W opowieści o Clio jak w lustrze widać historię Renault. Od świetnych aut I generacji, która zadebiutowała na rynku w 1990 i drugiej, której przedstawiciele ciągle jeszcze jeżdżą po polskich drogach poprzez III i IV w czasie projektowania których dział designu Renault prawdopodobnie miał wolne, po moją ulubioną generację V i wreszcie tę obecną za konceptem której stoi podkupiony ze Stellantis Giles Vidal.
Bo liczy się wygląd! W każdym razie dla Vidala, który stoi za udanymi projektami dla Peugeota z których aż 5 zostało autem roku. W Renault też ma imponujący początek. Clio prezentuje się świetnie. No, w każdym razie dla mnie. Elementem, który niewątpliwie wyróżnia design Clio VI jest pas przedni. Fakt, nie wszystkich „dziubek” mieszczący wlot powietrza zachwyca, ale niewątpliwie przeciąga wzrok. Właśnie o takich autach można powiedzieć, że mają charyzmatyczny wygląd. Bo ten jeden szczegół zdefiniował resztę konstrukcji. Zasadniczo bowiem, Clio VI poza pasem przednim kontynuuje styl poprzedniczki. Nowe Clio to typowy, dwubryłowy hatchback o niewątpliwie ciekawym wyglądzie, który w wyjątkowo udanym stylu łączy urodę i stronę praktyczną.
W sumie, o wyglądzie tyle albowiem Clio jakie jest, każdy widzi. Za to co we wnętrzu już niekoniecznie. Tym razem nie „wylosowaliśmy wersji topowej Esprit Alpine, czyli nie pławiliśmy się w luksusie skóry i alcantary, ale też było nieźle. Choć Clio to typowy mieszczuch wnętrze z lekka emanuje sportem. Głębsze fotele i kanapa dają nie tyle sportowy sznyt, ile świetne boczne trzymanie. Idealna pozycja za kółkiem? Nie ma problemu! Jest wszechstronna regulacja. Przed oczyma kierowcy, tak jak w każdym innym aucie Renault dwa tablety. Ale część funkcji nadal dublują przyciski. Czili, jest nowocześnie, ale bez dezynwoltury. Do tego w tej całej cedrowej rewolucji lekki, analogowy vintage. To, za co Renault należy się specjalna nagroda, to jeden malutki przycisk, którym dezaktywujemy wszystko to, co głośnymi alarmami potrafi nas zirytować. Oczywiście, wcześniej przypisujemy do „My Safety Perso” wszystko, co chcemy za jadanym razem wyłączyć. O tak!
W kabinie VI generacji Clio jest jakby przestronniej jak w kokpicie poprzednika. Nie wiem, czy to zasługa dodatkowych centymetrów czy po prostu lepiej „zorganizowanego” wnętrza. Oczywiście kierowca zawsze miał bardzo przestronnie, ale już ci z tylnej kanapy niekoniecznie. Tym razem nikomu (z 4 osobowej obsady auta) przestrzeni nie zabraknie. Przy kierowcy o wzroście około 177 cm z tyły da radę zasiąść osoba o podobnym wzroście. W miejskim hatchbacku to raczej ewenement! Ale, nas on bardzo ucieszył. Autom okazało się świetnym towarzyszem podróży na dystansie ponad 500 kilometrów. I to dla czterech dorosłych osób. Tu jednak daje znać o sobie średnio pojemny bagażnik. W wersji hybrydowej to mniej niż 310 litrów. Przyznam szczerze marketowe cotygodniowe zakupy zmieściły się z niejakim trudem. Jeśli więc oczekujemy prawie 100 litrów więcej – polecam Clio z motorem TC-e.
Wybór silników jest. W sumie, dwa. TC-e 1,2 litra o mocy 115 KM i 290 Nm. mementu obrotowego i E-Tech full hybrid oparta na wolnossącym, i aż czterocylindrowym silniku o pojemności 1,8 litra. I tu zaskoczenie. Jednostka generuje zaledwie 109 KM. Jako że to hybryda motor termiczny jest wspierany przez dwa motory elektryczne: główny silnik trakcyjny oraz mniejszy silnik pełniący funkcję wysokonapięciowego rozrusznika – generatora moc systemowa wynosi 160 KM i 270 Nm. momentu obrotowego. Jednostka trakcyjna, via świetna skrzynia automatyczna (Multimode) napędza koła a niejako przy okazji, doładowuje 1,4 kWh akumulator trakcyjny. Efekt jest lepiej niż dobry: 180 km/h maksymalnie i około 8,3 od 0 do 100 km/h.
Ale, to nie jest clou tematu. Ten, to kwestie ekonomiki. Nowe Clio E-Tech zasługuje na miano… anorektyka! Z ledwie 39 litrowego zbiornika paliwa w zasadzie nie ubywa. Żartuję, owszem ubywa z tym, że wyjątkowo wolno. Nasz test zakończył się wynikiem łącznym na poziomie 3,8 litra na każde przejechane 100 kilometrów! WOW. Po teście kilkunastu aut z Chin śmiem twierdzić, że producentom z Państwa Środka tego tematu w przypadku mniejszych aut jeszcze nie udało się tak całkiem ogarnąć!
Auta w Francji są zazwyczaj miękko zawieszone. I tym razem nie jest inaczej. Układ tłumiący ukierunkowany jest na komfort. Nie jest to problemem bowiem nadwozie jest bardzo sztywne co przy niezwykle responsywnym układzie kierowniczym daje przyjemne uczucie pełnej kontroli nad autem. Pokonywanie zakrętów? Fajna przygoda. Dodam, im ostrzej tym lepiej.
Za całokształt w przypadku Clio VI byłoby 100 na 100 punktów. Byłoby, gdyby nie jedno, ale a nawet ALE czyli cena! Wersja bazowa startuje od prawie 85 tysięcy złotych. Hybryda jest dużo droższa. Tak, wiem wersja podstawowa jest ledwie 500 złotych droższa od poprzednika. Ale, to oznacza tylko tyle, że Clio V też tanie nie było. Boję się, że chińska alternatywa z zaskakująco niskimi cenami może być w tym przypadku ogromnym problemem dla Renault. Oby nie. Ale, jak powszechnie wiadomo cena czyni cuda…
Zalety
Jakość wykonania
Prowadzenie
Oszczędny układ napędowy
Wady
(Za) Drogo!?
Stylistyka nie każdemu przypadnie do gustu
Układ napędowy jest dość głośny
CENA
Podstawowe dane techniczne:
Długość: 4116 mm
Szerokość: 1768 mm
Wysokość: 1451 mm
Rozstaw osi: 2591 mm
Bagażnik: 310/1095 l
Parametry silnika i układu przeniesienie napędu:
Silnik: benzynowy z turbiną i wparciem hybrydowym
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h: 8,3 sekundy
Skrzynia biegów: A/T
Napęd: przedni
Maksymalna moc: 160 KM
Maksymalny moment obrotowy: 270 Nm.
Średnie spalanie w teście: 3,8 litra
Zbiornik paliwa: 39 litrów







