Aktualności TechNews 20 sierpnia 2026
Fałszywe reklamy wykorzystujące wizerunki znanych osób, zmanipulowane artykuły, fikcyjne wywiady i sensacyjne nagłówki – dezinformacja staje się nie tylko narzędziem manipulacji, ale w połączeniu z reklamą również mechanizmem oszustwa. Z najnowszego raportu Fundacji Digital Poland „Dezinformacja oczami Polaków 2026″ wynika, że aż 77 proc. Polaków zetknęło się z cyfrowym fałszem, 45 proc. miało styczność z deepfake, a 35 proc. uważa fake news za groźniejszą formę dezinformacji niż deepfake. Jednocześnie 85 proc. Polaków uważa, że informacje wygenerowane przez AI powinny być jasno oznaczone.
Internet przestał być przestrzenią, w której za publikowaną treść odpowiada wyłącznie jej autor. Coraz ważniejsze staje się pytanie o odpowiedzialność tych, którzy treść rozpowszechniają, rekomendują, monetyzują i pozwalają jej dotrzeć do milionów odbiorców. Skala problemu rośnie wraz z możliwościami generatywnej sztucznej inteligencji.
Globalne straty związane z oszustwami wykorzystującymi deepfake osiągnęły 3,7 mld dolarów – wynika z danych Surfshark* z lipca 2026 r. Media społecznościowe odpowiadają za 47 proc. tych strat. Szczególnie niebezpieczne są fałszywe materiały przedstawiające przywódców państw i osoby publiczne, wykorzystywane do promowania fikcyjnych inwestycji. Z kolei według analiz francuskiej firmy Sopra Steria ekonomiczny koszt niekontrolowanego rozpowszechniania fałszywych artykułów, reklam i materiałów manipulacyjnych szacowany jest na 417 mld dolarów rocznie. **
Problem jest widoczny również w Polsce. 85 proc. Polaków uważa, że informacje i artykuły generowane przez AI powinny być wyraźnie oznaczane a 45 proc. deklaruje, że zetknęło się z deepfake – wynika z raportu Digital Poland. Z badania „Cyberportret polskiego biznesu 2026” przygotowanego przez ESET i DAGMA wynika natomiast, że 23 proc. pracujących przy komputerze Polaków padło ofiarą oszustwa wykorzystującego sfałszowane materiały.

– Sztuczna inteligencja sprawiła, że stworzenie wiarygodnie wyglądającego artykułu, nagrania czy reklamy przestało wymagać dużych pieniędzy i profesjonalnego zespołu. Wystarczy kilka minut, odpowiednie narzędzia i dostęp do platformy, która pozwoli dotrzeć z takim materiałem do milionów ludzi. Dlatego odpowiedzialność za jakość przestrzeni informacyjnej nie może spoczywać wyłącznie na użytkowniku – uważa Wojciech Głażewski, dyrektor firmy cyberbezpieczeństwa Check Point Software Technologies w Polsce.
Jak łatwo profesjonalnie przygotowana fałszywa publikacja może zostać wykorzystana do oszustwa, mogliśmy przekonać się w ostatnich tygodniach. Do sieci trafiały zmanipulowane materiały stylizowane na wywiady (rozmowa Moniki Olejnik z prezesem Narodowego Banku Polskiego), artykuły o inwestycjach gwiazd (Julia Wieniawa) czy fałszywe reklamy wykorzystujące wizerunek przedsiębiorcy (Rafał Brzoska). To problem wykraczający daleko poza ochronę dobrego imienia jednej osoby, lecz pokazujący, że międzynarodowe platformy technologiczne są miejscem dystrybucji takich materiałów i czerpią korzyści z ich emisji. Mechanizm jest typowy dla współczesnych oszustw: popularne wydarzenie, znana twarz, profesjonalnie przygotowany materiał i próba masowego wyłudzenia pieniędzy lub danych osobowych.
Czy problem ten rozwiąże unijny AI Act, który stopniowo wchodzi w życie? Czy wystarczającą odpowiedzią będzie Digital Services Act? A może potrzebne są również oddolne inicjatywy społeczne, takie jak europejska inicjatywa Roberta Szustkowskiego, który sam stał się ofiarą medialnych działań podważających jego reputację?
Problemem pozostaje niska świadomość społeczna. Pomimo rosnącej liczby incydentów aż 57 proc. badanych przez ESET nadal nie wie, co oznacza pojęcie deepfake. Walka z dezinformacją tworzoną przez sztuczną inteligencję nie może być zadaniem jednej grupy. Instytucje weryfikujące fakty, takie jak EDMO, EUvsDisinfo czy EU DisinfoLab, większą odpowiedzialność przypisują platformom internetowym, które dysponują technologicznymi możliwościami ograniczania zasięgu fałszywych treści. Naukowcy częściej wskazują na odpowiedzialność odbiorców informacji i konieczność rozwijania ich kompetencji cyfrowych oraz krytycznego myślenia.
