Skip to content Skip to footer

Renault Trafic Wavecamper 2,0 Energy dCi 170 KM Long Camper Flex: Polak potrafiRenault Trafic Wavecamper 2,0 Energy dCi 170 KM Long Camper Flex: Polak potrafi

Dziś ciąg dalszy “rozrachunków” z wakacjami. Tym razem na redakcyjnej tapecie nasz drugi wakacyjny dom, czyli Renault Trafic z zabudową kampingową od polskiej firmy Wavecamper. I tak się złożyło (wbrew pozorom, wcale nie przypadkiem), że do campervana ze znaczkiem Renault przesiadałem się z VW Californii Ocean. Innymi słowy, pozyskałem świetny materiał porównawczy. Z autem z Wolfsburga „rozprawiłem się” jakiś czas temu. Teraz więc kamper z Polski zbudowany na aucie z Francji…



Jak wspominałem, bazą kampera był Trafic w najdłuższej odmianie nadwoziowej. Auto mierzy zatem sporo ponad 5 metrów. Z jednej strony to doskonale, bo to dobra baza do budowy mini domu na kołach. Z drugiej, tak sobie, bo manewrowanie tym autem na miejskich parkingach to udręka. Ale w tym przypadku złotego środka nie ma. Albo więcej miejsca i komfort albo wygoda na parkingu i spanie z podkulonymi nogami! Co wybieracie?



Wavecamper, czyli polska firma tworząca zabudowy do kamperów pokazała, że Polak potrafi. Na mocno ograniczonej przestrzeni stworzyła całkiem wygodny dom na kółkach z miejscem do życia, spania i podróżowania dla 4 osób. Powiem tak, w kilku elementach konstrukcja jest bardziej przemyślana nić fabrycznie składana California. Bardzo dobrze, że twórca zabudowy Trafica pomyślał na przykład o miejscu na toaletę chemiczną. Fakt, jest niewielka a w zasadzie niska, ale nie plącze się w czasie jazdy po kokpicie i nie zabiera przestrzeni na bagaż. Drugi „plus dodatni” to kuchenka gazowa. W Californii jest tylko jeden palnik. W Traficu dwa. Naprawdę, trudno to czasem przecenić. W podróży czasem mamy ochotę na normalny obiad. A gotowanie na jednym palniku to udręka dla… kubków smakowych.



Cały system sterowania „elektryką” umieszczono na panelu nad zlewem, ale w bezpiecznej od niego odległości. Jest też uchwyt na smartfon na kilku przegubach, siatki do chowania drobiazgów i latarka akumulatorowa, która naprawdę bywa bardzo przydatna. Jest jeszcze główny „hebel” do odcinania elektryki. Umieszczono go tuż obok przesuwnych drzwi przy wejściu. A propos drzwi przesuwnych. W Californii była dwie pary otwierająca się na przestrzał. Było wygodniej i praktyczniej za to mniej przestrzeni do przechowywania. W Traficu są jedne a dzięki temu przybyło szafek w tym ta, do ukrycia toalety chemicznej.



Tak jak w aucie z Niemiec i tu nie ma łazienki. Jej role pełni słuchawka prysznicowa którą można podłączyć dzięki specjalnemu króćcowi do zbiornika wody białej. W sumie w gorące dni można się umyć ewentualnie spłukać rower czy psa. Warunek sine qua non temperatura bardzo dodatnia. No, chyba że ktoś lubi morsować. Role dachu w tak zaimprowizowanej łazience pełni tylna klapa. Ścianek nie ma. No, chyba że jakoś to ogarniemy we własnym zakresie.



W tylnej części auta jest też miejsce na bagaż. Jest go w sumie tyle ile w Californii. Tyle, że w aucie z Niemiec jest jeszcze stolik i dwa składane krzesła. Ze zdumieniem stwierdziłem, że Traficu ich nie ma! I do tej pory nie wiem, czy było to wyposażenie standardowe tylko, ktoś zapominał go do wypożyczanego auta włożyć a ja w po prostu nie dopytałem, czy to dodatkowo płatna opcja. Na szczęście Najukochańsza Z Żon tak zagospodarowała wolny czas, że po powrocie z całodniowej eskapady, marzyłem, żeby przyjąć pozycję horyzontalną w namiotowej sypialni na dachu. Wszak jutro też jest dzień a jeszcze tyle do zobaczenia…



Skoro wspomniałem o sypialni, to w Traficu są dwie. Jedna w kokpicie, po położeniu foteli i rozłożeniu materaca a druga to namiot dachowy. Tym razem rozkładany manualnie. Rozkładanie jest proste i nie wymaga specjalnej siły. Przy składaniu było nieco gorzej. Przyznam, że trochę się namęczyłem składając go i spinając do jazdy. Tu, Niemcy byli lepsi. Wydaje mi się też, że Trafic jest nieco gorzej wygłuszony. A i nagłośnienie jest nieco słabsze niż „u Niemca”. Tyle, że francuski kamper postał na Traficu, czyli typowym aucie użytkowym a California na płycie MQB stworzonej dla aut osobowych.



Silnik auta to oczywiście standardowy 170 konny motor dCi. I pod tym względem Trafic jest od konkurenta z Niemiec nieco lepszy. Ma o 20 KM więcej i to w czasie jazdy czuć. Auto jest bardziej dynamiczne i elastyczne tyle, że nieco więcej konsumuje. Średnia spalania na autostradzie to około 7,5 litra a z całego testu około 7,0. Jasne, że da się zejść do około 6,4, ale to tylko na drogach lokalnych i tam, gdzie nie przekraczamy 110 km/h.



Kamper z logo Renault prowadzi się jak każdy Trafic. Czuć, że bazą wyjściową był pojazd użytkowy. Układ kierowniczy nie jest tak czuły jak w osobówkach, ale na tyle responsywny, że da się tego ponad 5 metrowego potwora wpasować w standardowe miejsce parkingowe. Choć łatwo nie jest i bez systemu kamer byłby to niezły hazard. A przy okazji, choć kamery mają gorsza rozdzielczość niż w VW, to system działa lepiej. Cofając na kamery Californią o mały włos zahaczyłbym inne auto na kampingu. Martwe pole okazało się większe niż można przypuszczać. W Traficu jest precyzyjniej.



Zachęciłem was do zakupu? Super! To teraz nieco zimnej wody. Trafic w wersji kampingowej jest drogi. Na szczęście nie aż tak jak California, której cena przekraczała 440 tys. złotych. Tu, za auto wyposażone topowo trzeba zapłacić coś około 375 tys. a w podstawowej 355 tys. Czy warto? Na to pytanie niestety nie odpowiem…

ZALETY:

– dobrze rozplanowane, praktyczne wnętrze

– dobrze rozplanowana i pojemna zabudowa kampingowa

– sporo miejsce na bagaż

WADY:

– średni komfort akustyczny

– słabe audio

Podstawowe dane techniczne

– Długość: 5399

– Szerokość: 1955

– Wysokość: 2000

– Rozstaw osi: 3480

– Silnik: turbodiesel 1997 cm3

– Moc: 170 KM

– Maksymalny moment obrotowy: 380 Nm.

– Napęd: przedni

– Skrzynia: automatyczna

– Prędkość maksymalna: 180 km/h

– Średnie zużycie paliwa w teście: 7,0

 

Show CommentsClose Comments

Leave a comment