Rynki walutowe Slajder 4 lipca 2026
Jeszcze kilkanaście dni temu wydawało się, że amerykański dolar pozostanie najmocniejszą walutą świata również w drugiej połowie 2026 roku. Dobre dane z gospodarki USA, utrzymująca się inflacja oraz przekonanie, że Rezerwa Federalna będzie zmuszona ponownie podnosić stopy procentowe, wspierały amerykańską walutę niemal każdego dnia. Wszystko zmieniło się po jednym raporcie z rynku pracy. Słabsze od oczekiwań dane zatrzęsły rynkami finansowymi, wywołały gwałtowną wyprzedaż dolara i rozpoczęły debatę o tym, czy świat właśnie wchodzi w nową fazę cyklu walutowego. Dla inwestorów, eksporterów, importerów i milionów kredytobiorców może to być jedna z najważniejszych zmian tego roku.
Na pierwszy rzut oka reakcja rynku może wydawać się przesadzona. Amerykańska gospodarka nadal należy do najsilniejszych na świecie, bezrobocie pozostaje relatywnie niskie, a sektor nowych technologii przyciąga gigantyczny kapitał. Jednak rynki finansowe nie wyceniają teraźniejszości – wyceniają przyszłość. A ta zaczyna wyglądać inaczej niż jeszcze kilka tygodni temu.
Jeden raport zmienił nastawienie inwestorów
Punktem zwrotnym okazały się czerwcowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Gospodarka USA utworzyła zaledwie 57 tys. nowych miejsc pracy, podczas gdy ekonomiści spodziewali się około 110 tys. Jednocześnie skorygowano w dół wyniki z poprzednich miesięcy, co potwierdziło, że rynek pracy wyraźnie traci impet.
To właśnie te dane zmieniły oczekiwania inwestorów wobec polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej.
Jeszcze przed publikacją raportu rynek zakładał, że Fed może ponownie podnieść stopy procentowe. Po publikacji danych prawdopodobieństwo takiego scenariusza wyraźnie spadło. Kontrakty terminowe zaczęły wskazywać, że bank centralny ma znacznie mniej powodów do dalszego zacieśniania polityki monetarnej.
Seema Shah, główna strateg globalna Principal Asset Management, podsumowała sytuację następująco:
„Spowolnienie wzrostu zatrudnienia podważa narrację o ponownym umocnieniu rynku pracy i wzmacnia przekonanie, że Rezerwa Federalna znajduje się pod znacznie mniejszą presją, by dalej zaostrzać politykę pieniężną.”
Dlaczego słabszy rynek pracy osłabia dolara?
Mechanizm jest stosunkowo prosty.
Przez ostatnie dwa lata siła amerykańskiej waluty wynikała przede wszystkim z wysokich stóp procentowych. Inwestorzy z całego świata lokowali kapitał w amerykańskich obligacjach i aktywach denominowanych w dolarze, ponieważ oferowały one atrakcyjne oprocentowanie przy relatywnie niskim ryzyku.
Jeżeli jednak Fed przestaje podnosić stopy, przewaga dolara nad innymi walutami zaczyna maleć.
Kapitał stopniowo szuka nowych możliwości inwestycyjnych, a część środków wraca na rynki europejskie oraz do gospodarek wschodzących. To właśnie dlatego euro, funt brytyjski czy jen zaczęły odrabiać wcześniejsze straty niemal natychmiast po publikacji danych.
Reuters zwraca uwagę, że dolar zmierza do największego tygodniowego spadku od kwietnia, podczas gdy euro osiągnęło najwyższy poziom od blisko dwóch tygodni, a funt zanotował najlepszy tydzień od trzech miesięcy.
Czy Fed rzeczywiście zmieni kurs?
To pytanie dzieli dziś ekonomistów.
Część analityków uważa, że pojedynczy słabszy raport nie wystarczy, aby ogłosić koniec restrykcyjnej polityki monetarnej. Inflacja nadal pozostaje powyżej celu Fed, a przewodniczący banku centralnego Kevin Warsh wielokrotnie podkreślał, że walka o jej trwałe obniżenie nie została zakończona.
