Skip to content Skip to footer

Manager boi się przyznać do problemów. 94 proc. firm próbuje ratować się in-house

Polscy przedsiębiorcy nie mają problemu z podejmowaniem trudnych decyzji. Mają problem z przyznaniem, że potrzebują pomocy. Najnowszy raport HDRU pokazuje obraz lidera, który za wszelką cenę chce utrzymać kontrolę nad firmą – nawet wtedy, gdy kryzys zaczyna wymykać się spod kontroli. Efekt? W 94 proc. przypadków pierwsze działania ratunkowe prowadzone są wyłącznie wewnątrz organizacji, a po zewnętrznych ekspertów sięga zaledwie co szesnasty menedżer. To nie tylko problem pojedynczych firm, ale całej gospodarki.

Kryzys? Najpierw zamknąć drzwi

Raport „Polski przedsiębiorca w kryzysie. Diagnoza postaw, świadomości i barier reakcji”, przygotowany przez HDRU na podstawie badania 500 spółek z ograniczoną odpowiedzialnością zatrudniających co najmniej 10 pracowników, rzuca nowe światło na sposób, w jaki polskie firmy reagują na zagrożenia.

Najbardziej uderzającym wnioskiem jest fakt, że 94 proc. działań podejmowanych w sytuacji kryzysowej odbywa się wyłącznie wewnątrz przedsiębiorstwa. Pierwszym odruchem zarządzających jest rozmowa z własnym zespołem, ograniczanie kosztów lub próby zwiększenia przychodów. Po profesjonalnego doradcę restrukturyzacyjnego jako pierwszy krok sięga jedynie 6,4 proc. badanych.
To oznacza, że w zdecydowanej większości przypadków firmy próbują samodzielnie ugasić pożar, zanim zdecydują się wezwać straż.

Jak podkreśla Mateusz Haśkiewicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny, radca prawny i współzałożyciel HDRU:

– Po raz pierwszy mamy twarde dane pokazujące, że odkładanie momentu sięgnięcia po pomoc nie jest przypadkiem, ale efektem określonego modelu zarządzania. Polski przedsiębiorca bardzo często traktuje problem firmy jako sprawę, którą powinien rozwiązać samodzielnie.

Lider nie potrafi odpuścić kontroli

Badanie pokazuje, że polski model zarządzania jest wyjątkowo scentralizowany.
71,2 proc. menedżerów uważa, że bez ich osobistej kontroli firma nie byłaby w stanie prawidłowo funkcjonować, a jedynie niespełna 10 proc. nie zgadza się z takim stwierdzeniem. Autorzy raportu wskazują, że delegowanie odpowiedzialności wciąż jest postrzegane bardziej jako zagrożenie niż element dojrzałości organizacyjnej.
To oznacza, że wiele przedsiębiorstw w praktyce uzależnionych jest od jednej osoby. Gdy pojawia się kryzys, cała odpowiedzialność spada właśnie na nią.

Samotność prezesa

Jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące psychologicznej strony zarządzania. 34,8 proc. osób zarządzających przyznaje, że trudno im otwarcie mówić o problemach swojej firmy, a 15,8 proc. deklaruje, że nie ma nikogo, z kim mogłoby szczerze porozmawiać o sytuacji przedsiębiorstwa. W przypadku małych firm odsetek ten rośnie do 22 proc.
Autorzy raportu zwracają uwagę, że brak zaufanego rozmówcy nie jest wyłącznie kwestią komfortu psychicznego.
To właśnie możliwość skonfrontowania swoich obaw z kimś z zewnątrz często pozwala zauważyć pierwsze symptomy kryzysu i podjąć działania odpowiednio wcześnie. Im dłużej przedsiębiorca pozostaje sam ze swoimi problemami, tym większe ryzyko, że reakcja nastąpi dopiero wtedy, gdy sytuacja stanie się krytyczna.

Mit bezpiecznej spółki z o.o.

Jednym z najbardziej zaskakujących wyników badania jest rozbieżność pomiędzy deklarowaną wiedzą a rzeczywistymi przekonaniami przedsiębiorców.
Choć 88 proc. badanych deklaruje świadomość odpowiedzialności prawnej związanej z prowadzeniem spółki, jednocześnie 54 proc. wierzy, że spółka z ograniczoną odpowiedzialnością zapewnia pełne bezpieczeństwo finansowe właścicielom i zarządowi w razie problemów firmy. Tymczasem – jak podkreślają autorzy raportu – takie przekonanie jest po prostu błędne.
Niepokojące są także wyniki dotyczące wiedzy o restrukturyzacji.
52 proc. respondentów nie zna dokładnie roli doradcy restrukturyzacyjnego. Co piąty przedsiębiorca nigdy nawet nie słyszał o tej profesji, a kolejne 30 proc. kojarzy nazwę, ale nie wie, czym taki specjalista faktycznie się zajmuje.

Problem na szeroką skalę

Autorzy raportu podkreślają, że zwlekanie z reakcją nie kończy się wyłącznie problemami jednego przedsiębiorstwa.
Opóźnione działania oznaczają większe ryzyko niewypłacalności, utraty miejsc pracy, problemów kontrahentów, banków oraz zakłóceń w łańcuchach dostaw. Kryzys jednej firmy może więc bardzo szybko rozlać się na całe otoczenie biznesowe.
To szczególnie ważne w czasach, gdy przedsiębiorstwa funkcjonują w coraz bardziej złożonych sieciach zależności, a pojedyncze bankructwo może uruchomić efekt domina obejmujący wielu partnerów handlowych.

Czas zmienić kulturę zarządzania

Raport HDRU pokazuje, że największym problemem polskich przedsiębiorstw nie zawsze jest brak pieniędzy czy narzędzi do restrukturyzacji.
Znacznie częściej przeszkodą okazuje się sposób myślenia osób zarządzających. W kulturze biznesowej nadal silnie obecne jest przekonanie, że skuteczny lider powinien poradzić sobie sam, a sięgnięcie po pomoc oznacza słabość.
Tymczasem doświadczenia najbardziej rozwiniętych gospodarek pokazują coś dokładnie odwrotnego. W wielu krajach Europy Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych korzystanie z doradców kryzysowych, mentorów czy zewnętrznych ekspertów jest standardowym elementem zarządzania ryzykiem, a nie oznaką porażki.
Wnioski płynące z raportu są więc znacznie szersze niż analiza zachowań 500 polskich firm. To diagnoza kultury przywództwa, która – jeśli nie ulegnie zmianie – może kosztować polską gospodarkę znacznie więcej niż pojedyncze upadłości przedsiębiorstw. Umiejętność wczesnego rozpoznawania problemów i gotowość do korzystania z wiedzy ekspertów coraz częściej staje się bowiem nie oznaką słabości, lecz jedną z najważniejszych kompetencji nowoczesnego lidera.

Show CommentsClose Comments

Leave a comment