W 2027 roku Isuzu D-Max będzie świętował ćwierć wieku obecności na rynku. Koreański Pick-up, który zbudowano na amerykańskim Chevrolecie Colorado nie jest tak „dojrzały” jak pick-upy Toyoty, Forda czy Dodge, co nie znaczy, że w czymś im ustępuje. O tym, że był dobry od początku niech świadczy to, że produkowano go aż w 17 krajach! Nie da się ukryć: D-Max to twardy zawodnik do ciężkiej pracy…
Od 2002 roku, czyli swojego debiutu Isuzu D-Max dorobił się III generacji. Ta o której dziś na rynek trafiła w 2019 roku. A na początku 2025 pojazd przeszedł lifting, choć może właściwszym słowem byłaby aktualizacja. Nie była za głęboka, ale na pewno widoczna. To, co od razu rzuca się w oczy to nowy pas przedni. Samochód po liftingu ma nowy grill, zderzak i lampy. I od razu prezentuje się lepiej. Pamiętam mój pierwszy raz w D-Maxie. To był rok 2007. Wtedy auto miało pod maską 2,2 litrowego diesla i nie wyglądało zbyt lifestylowo. Za to jeździło równie dobrze, jak Toyota Hi-Lux. Miałem wtedy możliwość zrobienia testu porównawczego i D-Max przy osławionym pick-upie Toyoty „nie kucał”. I tak jest do dziś.
Pickupy to zazwyczaj auta do ciężkiej pracy/służby. Ale, nie zawsze. Od lat z mniejszym lub większym natężeniem trwa na nie moda. Bo mogą pracować, ale także dać sporo frajdy z jazdy. Szczególnie offroadowej. Wprawdzie z kabin zniknęły mechaniczne dźwignie do przełączania napędów, ale w ich miejsce pojawiły się selektory z ustawieniami 4HIGH i 4 LOW. Tak właśnie jest w D-Maxie. Do tego kilka przycisków odpalających elektroniczne wspomaganie jazdy na przykład w przechyle czy w trakcie brodzenia. Wszystko to sprawia, że offroad przestał być zabawą dla bardziej zaawansowanych a to z kolei nakręciło zapotrzebowanie na auta zdolne bez specjalnych przeróbek do jazdy w nawet w średnio wymagającym terenie…
… a to z kolei zmusiło producentów do budowy coraz wygodniejszych, bardziej ergonomicznych i „homogenizowanych” kokpitów. I tak właśnie stało się w D-Maxem. Od ławki z dachem i napędem AWD stał się całkiem ładnym i wygodnym samochodem. Zresztą, w tym kierunku szły kolejne generacji i ich liftingi. Ergo, D-Max to nie tylko fajna jazda z napędem AWD, ale też wygodna a nawet elegancka kabina. I porównując wersje przed i poliftową auta widać od razu, że na lepsze zmieniły się nie tylko materiały, z których kokpit poskładano. Wygodniejsze są też fotele i tylna kanapa. Nowe, zdecydowanie ładniejsze są także zegary i wygląd głównego wyświetlacza. Powiem tak: interfejs jest bardzo prosty i zrozumiały a system inforozrywki działa tak dobrze, że to aż… dziwne. Pod tym względem D-Max podoba mi się bardziej jak Hi-Lux. Inna sprawa, że chłopcy z Toyoty zawsze wszystko wiedzą najlepiej i dlatego często wychodzi im tak, jak wychodzi…
Nie mam najmniejszych uwag do komfortu podróżowania. Oczywiście, musimy pamiętać, że jedziemy autem, którego przeznaczeniem nie jest komfortowe przewożenie pasażerów. Ale, o ile komfortowo to może i nie jest za to wygodnie jest pewno! Oczywiście, im więcej wrzucimy na pakę z tyłu o tyle bardziej wygodnie pojedziemy. D-Max na pusto jest twardy, ale nie zaraz tak, jak serce szefa. Jest twardy a nie żeby zaraz uciążliwie.
Ogromna zaletą Pick-upów jest to, że można je dość swobodnie aranżować. I tak właśnie było z testowym D-Maxem. Auto w wersji AT35 Arctic Trucks miało ciekawie zabudowaną część ładunkową. Kilka lat temu testowałem D-Maxa z zabudową warsztatową. W tamtym znalazło się miejsce na generator prądu czy zasobnik z wodą do umycia się a do tego mnóstwo szafek i szuflad na to, co w mobilnym warsztacie jest niezbędne, czyli narzędzia. Tym razem nie było aż tak na bogato, ale ten rodzaj nadbudowy plus namiot dachowy i… mamy offroadowego, zaimprowizowanego kampera. Jako fan takiej formy letniego wypoczynku jestem bardzo ZA!
Kilka lat temu spod maski Isuzu, szczególnie w Europie zniknął 2,2 litrowy diesel. Zamiast pojawił się 1,9 litrowy o mocy 163 KM i 360 Nm. momentu obrotowego. I niestety auto straciło na dynamice. Jasne, że w przypadku pick-upów przyspieszenie czy prędkość maksymalna nie mają jakoś specjalnie znaczenia, ale czasem trzeba wcisnąć mocniej pedał gazu. Reakcją w tym przypadku jest leniwy, że tak zażartuję „sprint” i nieprzyjemny odgłos wysilonej jednostki napędowej. Tak wiem ekologia, ale pomarudzić przecież mogę!
D-Max nie został zbudowany do jazdy na kropelce. Saute waży coś około 2100 kg. Cztery cylindry i 163 KM czasem pracują dość ekstremalnie. Dlatego 8,9 litra zasugerowane przez producenta traktujmy bardzo wyjściowo. To znaczy da się, da się nawet mniej, ale tylko na zasadzie powolnego toczenia drogą lokalną. Na drodze ekspresowej przy 120 km/h to raczej 11,5 – 12,0 litrów a na autostradzie coś bliżej 14. Nie, wcale mnie to nie dziwi. Aerodynamika kiosku z gazetami, masa i (zbyt) mały w mojej opinii silnik mają swoje prawa.
O zawieszeniu już wspominałem. Nie jest nastawione na komfort, ale jest zaskakująco… komfortowe. Nie, to nie oksymoron. Za kierownicę D-Maxa wsiadałem zaraz po opuszczeniu kokpitu Forda Rangera. I odniosłem wrażenie, że Ford jest twardszy. Z drugiej strony Amerykanin ma precyzyjniejszy, bardziej bezpośredni układ kierowniczy. D-Max w tej kategorii musi więc uznać wyższość starszego o 20 lat konkurenta.
Isuzu to genialny przykład jak mając w ofercie jedno auto zaistnieć w swojej niszy produktowej. I wydaje się, że w skomplikowanej sytuacji politycznej złote czasu dopiero przed tym producentem…
Zalety
– wygląd
– przyjemne wnętrze
– ciekawa nadbudowa
– właściwości terenowe
Wady
– brak ze 20 KM
– zbyt „miękki” układ kierowniczy
Podstawowe dane techniczne:
Długość: 5280 mm
Szerokość: 1870 mm
Wysokość: 1790 mm
Rozstaw osi: 3125 mm
Prześwit: 240 mm
Parametry silnika i układu przeniesienie napędu:
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Skrzynia biegów: A/T
Napęd: AWD
Silnik: diesel 1898 cm3
Maksymalna moc: 163 KM
Maksymalny moment obrotowy: 360 Nm.
Średnie spalanie benzyny w teście: 9,6 litra
Zbiornik paliwa: 76 l








