AutoMotoTesty

Land Rover Discovery Sport 2.0 TD4 180 KM HSE: Na wszelki wypadek…

Na początku był Discovery Vision Concept, który w 2014 wyewoluował w produkcyjnego Land Rovera Discovery Sport. Krótko mówiąc, Anglicy postanowili zbudować SUV-a ze sportowymi konotacjami. Ale, nie poszli z prądem. Nie wykreowali kolejnego koszmarku z cyklu SUV coupe. Czym jest „Disco” Sport? W moje opinii bardzo udanym połączeniem komfortu Range Rovera, ducha Land Rovera Discovery i szczypty terenowej dzielności Defendera. Efekt? Nagroda “Best in Class” w 2015 roku…


autor: Artur Balwisz


Od dnia premiery auto zyskało przydomek „Baby Landie”. Czy słusznie? Śmiem twierdzić, że nie. Baby sugeruje cos niewielkiego. Tymczasem, Disco Sport do maluchów nie należy. Prawie 4,6 metra długości, ponad 2 szerokości i prawie 2,8 metrowy rozstaw osi to wprawdzie mniej, niż u konwencjonalnego „Disco”, ale… bez przesady że on takie „Baby”. A co do przydomku Sport to… No cóż, wszystko zależy od silnika. Ale na początku, o tym, co widać. A widać, że Anglicy wciąż są w dobrej formie. No, w każdym razie, jeżeli chodzi o stylizację samochodowych nadwozi.  Obok Discovery Sport nie sposób przejść obojętnie. Dystyngowany Brytyjczyk wyraźnie wyróżnia się z tłumu. Ale, i za to Anglikom chwała, wciąż zachował stylistyczny sznyt tak charakterystyczny dla innych modeli nobliwej marki. Przednie światła do jazdy dziennej mają efektowny, by nie powiedzieć wyrafinowany wzór. Światła tylne, oparte na technologii LED wystylizowano w bardzo rozpoznawalny i kojarzony z marką; sposób. Dodajmy do tego wyeksponowany jak w innych modelach słupek C oraz kilka emblematów Land Rovera porozrzucanych po nadwoziu, a w efekcie otrzymamy Land Rovera Discovery Sport.

Wnętrze, po prostu piękne. A przy tym po brytyjsku – klasyczne. Żadnych stylistycznych wariactw i cudów na kijku. Jedynym ukłonem w stronę nowoczesność są: sporych wymiarów ekran multimedialny i w tej chwili w zasadzie już klasyczny dla Jaguara i Land Rovera detal, jakim jest pokrętło, które zastąpiło lewarek automatycznej skrzyni biegów. Obsługa systemu multimedialnego jest banalnie prosta. Żadnych pokręteł, gładzików i takich tam. Przyciski i… już. Uwagi? Jedna. Wyświetlacz mógłby być nieco bliżej. Jako „człek podłego wzrostu” musiałem się nieźle nagimnastykować, żeby dosięgnąć do najdalej odsuniętych przycisków. O pas bezpieczeństwa działa bardzo sprawnie…

Przestrzeni, zarówno z przodu jak i na tylnej kanapie nie zabraknie. Ani na nogi ani na głowę. Przy okazji, Anglikom udało się to, czego dotąd chyba nie dokonał żaden producent średniej wielkości czteronapędówek! Miejsce na środku tylnej kanapie jest w pełni użytkowe. Tunel środkowy, przez który idzie wiązka elektroniki i wał napędu nie jest ani zbyt wysoki ani zbyt szeroki. Reasumując, dla 5 osób w eleganckim wnętrzu „Landie” Sport miejsca nie zabraknie. Dla bagaży – też. Do linii dachu da się, bowiem upchać aż 980 litrów. A po złożeniu tylnej kanapy – 1700.

