AktualnościAutoMotoTesty

Suzuki Swift 1,2 DualJet SHVS 83 KM 5 MT: Mieszczuch prawie doskonały

Suzuki Swift, jest już dostojnym 40-latkiem. Pojazd debiutował w 1983 roku. Od 2017 w salonach jest dostępna VI generacja japońskiego mieszczucha. W 2020 roku producent poddał Swifta bardzo subtelnemu liftingowi. Tak subtelnemu, że…, trudno go zauważyć.



Na czym polegał ów subtelny lifting?  Najbardziej dostrzegalne jest nowe wypełnienie grilla. Poza tym, w gamie modelowej pojawiło się kilka nowych lakierów. Asha, są jeszcze nowe wzory felg.  I w zasadzie ze zmian w eksterierze to tyle. Nieco łatwiej zobaczyć „nowe” w wyglądzie kokpitu. Są to bowiem srebrne elementy dekoracyjne „rozjaśniające” wygląd deski rozdzielczej. Czy te zmiany zasługują na miano liftingu? Otóż, tym razem nie o wygląd chodziło. Swoiste uaktualnienie modelu zadedykowano bezpieczeństwu oraz układowi napędowemu.

Szczerze mówiąc, nieco drażnił mnie wygląd grilla. Monstrualny w stosunku do niewielkiego, zgrabnego autka. Nowy wzór wypełnienia osłabił nienaturalność w wyglądzie tej części pojazdu. Niejako przy okazji, ta zmiana zdecydowanie poprawiła wygląd. Z tyłu, ingerencji stylistycznej nie było. Zresztą, nie było takiej potrzeby. Przed i po liftingu kuperek Swifta ładny jest.



Jak już wspominałem, zmiany dotyczyły sfery bezpieczeństwa czynnego. I jest ich sporo. Auto otrzymało system rozpoznawania znaków drogowych, monitor martwego pola i asystenta pasa ruchu. W tym zakresie, Suzuki dogoniło konkurencję. Zaś w sferze działania systemów, nawet prześcignęła. W niektórych samochodach działanie asystenta pasa ruchu bywa irytujące. Jego opór trzeba przełamywać (zbyt) dużą siłą. Ja wiem, że ma do pewnego stopnia myśleć i działać za kierowcę. Kluczem jest, do jakiego stopnia? Niech pomaga, ale, nie wyręcza. Suzuki znalazło złoty środek…

Swift, podobnie jak Honda Jazz to taki motoryzacyjny paradoks. Nikt, patrząc z zewnątrz nie odgadnie, jak pojemne jest wnętrze. A tu, jest bardzo przestrzennie. Ergonomicznie, przytulnie i bardzo wygodnie. Kokpit rozplanowano bardzo czytelnie i przewidywalnie. Dodam do tego prostą, intuicyjną obsługę multimediów i infotainmentu. Auto, zarówno designem jak i mnogością nie zawsze przydatnych gadżetów nie przenosi nas do kokpitu promu kosmicznego. W Swifcie, co uważam za ogromna zaletę jest nadal analogowo. Pokrętła, przyciski, suwaki. Owszem, infotainment może i nieco trąci myszką. Ale, jakie to ma znaczenie, jeśli i tak zastępujemy go Apple Car Play albo Android Auto?



Nie mam zastrzeżeń do ogólnego komfortu. Zarówno pojemność auta jak i ergonomia bez zarzutu.  Fotele z przodu są bardzo sprężyste i wystarczająco głębokie. Zapewniają bardzo dobre trzymane boczne. W mojej opinii idealnie dobrano długość siedziska. A w tej klasie aut, nie jest to takie oczywiste. A dzięki konstrukcji dachu sporo przestrzeni jest też nad głową. Z przodu wspomniany dach jest wyżej. Z tyłu – jego linia łagodnie schodzi ku dołowi. Na tyle jednak łagodnie, że nie zabiera miejsca na głowy. Tylna kanapa też wygodna. Zarówno siedzisko jak i podparcie, wystarczająco długie. Poza tym kąt nachylenia dobrano idealnie. Jedyny minus to bagażnik. Jest malutki. Nawet o 50 litrów mniejszy niż u konkurencji. 265 litrów w konfiguracji 5 osobowej lub 965 ze złożonym oparciem kanapy ta naprawdę niewiele.

