AktualnościFinansowanieTesty

Nissan Leaf II 40 kWh 150 KM eCVT: Nieklasyczny klasyk

Czy o aucie elektrycznym da się napisać, że jest klasykiem? Ba, klasykiem wręcz kultowym! Śmiem twierdzić, że tak. To, powstaje od 2009 roku. A w swojej historii ma dwa tytuły: World Car Of The Year i Car Of The Year. Pierwsza generacja, pomimo kontrowersyjnego wyglądu i siermiężnego wykończenia, została uznana przez tygodnik Time za jeden z najważniejszych wynalazków 2009 roku. Futurystyczny samochodzik dzielnie torował drogę elektrycznej motoryzacji. O czym mowa? Oczywiście, o Nissanie Leaf…



Leaf pierwszej generacji zaskoczył wszystkich… zasięgiem. Około 150 kilometrów na jednym ładowaniu! W 2009 roku było coś! Konkurencja została daleko w tyle. Bateria o pojemności 24 kWh pozwalała na bezstresowe dojechanie do pracy i z powrotem. Ówcześni konkurencji dawali maksimum 100 kilometrów. A kosztowali podobnie, czyli około 30 tys. Euro. Świat się szybko zmienia. Konkurencja się rozwinęła i dziś 400 kilometrów nie robi już w elektrycznym samochodzie wrażenia. Co na to Nissan? W 2017 pojawiła się II generacje Leafa. O tym samochodzie nie da się już powiedzieć, że wygląda kontrowersyjnie. Po raz kolejny Nissan udowodnił że ma niezłych stylistów. Od eksterieru ale i interioru. Leaf II generacji prezentuje się gustownie, nowocześnie, wręcz ekstrawagancko. Ale, ta ekstrawagancja nie razi. Po prostu, auto z napędem elektrycznym musi być inne, niż konwencjonalne „kopciuchy”. Poza tym, wszystko podporządkowano minimalizacji współczynnika Cx. Przód bez tradycyjnego grilla, opływowe nadwozie, specjalne wzory felg, profile z tyłu auta. No i stylistyczne smaczki. Lampy oczywiście LED-owe, bo mniej „ciągną”. Do tego, pięknie profilowane. A i samo nadwozie w dwóch barwach, jakby mówiło: jestem inny.



Wnętrze, po części tradycyjne. Bo chyba nikt się koła sterowego zamiast kierownicy nie spodziewał. Ale, na tablicy obok tradycyjnego licznika kilometrów, wskaźnik naładowania bateria i mini instruktor ekojazdy. Na panelu środkowym – wyświetlacz multimediów a pod nim sterowanie klimatyzacją i dźwignia skrzyni e-CVT. W sumie nic nowego a jednak nietradycyjnie.

Wykończenie kokpitu jakby luksusowe. Auta elektryczne u zarania, bywały równie finezyjne jak Melex. Ale to już było. W kokpicie Leafa jest jakby luksusowo! Skóry, stebnówki, lakier fortepianowy. I pytanie, czy luksusowy anturaż to atrybut konieczny? Krótka odpowiedź brzmi: tak! Choćby ze względu na cenę. Teoretycznie, technologia zastosowana w tych autach jest prosta i tania. Wszak silnik elektryczny jest zdecydowanie prostszy niż jego spalinowy odpowiednik. Tylko, że cała reszta, czyli układ ładowania, akumulatory etc., tanie już nie są. I to winduje cenę. Bardzo wysoką niestety. Ale, o tem – potem!



Pojemność kokpitu – bez zastrzeżeń. Typowy kompakt. Innymi słowy, dla czterech osób. Owszem, jest i piąte miejsce, ale nie polecam. Nie jest wprawdzie wąsko, ale bardzo wysoki tunel środkowy dość skutecznie odstręcza od prób podróżowania na środeczku. Także w bagażniku miejsca sporo. Chyba nawet więcej, niż niejeden by się spodziewał. Każdemu w tyle głowy dzwoni: elektryczny znaczy w bagażniku ma baterie. A tu nie! Baterie schowano gdzieś głęboko. A w bagażniku jest przestrzeń na prawie 440 litrów bagażu. To więcej niż w niejednym tradycyjnym kompakcie.



