Skip to content Skip to footer

InPost: gra o miliardy

InPost, jedna z najbardziej „twardych” historii polskiego biznesu ostatnich dwóch dekad, znalazł się w momencie, w którym rynek zwykle przestaje patrzeć na liczbę paczkomatów, a zaczyna liczyć premię za kontrolę. Na początku stycznia 2026 spółka potwierdziła, że otrzymała wstępną, niewiążącą propozycję dotyczącą potencjalnego nabycia wszystkich akcji. Kurs zareagował natychmiast, a świat finansów zaczął układać scenariusze: przejęcie, delisting, nowy właściciel – albo wielomiesięczne rozmowy, które skończą się niczym.

Pytanie „czy InPost będzie sprzedany” nie jest dziś plotką z rynku. To temat, który domaga się analizy – bo dotyka fundamentów: wyników finansowych, presji giełdowej, struktury akcjonariatu i strategii ekspansji.

Sprzedaż InPostu: rynkowy szum

Najmocniejszy fakt brzmi prosto: InPost poinformował, że otrzymał „indicative proposal” dotyczący potencjalnego przejęcia wszystkich akcji i powołał specjalny komitet (z członków rady nadzorczej i zarządu) do oceny propozycji. Spółka nie ujawniła oferenta i podkreśliła, że nie ma gwarancji finalizacji transakcji.

Reuters opisywał, że po tej informacji akcje mocno wzrosły, a rynkowa kapitalizacja sięgnęła ok. 6,7 mld euro (efekt gwałtownej reakcji kursu, nie „ceny oferty”).
W polskich mediach pojawia się też liczba „około 6 mld euro” jako rząd wielkości wyceny w scenariuszu wykupu, ale to wciąż element medialnych doniesień, a nie ujawniony term sheet.

Skąd się wziął InPost?

InPost wyrósł w realiach, w których logistyka paczkowa była domeną tradycyjnych operatorów, a odbiór przesyłki „po drodze z pracy” był raczej marzeniem niż standardem. Kluczem okazało się przeniesienie ciężaru ostatniej mili z kuriera na sieć automatów paczkowych, dostępnych całą dobę. Ten model – powielany dziś przez konkurencję – w Polsce stał się de facto częścią codzienności, a w Europie istotnym kierunkiem rozwoju rynku OOH (out-of-home).

Rafał Brzoska: strateg i „architekt”

Rafał Brzoska to przypadek przedsiębiorcy, który zbudował firmę infrastrukturalną w branży, gdzie skala i kapitał są wszystkim, a potem konsekwentnie przesuwał InPost z roli krajowego gracza w stronę europejskiego operatora OOH. W kontekście możliwej sprzedaży całej spółki ważne jest to, że rynek widzi InPost jako organizm, w którym strategia, tempo i narracja są mocno spięte z osobą założyciela – co w transakcjach typu buyout bywa jednocześnie atutem i ryzykiem.

Debiut giełdowy w Amsterdamie

Wybór Euronext Amsterdam na miejsce debiutu (zamiast Warszawy) był symbolem: InPost chciał być wyceniany jako europejska spółka wzrostowa, a nie lokalny operator. Rynek publiczny dał dostęp do kapitału i rozpoznawalność, ale narzucił rytm kwartalnych oczekiwań oraz wrażliwość na sentyment. W 2025 roku Reuters przypominał, że akcje spółki były pod presją m.in. przez obawy dotyczące zależności od kluczowego klienta i konkurencji na rynku.
Właśnie na takim tle często rodzą się pomysły „zdjęcia firmy z giełdy”: private equity lub konsorcjum inwestorów woli prowadzić ciężką fazę inwestycji i reorganizacji poza światłem publicznego rynku.

Wyniki finansowe

Jeśli potencjalny nabywca myśli o przejęciu 100% akcji, to zwykle kupuje nie „historię”, tylko przewidywalny strumień gotówki i zdolność do finansowania wzrostu.
W 2024 roku InPost raportował 10,9 mld zł przychodów oraz 3,6 mld zł Adjusted EBITDA, co oznaczało wzrost odpowiednio o ok. 23,5% i 33,5% r/r. W 2023 roku (sumując kwartały z tabeli wyników spółki) przychody wyniosły ok. 8,86 mld zł, a Adjusted EBITDA ok. 2,73 mld zł. W 2022 roku przychody sięgały ok. 7,08 mld zł, a Adjusted EBITDA ok. 1,96 mld zł.
Ta sekwencja pokazuje coś bardzo ważnego dla wyceny: InPost nie tylko rośnie, ale też poprawia efektywność operacyjną. Marża Adjusted EBITDA w ujęciu przybliżonym przesuwała się z okolic ~27–28% w 2022 do ~31% w 2023 i ~33% w 2024 (przy czym 2024 zawiera także wpływy konsolidacyjne i zmiany w miksie działalności).

InPost „pasuje” do transakcji wykupu?

W transakcjach typu buyout kluczowe są dwa parametry: zdolność do generowania gotówki oraz bezpieczny poziom zadłużenia.
InPost raportował dodatni wolny przepływ pieniężny w kluczowych momentach: w IV kwartale 2024 Free Cash Flow na poziomie grupy wyniósł 355,6 mln zł, a dźwignia netto spadła do ok. 1,9x Net debt/Adjusted EBITDA.
Rok wcześniej spółka wskazywała dodatni FCF w IV kwartale 2023 (243,2 mln zł) i spadek wskaźnika zadłużenia do ok. 2,2x.
Do tego w III kwartale 2025 spółka komunikowała dodatni FCF w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 (w materiale podkreślono łączną wartość i konwersję względem EBITDA, a jednocześnie wskazano, że inwestycje międzynarodowe „zjadają” gotówkę w segmentach zagranicznych).
W praktyce to może tłumaczyć, dlaczego rynek od razu potraktował informację o „indicative proposal” poważnie: spółka ma cechy, które inwestorzy finansowi lubią najbardziej – skalę, rosnącą rentowność i coraz stabilniejszą strukturę bilansu.

Ryzyka: Wielka Brytania, akwizycje i spory

Transakcja wykupu 100% akcji to nie tylko „nagroda” za wzrost. To także zakup ryzyk, które na giełdzie potrafią ciążyć kursowi.
Reuters zwracał uwagę, że w 2025 roku InPost obniżył oczekiwania wzrostu (w ujęciu roku) m.in. przez większe inwestycje w operacje w Wielkiej Brytanii, podkreślając priorytet jakości usług w okresach szczytowych.
W tym samym przekazie pojawia się też wątek napięć prawnych z dużym partnerem w Polsce, co dla inwestorów jest wrażliwym tematem, bo dotyka koncentracji wolumenów.
Dla potencjalnego nabywcy to oznacza jedno: im większa ambicja międzynarodowa (UK, Eurozona, integracja przejęć), tym większa premia za kontrolę musi być równoważona dyscypliną kosztową i dowodem, że wzrost nie odbywa się „za każdą cenę”.

Sprzedaż InPostu: premia, delisting i nowy cykl inwestycyjny

Skoro mowa o „nabyciu wszystkich akcji”, rynek automatycznie rozważa scenariusz delistingu: spółka znika z giełdy, a nowy właściciel prowadzi ją przez etap intensywnych inwestycji lub restrukturyzacji poza presją kwartalnych wyników. Tego typu ruch bywa logiczny zwłaszcza wtedy, gdy firma jest w fazie budowy dużej skali za granicą i musi przez pewien czas utrzymywać wysokie CAPEX oraz koszty integracji.

Jednocześnie to wcale nie musi oznaczać „końca historii” Rafała Brzoski w InPoście. W wielu wykupach founderzy zostają w strukturze jako menedżerowie lub mniejszościowi współinwestorzy – bo ich obecność zmniejsza ryzyko wykonania strategii. Na dziś jednak jedyne twarde fakty to: jest propozycja, jest komitet, nie ma ujawnionego oferenta i nie ma gwarancji transakcji.

Najważniejsza transakcja w historii polskiej logistyki

Planowana sprzedaż InPostu – jeśli do niej dojdzie – będzie miała znaczenie większe niż jednorazowa wycena. To test, czy polska firma infrastrukturalno-technologiczna, która stała się europejskim graczem, kończy cykl jako spółka publiczna, by wejść w nowy etap pod kontrolą inwestora finansowego. Wyniki z lat 2022–2024 pokazują rosnącą skalę i poprawę rentowności, a dane o gotówce i zadłużeniu sugerują, że InPost jest „transakcyjny” w sensie finansowym.
A reszta? Rozstrzygnie się w warunkach, których jeszcze nie znamy: premii za kontrolę, poziomie akceptowalnej dźwigni, wizji dla rynków zagranicznych i roli założyciela w nowym układzie.

Show CommentsClose Comments

Leave a comment