A teraz, trochę o tym, co pod maską. Nazwa: Sport, zobowiązuje. Ale, tym razem była chyba trochę na wyrost. Do auta można, bowiem zamówić 240 konny motor benzynowy lub 180 konnego diesla. I taki właśnie „kaszlaczek” raźno klekotał pod maską testowego pojazdu. No właśnie – 180 konny diesel. Jazda autem tak naprawdę nie ma wiele wspólnego ze sportem. Owszem, przyspieszenie 0-100 to akceptowalne 8,9 ale prędkość maksymalna to ledwie 190 km/h. Pod tym względem znacznie lepiej prezentuje się 240 konny benzyniak, który pierwszą setkę osiąga w około 8 sekund i daje się rozpędzić do 200km/h. Ale, jest i druga strona tego medalu. Otóż, Disco Sport w całym teście zasysał średnio około 6,2 litra oleju napędowego. W mieście, średnia wzrosła do około 7 litrów a w trasie spadła do 5. W przypadku auta benzynowego spalanie w miecie to około 11 litrów a średnio ponad 9. Krótko mówiąc, coś za coś…

Land Rover to marka sugerująca, co najmniej niezłe właściwości terenowe. I tym razem się nie zawiedziemy. Dane „terenowe” są zaskakująco dobre jak na, było nie było, eleganckie auto ze „sportem” w nazwie. Kąt natarcia wynosi 25 stopni, zejścia 31, rampowy 21, prześwit 212 mm a głębokość brodzenia – 600 mm. Auto jest oczywiście czteronapędowe z systemem preselekcji Terrain Response. Dzięki niemu możemy wybierać pomiędzy 4 trybami pracy układu napędowego. Do wyboru jest tryb automatyczny, tryb trawa/szuter/śnieg, piasek oraz błoto/koleiny. W każdym z tych trybów układ napędowy zachowuje się inaczej, dostosowując prowadzenie do panujących warunków. TR wspiera też kilka innych systemów. Gradient Release Control, czyli asystent ruszania pod górę, All Terrain Progress Control – terenowy tempomat działający w zakresie 2-30 km/h (dostosowuje szybkość do rodzaju i jakości pokonywanych przeszkód a przy okazji, wspiera ruszanie na śliskich nawierzchniach). Warto tez wspomnieć o Hill Descent Control, czyli asystencie zjazdu. W aucie zastosowano także czujniki brodzenia, sygnalizujące głębokość zanurzenia nadwozia. Sumując, nie tylko wyjazd na grzyby lub polowanie nie stanie się stresującą wyprawą na miarę Camel Trophy. Systemy wsparcia i efektywny napęd 4WD pozwolą wydostać się bez problemu nawet z głębokiego, sypkiego piasku. Przełączenie napędu w tryb dostosowujący do danych warunków, zamienia charakter auta a efektywność prowadzania staje się znacznie lepsza. Samochód, choć nawet na asfalcie trudno go posądzić o ADHD, zachowuje się w sposób bardziej adekwatny do warunków.

Podstawowa wersja Land Rovera Discovery Sport kosztuje 149 900 zł. Egzemplarz ze 180-konnym dieslem został wyceniony na co najmniej 175 7000 zł. Topowa wersja wyposażenia podnosi wydatek do 247 500 zł. Pod tym względem Land Rover wpisuje się więc w średnią wśród aut segmentu premium.

Marka, na zakup auta oferuje naprawdę ciekawe oferty finansowe. Osoby zainteresowane kredytem mogą liczyć na umowę do nawet 120 miesięcy. Istnieje także możliwość stworzenia tzw. raty balonowej pozostawionej na koniec okresu kredytowego. Z kolei oprocentowanie startuje z pułapu 5,99%. W ofercie jest również Premium Lease z opłatą wstępną od 0% w przypadku tego modelu. Oznacza on comiesięczne raty w wysokości 1% wartości pojazdu i możliwość jego wymiany po trzech latach.

Auto bardzo wyróżnia się wśród opatrzonej i mocno konwencjonalnej konkurencji. Znacznie lepiej radzi sobie na bezdrożach. Z dwulitrowym dieslem Discovery może  nie za bardzo jest „Sport”, za to gwarantuje lepiej niż niezłe prowadzenie, sporą skuteczność terenową i jeszcze to niedefiniowalne COŚ. Wiem, że nie może się równać z legendarnym Defenderem. Ale nie oszukujmy się, z Defenderem tak naprawdę niewiele aut równać się może. A przed „Landiem” Sport stoją trochę inne cele…

 

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts