AutoMotoTesty

Isuzu D-Max 1,9 Diesel 4X4 LSX: Życie nie musi być ciężkie…

Pikapy, to obok gumy do żucia i spodni dżinsowych najbardziej udany amerykański wynalazek. Lekkie ciężarówki bardzo szybko przyjęły się w Europie. Nawet my przed II wojną mieliśmy swojego pikapa, produkowanego na licencji Chevroleta.


autor: Artur Balwisz


Zaraz po II wojnie, ten typ auta roboczego zawitał do Japonii. Japończycy, bardzo szybko opanowali jego produkcję. Ba, nawet ją zdominowali. Obok Mitsubishi i Toyoty, wytwarzaniem takich pojazdów zajęło się Isuzu. Ich pierwszy pikap o nieskomplikowanej nazwie… Pick-Up, powstał w 1972 roku. Był na tyle dobry, że wkrótce trafił do USA, gadzie sprzedawał się jako Chevrolet Lux. To był początek przygody Isuzu z mini ciężarówkami. Potem było Rodeo, znane szerzej jako… Opel Frontera czy Hombre, produkowany też jako Opel Sierra, GM Sonoma czy Chevy S-100. W 2009 roku przyszła kolej na sztandarowego (i wolumenowego) dziś, D-Maxa. I generacja auta (także GMC Canyon i Chevrolet Colorado) powstawała w latach 2009-2012. W 2012 nastał czas II generacji D-Maxa. W 2017 roku samochód przeszedł lifting. Stylistyczny i mechaniczny.



Stylistyczne modyfikacje były raczej kosmetyczne.  Odrobinę zmieniły się grill, zderzak, reflektory (światła do jazdy dziennej w technologii LED), a osłony lusterek i klamki w najwyższych wersjach wyposażeniowych otrzymały chromowaną powłokę. Tylna klapa ma teraz inne przetłoczenia, pojawiły się dwa nowe wzory aluminiowych felg.



W kokpicie znajdujemy nowy zestaw zegarów, a na centralnym panelu dołożono port HDMI oraz gniazdo USB. W bogatszej wersji wyposażeniowej LSX pojawiły się bezkluczykowy system dostępu i uruchamiania pojazdu oraz kamera cofania. Zmieniono także materiały tapicerskie na fotelach. Na drzwiach oraz na podłokietniku pojawiły się dodatkowe miękkie wykończenia. Poprawiono funkcjonalność tylnej kanapy. Siedzisko można podnosić, a teraz także składać oparcie, tworząc dodatkową płaską powierzchnię ładunkową. Fabryczny port USB montowany jest obecnie na konsoli środkowej oraz na tylnej ścianie podłokietnika, tak aby mogli korzystać z niego pasażerowie tylnego rzędu. Wyposażenie uzupełnia wielogłośnikowy system multimedialny z 7-calowym monitorem.

Trochę zmian także w systemach wspomagania jazdy. Pojawił się asystent wjazdu na wzniesienia i zjazdu z nich, dzięki czemu użytkowanie samochodu z dala od asfaltu będzie zdecydowanie bardziej prostsze, komfortowe i wygodniejsze.

Nie to jednak było clou zmian. Pod maską bowiem zaszła prawdziwa rewolucja. Otóż, znany i uznany motor 2.5 litra zastąpił silnik o pojemności 1.9 o tej samej mocy: 163 KM uzyskiwanej, tak jak przy 2,5 litrowej jednostce przy 3600 obrotach. Za to moment obrotowy, zmienił się i to dość znacząco. Zamiast 400 Nm. dostępnych od 1400 obrotów mamy 3600 w zakresie 2000 – 2600. I to niestety czuć. Auto jest mniej dynamiczne. Sprawia wrażenie słabszego. Szczególnie gdy z załadowaną „paką” zjedziemy z głównej drogi.



Dlaczego potentat na rynku motorów wysokoprężnych zdecydował się na downsizing? Otóż, ze względu na obowiązujące w Europie normy emisji spalin. Silnik 2.5 spełnia wymagania Euro 5. Przeprojektowanie go na poziom Euro 6 wymagałoby zastosowania systemu oczyszczania spalin opartego na wtrysku AdBlue, a to oznacza większe koszty eksploatacyjne – zbiornik z mocznikiem trzeba uzupełniać, a układ czyszczenia spalin jest skomplikowany. W Isuzu przeliczyli i doszli do wniosku, że taniej wychodzi skonstruowanie nowej jednostki.



Motor 1.9, przynajmniej teoretycznie charakteryzuje się też mniejszym spalaniem niż 2,5 litrowy. Katalogowo, różnice są jednak niewielkie. 1,9 z manualną skrzynią i podwójna kabiną teoretycznie pobiera 8,9 w mieście, 6,4 w trasie i 7,3 średnio. W praktyce, w przypadku nowej jednostki trzeba dołożyć przynajmniej litr do średniego i tyleż do konsumpcji w trasie. Miasto, to „niewyjęte” 10. Poprzednik zasysał nieco mniej. Mały silnik to nie tylko wady. Sporą zaletą jest cichsza praca oraz, co jest dość logiczne; mniejsza masa. „Nowy” D-Max jest lżejszy około 50 kg. Ma więc lepszy rozkład mas między osiami. I niżej położony środek ciężkości, co nadzwyczaj pozytywnie wpływa na stabilność w terenie i na asfalcie.



By the way, w terenie. D-Max to w odróżnieniu od większości „terenowych” pikapów z Japonii, naprawdę twardy zawodnik.  Średnio nadaje się do lajfstajlu a miejski bulwar to nie jest jego środowisko naturalne. Dzięki sporemu prześwitowi radzi sobie z przeprawami wodnymi do 60 cm. Pozostałe dane; kat natarcia 30 stopni, zejścia – 23 a rampowy 22 predestynują auto do offoradu.



Isuzu D-Max to pojazd bardzo uniwersalny. W ofercie firmy odnajdujemy nie tylko tradycyjnie pikapy. D-Max to także m. mini wywrotka, zabudowy specjalne a nawet… kamper. A ceny? Najtańszy z pojedynczą kabiną kosztuje około 101 tys. złotych brutto. Najdroższy to wydatek rzędu 161 tysięcy. Ale może być drożej, jeżeli doposażymy auto lub… znacznie taniej jeśli skorzystamy z oferowanych przez firmę rabatów i wyprzedaży. Szczegóły – u dealerów…

D-Max to typowy wół roboczy. Silny, niezawodny. Przy okazji, gwarantuje spora dawkę komfortu. A to, w przypadku takich aut jest bardzo ważne. Bo w pracy też powinnyśmy czuć się komfortowo…

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts