiązanie.
Pod łóżkiem, tym w kabinie mamy oczywiście miejsce do przechowywania (w standardzie jest nawet stolik turystyczny i dwa krzesełka) a wzdłuż ściany zabudowano kilka szafek między innymi z miejscem na butlę gazową i zbiorniki na wodę białą i szarą. Niestety, choć szafki wyglądają na pojemne, pomieszczą mniej niż w przypadku poprzednika. Tak samo jest z bagażnikiem. Do tego otwarcie mieszczącego się nad nim łóżka wymaga nieco gimnastyki. I jeszcze złożenia foteli pasażerskich. Uwaga praktyczna: dla dwóch osób miejsca na bagaż jest sporo. Dla czterech zdecydowanie brakuje. Jest też oczywiście podłączenie do zasilania zewnętrznego i markiza, która można zakładać w zależności od potrzeb po stronie lewej lub prawej auta. To ważne, szczególnie że California Ocean ma tylne, przesuwne drzwi po obu stronach auta. Z jednej strony zabrało to nieco przestrzeni na dodatkowe szafki, ale za to poprawiło praktyczność.
Dwa dodatkowe akumulatory zapewniają niezależność od zasilania zewnętrznego. Ale, nie łudźmy się, włączając klimatyzację szybko je wyczerpiemy. Nieco lepiej od funkcji chłodzenia rozwiązano grzanie. To tak zwane Webasto. Kokpit ogrzewa bardzo sprawnie. Niestety, gorzej idzie mu z namiotem na dachu. Kiedy w kabinie jest już bardzo gorąco, namiot na dachu dopiero zaczyna się nagrzewać. Innymi słowy, jesienno – zimowe wyprawy w Californii tylko dla dwóch osób!
Pod maską testowej Californii Ocean pracował dwulitrowy, 150 konny (360 Nm.) silnik diesla, czyli 2.0 TDI. I to jest najlepsze rozwiązanie dla kampera. Przy pełnym zbiorniku i akumulatorze trakcyjnym (zasięg około 85 km) i spalaniu w granicach 6,8 litra (tyle wyniosło średnie spalanie w teście) auto zapewnia zasięg do 800 kilometrów. Przy spokojnie jeździe da się obniżyć spalanie do około 5,8 litra a wtedy zasięg rośnie do ponad 900 km.
Dwulitrowy silnik jak już wspominałem zapewnia autu niezłe przyspieszenie i około 185 km/h. Napęd przenosi skrzynia DSG o 7 przełożeniach. Spory i nielekki pojazd nad wyraz spontanicznie reaguje na wduszenie pedału gazu. Skrzynia nie robi problemów ze zmianą biegów w górę i dół. A zawieszenie typowe dla aut osobowych daje więcej komfortu niż w przypadku poprzednika. Także układ kierowniczy jest typowy dla osobówek. Nową Californią Ocean jedzie się zdecydowanie przyjemniej niż poprzedniczką. Zupełnie inne jest „czucie” auta. Jadać kamperem nie mamy wrażenie prowadzenia auta o ponad 5 metrowej długości. I to jest ta wyższość nad niższością, czyli nowego nad starym.
Nowa California to nowe spojrzenie VW na tego typu auta. Teraz to nie tylko kamper, ale auto wycieczkowe. Oczywiście ma też kilka wad, jak mniej przestrzeni do przechowywania. I jeszcze cenę. W mojej opinii zaporową…
ZALETY:
– niskie spalanie
– prowadzenie
– uniwersalność auta
WADY:
– mało miejsca na bagaż
– CENA
Podstawowe dane techniczne
– Długość: 5173
– Szerokość: 1947
– Wysokość: 1972
– Rozstaw osi: 3124
– Silnik: turbodiesel 1968 cm3
– Moc: 150 KM
– Maksymalny moment obrotowy: 360 Nm.
– Napęd: przedni
– Skrzynia: automatyczna
– Prędkość maksymalna: 185 km/h
– Deklarowane, średnie spalanie: 6,9
– Średnie zużycie paliwa w teście: 6,8