– Skuteczna ochrona przestrzeni informacyjnej musi opierać się na kilku filarach jednocześnie: odpowiedzialności platform, profesjonalnej pracy dziennikarzy i instytucji monitorujących oraz świadomych odbiorcach – podkreśla Robert Szustkowski, autor europejskiej inicjatywy rozszerzenia ”Prawa do bycia zapomnianym” na platformy informacyjne.

Wśród proponowanych rozwiązań znalazła się koncepcja centralnego rejestru naruszeń dóbr osobistych oraz powołania Rzecznika Praw Czytelników – instytucji, która mogłaby wspierać osoby dotknięte skutkami fałszywych lub wprowadzających w błąd publikacji. – Proponowane zmiany mają na celu zapobieganie rozprzestrzenianiu się dezinformacji oraz wyposażenie obywateli w skuteczniejsze narzędzia ochrony ich wizerunku przed konsekwencjami fałszywych i wprowadzających w błąd publikacji –przekonuje Robert Szustkowski.
Chodzi o stworzenie systemu, w którym obywatel otrzyma realne i szybkie narzędzia reakcji, gdy nieprawdziwa publikacja narusza jego reputację. Jak wynika z dostępnych informacji, Komisja Europejska w piśmie z 20 marca 2026 r. przyjęła do wiadomości propozycje inicjatywy Szustkowskiego i zadeklarowała ich rozważenie w kontekście przyszłych dyskusji dotyczących stosowania RODO. Jednym z kierunków jest doprecyzowanie stosowania art. 17 RODO wobec działalności medialnej.
Może Cię zainteresować:
Generatywna AI sama w sobie nie jest zagrożeniem dla demokracji. Problem pojawia się wtedy, gdy jej możliwości wyprzedzają nasze zdolności do rozpoznawania i weryfikowania tworzonych przez nią treści. Odpowiedzią na te wyzwania ma być m.in. OECD Information Integrity Hub, którego zadaniem jest wspieranie państw w realizacji rekomendacji dotyczących ochrony integralności informacji. Rozwiązania mają być wypracowywane wspólnie przez ekspertów i instytucje publiczne. Coraz większe znaczenie ma jednak przede wszystkim unijny Digital Services Act (DSA).
DSA zasadniczo zmienia sposób, w jaki należy patrzeć na odpowiedzialność największych platform internetowych.Rozporządzenie nakłada na nie obowiązki dotyczące m.in. zgłaszania nielegalnych treści, przejrzystości moderacji i reklam, a w przypadku największych serwisów również identyfikowania i ograniczania ryzyka systemowego. Platformy i wyszukiwarki mające ponad 45 mln użytkowników w Unii Europejskiej podlegają szczególnie rygorystycznym wymogom. Muszą analizować m.in. ryzyka związane z nielegalnymi treściami, prawami podstawowymi, bezpieczeństwem publicznym, procesami wyborczymi oraz rozprzestrzenianiem szkodliwych i manipulacyjnych materiałów.
Nie chodzi już wyłącznie o to, kto stworzył fałszywy tekst. Kluczowe staje się również pytanie, dlaczego został dopuszczony do masowego rozpowszechniania, komu został pokazany, czy wykorzystano go w kampanii reklamowej oraz czy platforma lub wydawca podjął działania w celu jego weryfikacji i ograniczenia ryzyka dezinformacji.
Szczególnie istotne jest to w przypadku reklam. DSA wymaga, aby użytkownik wiedział, że ogląda reklamę, kto za nią zapłacił oraz – w określonych przypadkach – dlaczego została wyświetlona właśnie jemu. Największe platformy muszą również prowadzić publiczne repozytoria reklam. – To narzędzie ma ogromne znaczenie w wykrywaniu fałszywych reklam, oszustw i skoordynowanych kampanii wykorzystujących system reklamowy do manipulowania odbiorcami – podkreśla Jakub Potrzebowski, ekspert rynku mediów, wieloletni dyrektor domów mediowych w Polsce.
Unia sypie karami
Unijne regulacje coraz wyraźniej przesuwają więc ciężar odpowiedzialności z samego autora treści również na sposób funkcjonowania całego systemu dystrybucji informacji. Komisja Europejska już zaczęła wykorzystywać DSA w praktyce. W grudniu 2025 r. nałożyła na platformę X karę w wysokości 120 mln euro, wskazując m.in. na naruszenia dotyczące przejrzystości reklam i dostępu do danych. W maju 2026 r. Komisja nałożyła natomiast na Temu 200 mln euro kary za naruszenia związane z oceną i ograniczaniem ryzyka pojawiania się nielegalnych produktów na platformie.
DSA wskazuje, jak ograniczać ryzyka generowane przez platformy i zwiększać ich przejrzystość. Inicjatywa Roberta Szustkowskiego stawia natomiast pytanie, co dzieje się z człowiekiem lub przedsiębiorstwem, którego reputacja została już naruszona przez nieprawdziwą publikację.
