Skip to content Skip to footer

Turcja przestała kupować broń. Dziś sprzedaje ją światu za miliardy

Jeszcze dwie dekady temu Turcja była jednym z największych importerów uzbrojenia w NATO. Dziś należy do grona państw, które coraz śmielej konkurują z amerykańskimi, europejskimi i izraelskimi producentami. Drony Bayraktar stały się symbolem nowoczesnego pola walki, tureckie firmy podpisują wielomiliardowe kontrakty od Europy po Azję, a eksport sektora obronnego przekroczył już 10 miliardów dolarów rocznie. To jednak nie jest historia wyłącznie o wojsku. To opowieść o konsekwentnie budowanej strategii przemysłowej, która może stać się wzorem dla wielu państw próbujących uniezależnić się technologicznie od zagranicznych dostawców.

Przemysł zbrojeniowy stał się motorem gospodarki

Jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku turecka armia była w dużej mierze uzależniona od importowanego uzbrojenia. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Jak wynika z analizy Reutersa, turecki eksport produktów obronnych potroił się od 2021 roku i osiągnął około 10 mld dolarów rocznie. Ponad połowa tej sprzedaży trafia już do państw NATO oraz krajów europejskich, które po wybuchu wojny w Ukrainie rozpoczęły intensywną modernizację swoich armii.
To tempo wzrostu jest jednym z najwyższych na świecie. Francuski ośrodek badawczy Fondation pour la Recherche Stratégique wylicza, że między 2020 a 2025 rokiem wartość tureckiego eksportu uzbrojenia wzrosła około pięciokrotnie, co stawia Turcję w gronie najszybciej rozwijających się eksporterów broni obok Korei Południowej.

Wojna w Ukrainie zmieniła wszystko

Najważniejszym katalizatorem rozwoju tureckiego przemysłu okazała się wojna w Ukrainie. Europejskie magazyny amunicji zaczęły się gwałtownie kurczyć, a zachodni producenci przez lata funkcjonujący w warunkach ograniczonych zamówień nie byli przygotowani na tak gwałtowny wzrost popytu. W efekcie państwa NATO zaczęły szukać producentów zdolnych szybko zwiększyć moce produkcyjne.
Reuters podkreśla, że właśnie tutaj Turcja uzyskała ogromną przewagę. Dysponowała rozwiniętym zapleczem przemysłowym, niższymi kosztami produkcji niż Europa Zachodnia oraz znacznie krótszym czasem realizacji zamówień.

To sprawiło, że tureckie przedsiębiorstwa zaczęły wygrywać kontrakty nie tylko na drony, ale również na amunicję artyleryjską, systemy rakietowe, elektronikę wojskową, pojazdy opancerzone i systemy obrony przeciwlotniczej.

Erdoğan postawił na samowystarczalność

Obecny sukces nie jest jednak dziełem przypadku. Początki tureckiej strategii sięgają lat 70., kiedy po konflikcie na Cyprze Stany Zjednoczone nałożyły embargo na dostawy uzbrojenia. Ankara zrozumiała wtedy, że uzależnienie od zagranicznych dostawców może w przyszłości ograniczać jej swobodę polityczną.

Po dojściu Recepa Tayyipa Erdoğana do władzy strategia ta została znacząco przyspieszona. Państwo zaczęło kierować miliardy dolarów do krajowych producentów, finansując rozwój nowych technologii, wspierając badania i gwarantując pierwsze zamówienia dla rodzimych firm.

Według analiz „Financial Times” obecnie ponad 80 proc. komponentów wykorzystywanych w tureckim przemyśle obronnym pochodzi już z produkcji krajowej. To jeden z najwyższych wskaźników samowystarczalności wśród państw NATO.