Po liftingu, który jak przypomnę był dedykowany także układowi napędowemu, z oferty zniknął silnik 1,0. Pozostała wolnossąca, czterocylindrowa jednostka 1.2 DualJet, wspomagana przez miękką hybrydę. Silnik może współpracować ze skrzynią manualną o 5 przełożeniach lub bezstopniowym wariatorem CVT. W aucie testowym, jednostkę napędowa wspierała skrzynia manualna, 5. przełożeniowa. Efekt tej współpracy, to 83 KM przy 6000 obrotach i 107 Nm. dostępnych przy 2800 obrotach. Taki tandem pozwala na uzyskanie 180 km/h i osiągniecie 100 km/h w 13,1 sekundy. W moim, subiektywnym odczuciu było chyba jednak nieco szybciej.



W sferze praktyki, też jest nieźle. Swift to bardzo oszczędny samochód. Producent deklaruje, że w ruchu miejskim zadowoli się 5,3 litrami a w trasie wystarczy mu 4,4 litra. Testowy, potrzebował na każde 100 km w ruchu miejskim 5,7 litra a w trasie – równo 5. Średnia z testu wyniosła około 5,6 litra. Innymi słowy, hybryda działa! I do tego tak, że w zasadzie tego nie czujemy. Zastanawiam się, czy nie byłoby jeszcze oszczędniej, gdyby Swift dysponował skrzynią o 6 przełożeniach. Odniosłem wraże nie, że w trasie brakowało „szóstki” i jednostka napędowa trochę się męczyła.

Słów kilka o systemie elektrycznego wsparcia dla jednostki spalinowej. Technologia Smart Hybrid Vehicle by Suzuki opiera się na czterech zasadniczych elementach. Pierwszy z nich to ISG, czyli rozbudowany alternator, mogący pełnić funkcje prądnicy i silnika elektrycznego. Drugim elementem układanki jest akumulator litowo-jonowy, umieszczony w centralnej części samochodu. Trzeci, to tradycyjny akumulator w komorze silnika, a czwarty stanowi system start-stop, wyłączający i włączający benzynowy silnik spalinowy w odpowiednich momentach. ISG rozpoczyna pracę jako silnik elektryczny i uruchamia jednostkę termiczną. Zasilany jest z tradycyjnego akumulatora. Podczas przyśpieszania ISG działa jak silnik elektryczny i pracuje wspólnie z silnikiem spalinowym. Zasilany jest przy tym z dodatkowego akumulatora litowo-jonowego. Kiedy samochód zaczyna zwalniać lub kierowca hamuje, ISG pełni rolę prądnicy.

Zawieszenie typowe dla tego typu aut. Z przodu kolumny Macphersona a z tyłu, belka skrętna. Choć nie jest to szczyt techniki, do niewielkiego auta wystarczy. Jest wszak jedno, ale. Ale dlaczego jest tak twardo? Swift ma dobrze wyciszona kabinę. Nie słychać w niej szumów opływającego auto wiatru ani odgłosów pracy zawieszenia. Z tym, że je czuć! Ba, na głębszym dołku nieduży samochód potrafi nieźle podskoczyć.



Do zbyt „sprężystego” można mieć zastrzeżenia pod względem komfortu. Za to sztywny „zawias” dobrze wpływa na precyzję prowadzenia. Wespół z czułym układem kierowniczym bardzo pomagają utrzymać samochód w ryzach. Swift zakrętów się nie boi. Nawet tych najostrzejszych. Trzyma się drogi niczym przyklejony.

Jak w krótkich, żołnierskich słowach spointować test? Otóż, bardzo prosto! Swift to naprawdę niezłe auto. Wielu konkurentów bije na głowę bogatym wyposażeniem. I ceną. A ta, jak widomo potrafi czynić cuda…



Zalety:

– atrakcyjny wygląd

– przestronne wnętrze

– niskie zużycie paliwa

Wady:

– mały bagażnik

– twardo zestrojone zawieszenie

Podstawowe dane techniczne

Wymiary (długość/szerokość/wysokość/rozstaw osi): 3845/1735/1495/2450

Silnik: benzynowy z układem mikrohybrydowym

Moc maksymalna: 83 KM dostępna przy 6000 obrotach

Maksymalny moment obrotowy: 107 Nm. przy 2800 obrotach

Napęd: przedni

Skrzynia: manualna 5 przełożeń

Osiągi (0-100 km/h): 13,1 s

Prędkość maksymalna: 180 km/h

Deklarowane zużycie paliwa (m/tr/śr): 5,3/4,4/5,7

Zużycie paliwa w teście: 5,7/5,0/5,6

Pojemność bagażnika: 265/947

Zbiornik paliwa: 37 l

Cena: 64,5 tys. złotych

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts