Aktualności 1 lutego 2026
Od dnia debiutu Qashqai jest dla Nissana oczkiem w głowie. W 2006 nadmuchany hatchback stał się prekursorem i swoistym wzorcem dla nowej klasy aut: crossoverów. Udawane terenówki okazały się hitem i dziś są pierwszym wyborem zdecydowanej większości klientów. III generacja auta okazała się przełomowa. W 2022 pojawił się bowiem Qashqai e-Power. W 2024 pojazd przeszedł lifting. I dziś o wrażeniach z jazdy tym właśnie autem.
Nie, to nie było moje pierwsze spotkanie z tym samochodem. Jeździłem nim zaraz po liftingu, ale to już ponad półtora roku. I napęd e-Power, czyli szeregowa hybryda nadal robi duże wrażenie. Ale, zanim o tym, nieco o innych „aspektach” tego arcyciekawego samochodu. Powiem tak: III generacja auta ta sprzed liftingu prezentowała się… tak sobie. Po liftingu – klękajcie narody! Kompaktowy crossover Nissana jest na pewno oryginalny. Ba, może nawet awangardowy. Ale tym razem nie jest to przytyk. Bardzo często awangardowy oznacza dziwny i niepraktyczny. Nie tym razem. Ale, dość o tym. Qashqai jaki jest każdy widzi…
Ponieważ już ustaliliśmy, że jak najbardziej liczy się wygląd warto dodać, że równie ważne jest wnętrze. I tu nie ma kompromisów. Kokpit kompaktowego Nissana jest ładny, porządnie wykonany, dobrze zmontowany i praktyczny. Tak, dawno nie użyłem tylu komplementów dla opisania jednego auta. Kierowca i pasażerowie mogą liczyć na bardzo wygodne fotele i kanapę. Zarówno miejsca z przodu jak i z tyłu bardzo dobrze wyprofilowano. A fotele z Qashqaia to mój absolutny numer jeden. Tak zadecydował mój schorowany kręgosłup. A ja mu ufam. Zasadniczo, w kokpicie Qashqaia nie mam się do czego przyczepić. Wszystko jest na swoim miejscu. Do tego, bez zbędnej przesady. O czym mówię? A choćby o wyświetlaczu na środku deski. Ma gabaryty wystarczające, aby obsłużyć wszystkie funkcje systemu inforozrywki a jednocześnie nie ma rozmiarów telewizora. Co więcej, inżynierowie Nissana postanowili znaczna część sterowania zostawić w postaci fizycznych przycisków i konwencjonalnych potencjometrów. Tak, to mi się bardzo podoba. Bo to fajne i praktyczne, jeśli przyciski fizyczne dublują dotyk.
Pod maska Qashqaia pracuje aż dwa silniki. To budziło obawy, że auto będzie za ciężkie a przez to nieekonomiczne. I… nic z tych rzeczy. Japoński crossover waży około 1560 kg, czyli mniej więcej tyle, co konkurenci. Pojazd odchudzono przez zastosowanie aluminium i rezygnacja z ciężkiej skrzyni automatycznej na rzecz jednostopniowej przekładni redukcyjnej (przekładnia o stałym przełożeniu), działającej podobnie jak w samochodach elektrycznych. Ale nie tylko ciężar grał tu rolę. De facto Qashqai e-Power to auto… elektryczne. Tak, owszem to jest hybrydą szeregową. A co to oznacza? Otóż silnik benzynowy służy jedynie do napędzania generatora prądu. Koła napędzane są wyłącznie przez silnik elektryczny. Innymi słowy motor spalinowy; w tym przypadku spalinowy motor jest czymś w rodzaju range extendera.
W szczegółach napęd Qashqaia wygląda tak: silnik spalinowy to wspomniana jednostka trzycylindrowa 1,5 o mocy 158 KM generująca 250 Nm. Silnik termiczny via bateria trakcyjna o pojemności 2,1 kWh napędza jednostkę eteryczną o mocy 190 KM, która generuje 310 Nm. momentu obrotowego. I to właśnie ten silnik poprzez skrzynie redukcyjną ą przekazuje moc i moment na koła przednie.
Jazda Qashqaiem e-Power jest bardzo… konwencjonalna. Wiemy, że pod maską mamy silnik spalinowy. Ale samochód jeździ jak auto elektryczne. Jest do tego tak dobrze wyciszony, że nawet jeśli silnik spalinowy się uruchamia, niewiele z odgłosów jego pracy dociera do kokpitu. Warto docenić typowy dla elektryków jednostajny przyrost mocy i sporą elastyczność pozwalają na komfortowe przemieszczanie się. Niezły temperament dzięki jednostce elektrycznej sprawia, że samochód nad wyraz chętnie przyspiesza. Hybryda szeregowa sprawdza się w codziennej eksploatacji. Szczególnie w mieście. Tu, duży crossover potrafi spalić nawet nieco poniżej 4 litrów! 4,5 do 5 litrów to standard. W trasie jest tylko nieco gorzej. Od 6 do 6,5 to standard na drodze krajowej. Na ekspresówce zazwyczaj około 7,0 a na autostradzie 7,5. Nie, nie ma powodu do narzekań.
Jak wiadomo, Nissan działa w aliansie z Renault. Dzięki temu korzysta z francuskich technologii. Nissan Qashqai to odpowiednik Renault Austral. Powstał na tej samej płycie. Korzysta z takiego samego zawieszenia: układu wielowahaczowego. I to czuć. Do zachowania na drodze nie zgłaszamy najmniejszych zastrzeżeń. Multilink działa w miarę delikatnie i zapewnia pasażerom z jednej strony spory zakres komfortu a z drugiej bezpieczeństwa. Wysoka karoseria nie wychylała się nawet w ostrzej zbieranych zakrętach. Dodatkowy plus to responsywny i bardzo precyzyjny układ kierowniczy.
Chyba nie mam do tego auta obiektywnego podejścia. To mój ulubiony crossover. Absolutnie pod każdym względem. Nissan ze wsparciem Renault zbudował świetne auto. Może i nie za tanie, ale jakość kosztuje. Niestety…
Wady:
Cena lepiej wyposażonych wersji
Zalety:
Wysoki komfort akustyczny
Dynamiczny układ napędowy
Niezłe spalanie
Podstawowe dane techniczne:
Długość: 4428 mm
Szerokość: 2070 mm
Wysokość: 1595 mm
Rozstaw osi: 2666 mm
Pojemność bagażnika: 480 l
Parametry silnika i układu przeniesienie napędu:
Napęd: przód
Silnik: spalinowy i elektryczny
Skrzynia biegów: bezstopniowa
Maksymalna moc układu: 190 KM
Maksymalny moment obrotowy: 330 Nm.
Osiągi:
Prędkość maksymalna: 170 km/h
Przyspieszanie: 0-100 km/h 7,9 s
Dwa łyki ekonomiki:
Deklarowane spalanie (m/tr/śr): 5,3 l
Średnio w teście: 6,5 l
Pojemność zbiornika paliwa: 55 l
Akumulator trakcyjny: 2,1 kWh brutto