Drony były dopiero początkiem

Świat poznał turecki przemysł głównie dzięki bezzałogowcom Bayraktar TB2. Ich skuteczność podczas konfliktów w Libii, Górskim Karabachu oraz Ukrainie sprawiła, że tureckie konstrukcje stały się globalną wizytówką kraju. Jednak obecnie eksport nie opiera się już wyłącznie na dronach.
ASELSAN rozwija elektronikę wojskową i systemy radarowe, ROKETSAN produkuje nowoczesne pociski rakietowe, Turkish Aerospace Industries buduje samoloty szkoleniowe i śmigłowce, natomiast Baykar rozwija kolejne generacje bezzałogowców wykorzystujących sztuczną inteligencję.
Reuters informuje, że sama ASELSAN planuje w tym roku zwiększyć eksport dwucyfrowo, a jej kapitalizacja przekroczyła już 2 biliony lir, czyniąc ją najbardziej wartościową spółką notowaną na giełdzie w Stambule.

Turcja wygrywa z Zachodem?

Rosnąca popularność tureckiego uzbrojenia wynika z kilku przewag konkurencyjnych. Pierwszą są koszty. Produkcja w Turcji pozostaje znacznie tańsza niż w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii, przy jednoczesnym zachowaniu standardów NATO.
Drugą przewagą jest szybkość. Europejscy producenci często potrzebują kilku lat na realizację kontraktów, podczas gdy tureckie przedsiębiorstwa potrafią dostarczać sprzęt znacznie szybciej.
Trzecim elementem jest elastyczność. Ankara chętnie oferuje transfer technologii, wspólną produkcję oraz dostosowanie uzbrojenia do wymagań konkretnego klienta. Dla wielu państw rozwijających własny przemysł zbrojeniowy jest to oferta znacznie atrakcyjniejsza niż zakup gotowego sprzętu od zachodnich gigantów.

Europa potrzebuje Turcji

Paradoksalnie największym klientem tureckiego przemysłu może w najbliższych latach stać się właśnie Europa.
Jak zauważa „Financial Times”, europejskie państwa odbudowujące swoje zdolności militarne coraz częściej postrzegają Turcję nie tylko jako ważnego członka NATO, ale również jako partnera przemysłowego zdolnego szybko dostarczać potrzebne uzbrojenie. Powstają wspólne przedsięwzięcia z włoskimi, niemieckimi i hiszpańskimi firmami, które pozwalają tureckim producentom wejść jeszcze głębiej na rynek europejski.
To znacząca zmiana wobec sytuacji sprzed kilku lat, gdy relacje polityczne pomiędzy Brukselą a Ankarą pozostawały wyjątkowo napięte.

Turcja światowym liderem?

Perspektywy dalszego wzrostu pozostają bardzo dobre. Rosnące wydatki obronne państw NATO, napięcia na Bliskim Wschodzie, rywalizacja mocarstw oraz konieczność odbudowy zapasów amunicji sprawiają, że globalny popyt na uzbrojenie prawdopodobnie pozostanie wysoki przez wiele lat. Jednocześnie Turcja nie konkuruje już wyłącznie ceną. Coraz częściej oferuje własne technologie, własne platformy bojowe i własne rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji.
Zbrojenia jak turystyka, czyli Ankara zrozumiała coś, czego przez lata nie dostrzegało wiele państw rozwijających się – przemysł zbrojeniowy nie jest wyłącznie kosztem dla budżetu państwa. Może stać się jednym z filarów gospodarki, źródłem eksportu, motorem innowacji i narzędziem budowania wpływów geopolitycznych.
To właśnie dlatego sukces tureckiego sektora obronnego jest dziś analizowany nie tylko przez wojskowych, ale również przez ekonomistów. Pokazuje bowiem, że konsekwentna polityka przemysłowa, wieloletnie inwestycje w badania i rozwój oraz wsparcie krajowych przedsiębiorstw mogą w ciągu zaledwie kilkunastu lat całkowicie zmienić pozycję państwa na światowym rynku.

Show CommentsClose Comments

Leave a comment