Jednak coraz więcej ekspertów zwraca uwagę, że gospodarka USA zaczyna wysyłać sygnały spowolnienia. Oprócz słabszego wzrostu zatrudnienia niepokój budzi także malejąca liczba osób aktywnych zawodowo. W czerwcu z rynku pracy ubyło około 700 tys. osób, co oznacza, że spadek stopy bezrobocia nie wynikał wyłącznie z poprawy sytuacji gospodarczej.
To właśnie dlatego część inwestorów zaczyna zakładać, że Fed będzie musiał wykazać się większą cierpliwością.
Słabszy dolar to dobra wiadomość dla świata
Paradoksalnie osłabienie amerykańskiej waluty może okazać się korzystne dla światowej gospodarki.
Tańszy dolar zwykle oznacza niższe koszty zakupu surowców wycenianych w tej walucie, takich jak ropa, gaz czy metale przemysłowe. Dla krajów importujących energię może to oznaczać ograniczenie presji inflacyjnej i niższe koszty działalności przedsiębiorstw.
Jednocześnie słabszy dolar zwiększa konkurencyjność amerykańskiego eksportu, co może częściowo zrekompensować spowolnienie krajowej gospodarki.
Nieprzypadkowo po publikacji danych wzrosły ceny złota, które tradycyjnie korzysta na osłabieniu dolara oraz spadku oczekiwań dotyczących stóp procentowych.
Europa odzyskuje oddech
Zmiana sytuacji na rynku walutowym poprawiła również nastroje na europejskich giełdach.
Indeks STOXX Europe 600 zakończył tydzień na rekordowym poziomie, a światowe akcje zanotowały najlepszy tydzień od maja. David Morrison z Trade Nation zwrócił uwagę, że europejskie spółki pozostają wyraźnie tańsze od amerykańskich i dzięki temu ponownie przyciągają inwestorów.
„Europejskie indeksy są mniej uzależnione od boomu na AI, a jednocześnie notowane przy znacznie niższych wskaźnikach wyceny niż ich amerykańskie odpowiedniki.”
To może oznaczać początek większego przepływu kapitału z Wall Street na rynki europejskie, jeśli oczekiwania dotyczące polityki Fed będą się dalej zmieniać.
Dla polskiej gospodarki słabszy dolar może przynieść kilka wymiernych korzyści.
Po pierwsze, zmniejsza koszt importu surowców energetycznych rozliczanych w amerykańskiej walucie. Po drugie, ogranicza presję na wzrost cen paliw oraz części towarów importowanych spoza Europy. Po trzecie, poprawia sytuację przedsiębiorstw finansujących działalność w dolarze.
Nie oznacza to jednak samych korzyści. Eksporterzy sprzedający towary do Stanów Zjednoczonych mogą otrzymywać mniej złotych za tę samą wartość sprzedaży, co obniża ich rentowność.
To dopiero początek nowej układanki
Rynki walutowe rzadko zmieniają kierunek pod wpływem jednego wydarzenia. Jednak historia pokazuje, że wielkie trendy często zaczynają się właśnie od pozornie niewielkich sygnałów.
Dzisiejsze osłabienie dolara nie musi oznaczać końca jego dominacji. Nadal pozostaje on podstawową walutą światowego handlu, a amerykańska gospodarka wciąż oferuje wyższe tempo wzrostu niż większość rozwiniętych państw.
Jednak inwestorzy coraz wyraźniej zaczynają kwestionować scenariusz, który jeszcze niedawno wydawał się niemal pewny – dalsze umacnianie dolara napędzane kolejnymi podwyżkami stóp procentowych. Jeśli kolejne dane z amerykańskiej gospodarki potwierdzą wyhamowanie rynku pracy i słabnącą presję inflacyjną, druga połowa 2026 roku może okazać się początkiem nowego cyklu na światowym rynku walutowym. To z kolei wpłynie nie tylko na kursy walut, lecz także na ceny surowców, decyzje banków centralnych, przepływy kapitału i tempo wzrostu światowej gospodarki.