Oczywiście, Leaf bazuje na technologii Nissan. A to znaczy, że cały infotainment czy systemy wsparcia kierowcy są identyczne jak choćby w Juke. I tak jest. Znacie Nissana, bez problemu odnajdziecie się w Leafie. Szczególnie, w systemach wsparcie kierowcy. Nissan mocno prze w kierunku autonomiczności. I system Pro PILOT jest tego dowodem. To jeden z najbardziej rozwiniętych systemów dostępny w autach segmentu C. Nic dziwnego, że dostał go Leaf. Czym jest? Otóż, z pozoru nic nowego bo tempomat wspiera radar, który szybko reaguje na sytuacje przed autem. Ale jest też asystent utrzymania toru jazdy. Ten pozwala (nie polecam!) na zdejmowanie dłoni z kierownicy. I całkiem długą chwilę trwa, zanim auto poprosi aby wziąć w garść się i kierownicę…



Leaf, jak większość aut elektrycznych świetnie się prowadzi. Po pierwsze, dzięki akumulatorom ma niżej położony środek ciężkości. Po wtóre – 150 KM, 320 Nm., i zerojedynkowa reakcja na gaz. Leaf strzela do przodu niczym hot hatch. Dane to potwierdzają: 7,9 do setki – robi wrażenie!

Teraz o tym co w przypadku elektryków jest najważniejsze: ich zasięg. Otóż, na jednym ładowaniu Leaf w zależności od warunków i temperatury zrobi nawet 370 km. Nasz, w trakcie testu pokonał 320 z włączoną klimatyzacją. To niezły wynik, choć są auta, które dojadą dalej. I to wcale nie osławiona Tesla…



Teraz o ładowaniu. To z domowej sieci trwa długo – ponad 20 godzin. Szczególnie, jeśli nasza domowa sieć nie jest stabilna. Gdy zamontujemy wallboxa, czas ładowania skraca się do około 6-7 godzin. Najlepiej, ale nie najtaniej jest w stacjach ładowania. Tu, jeśli trafimy na szybka, „nasypiemy” do pełna w około 1 – 2 godziny. A że stacje w centrach handlowych rosną niczym grzyby po deszczu – mamy przyjemne z pożytecznym. Choć, jak wspominałem – to pożyteczne jest drogie. Nasz najpopularniejszy „ładowacz” kasuje nas za kilowatogodziny ale także za długość ładowania. Jeśli przekroczymy tzw. czas bez opłaty, po zsumowaniu wychodzi bardzo drogo…


I na koniec, o kosztach zakupu elektrycznego auta. I tu mamy następny problem. Bo jest drogo. Wprawdzie nasza ambitna, zeroemisyjna władza obiecała dopłaty, ale tylko do aut kosztujących maksymalnie 120 tys. złotych. Na dopłatę załapie się więc tylko Leaf w wersji Accenta, wyceniany na 117 tys. złotych. Dobre i to, choć nawet z dopłatą cena auta mała nie będzie.

Elektromobilność ma w Polsce pod górkę. Dobrze, że są jeszcze tacy, którzy wierzą, że jednak się uda. Ale za dużo dobrych informacji na ten temat brak. Auta są drogie lub bardzo drogie. Ładowarek do nich przybywa, ale nie za szybko. Koszty korzystania z nich są spore i nie maleją. Niestety, żeby być posiadaczem elektrycznego auta w Polsce, ciągle trzeba być bogatym, cierpliwym i odważnym…

Zalety

– ładne wnętrze

– ciekawa stylizacja

– trakcja

Wady:

– cena

– czas ładowania i koszty

Podstawowe dane techniczne:

Wymiary (d/s/w/ro): 4480/1790/1535/2700

Silnik: elektryczny, chłodzony cieczą

Moc maksymalna: 150 KM

Maksymalny moment obrotowy: 320 Nm.

Napęd: przedni

Skrzynia: e-CVT

Osiągi (0-100 km/h): 7,9 s

Prędkość maksymalna: 144 km/h

Pobór prądu: 12-14 kWh

Pojemność bagażnika: 435 l

Cena:od 117 tys. złotych

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts
  • Mazda 2