LudzieSylwetki

Tańczące firmy – Czy taniec przekłada się na biznes?

Taniec to jedna z najstarszych i najpopularniejszych form sztuki i aktywności fizycznej Pozytywnie wpływa na naszą sylwetkę, dostarcza wiele radości i rozwija emocjonalnie. Czy taniec może być również pomysłem na biznes, który zapewni przyszłość? O tym rozmawiamy z Moniką Grzelak, absolwentką ekonomii, utytułowaną tancerką, choreografką i właścicielką Dance Avenue w Gdańsku.

Wśród tancerzy rzadkością jest zatrudnienie na etacie. Odkąd rozwinął się rynek teatrów tanecznych, więcej tworzy się spektakli o tym charakterze, jednak zwykle jest to zatrudnienie na umowy o dzieło. Tancerz zatrudniony do spektaklu spędza na próbach średnio 8 godzin dziennie, więc wyklucza to inne, stabilne źródła dochodu. Alternatywną dziedziną oferującą posady dla tancerzy jest telewizja i reżyserowanie programów rozrywkowych, nie tylko tych bezpośrednio związanych z tańcem. Ruch sceniczny, choreografia są również docenianymi elementami talent-show, konkursów Miss i Mister oraz pokazów mody.

Jak według Ciebie wygląda spełnienie w tanecznej karierze?
Monika Grzelak: W tańcu można realizować się na wiele sposobów: zdobywać medale na turniejach, tańczyć na deskach prestiżowych teatrów, współpracować ze świetnymi choreografami, kreować autorskie projekty, ale także założyć własną szkołę tańca, nauczać czy osiągnąć sukces medialny. Dla mnie połączenie tych wszystkich aspektów i realizacja wciąż nowych wyzwań to spełnienie. Muszę wciąż się rozwijać i tworzyć.

Co trzeba zrobić by zostać nauczycielem? Czy są potrzebne jakieś zezwolenia?
Nic! Nie ma obowiązku skończenia szkoły, żeby nauczać i nie ukrywam, że to niszczy rynek. Popularyzacja tańca przez programy w telewizji działa niestety też w ten sposób, że ludzie dostrzegają szansę na łatwy zarobek. By nauczać tańca, trzeba znać anatomię i analizować każdy centymetr ciała, by wykluczać kontuzje wynikające choćby ze złego ustawienia sylwetki. Zdarza się jednak, że osoba, która ukończyła kurs na poziomie średniozaawansowanym, rozpoczyna nauczanie tańca mimo niewystarczającej wiedzy instruktorskiej.

Czy założenie Dance Avenue było Twoim marzeniem od zawsze, czy decyzja była spontaniczna?
Gdy studiowałam, uczyliśmy się tańca towarzyskiego i jeździliśmy przez wiele lat na szkolenia do Hamburga, gdzie standardem było eleganckie studio taneczne. Wtedy po raz pierwszy pojawiło się marzenie o stworzeniu takiego miejsca w Polsce. Na 5. roku studiów wyjechałam do Kanady na serię turniejów i tam zetknęłam się z salsą. W latach 90. nie była ona jeszcze spopularyzowana w Polsce. Zafascynowały mnie imprezy, na których ludzie w różnym wieku tańczyli płynnie wymieniając się w parach. Po powrocie wraz z partnerem pomyśleliśmy o sposobie na wprowadzeniu salsy do Polski. Była to nowa koncepcja nauczania tańca – prowadziliśmy kursy i organizowaliśmy imprezy dla kursantów, by mogli bawić się i wykorzystać zdobytą wiedzę. Studia ekonomiczne pomogły mi w rozwinięciu biznesu, gdyż znałam podstawy marketingu i rachunkowości. Pojawił się lokal, który trzeba było wyremontować. Pierwotnie mieliśmy plan na emigrację do Kanady, ale widząc sukces naszej koncepcji salsy w Polsce postanowiliśmy dać sobie jeszcze dwa lata na rozwinięcie jej i tak powstało Dance Avenue.

Czy w tym biznesie istnieje duża konkurencja i rywalizacja między właścicielami szkół?
Nasze studio było pierwszym ośrodkiem nauki salsy i pierwszym profesjonalnym studiem tańca w Trójmieście. By zbudować prężnie działającą szkołę, trzeba się ciągle rozwijać i być liderem, proponować wciąż nowe formy. Oczywiście przez te lata wyszkoliłam osoby, które teraz prowadzą z powodzeniem swoje szkoły tańca, co przysporzyło mi dużej konkurencji. Podczas wyjazdów i szkoleń sędziowskich mam możliwość poznania innych właścicieli akademii tańca z Polski i ze świata. Staram się z każdej rozmowy wyciągnąć pouczające wnioski. Te spotkania są bardzo inspirujące, ponieważ wymieniamy się doświadczeniami, uzyskujemy motywację. W miarę możliwości wzajemnie wspieramy swoje projekty. Moim autorytetem jest kultowa już postać – Eddie Torres, który niebawem skończy 70 lat i wciąż emanuje radością w tańcu, ma misję dzielenia się wiedzą. Podróżując prowadzi codziennie warsztaty i pokazy. Jego doświadczenie i eksperymenty na bazie ciała inspirują mnie do ciągłego rozwoju.

Redakcja Author
Sorry! The Author has not filled his profile.
×
Redakcja Author
Sorry! The Author has not filled his profile.