AutoMotoTesty

Hyundai Kona Elelctric 64 KWH 204KM 150KW: Po co komu Tesla…

Nie, tytuł nie jest na wyrost. Tesla to osiągniecie na miarę epoki. I na jej miarę drogie. Hyundai postanowił skoczyć Elonowi Muskowi i jego sztandarowemu dziełu do gardła autem kosztującym mniej niż połowę tego, co Tesla S. Ta w Polsce jest wyceniona na około 88 tys. Euro. Kona, oferująca niespełna 100 kilometrów mniejszy zasięg, poniżej 40 tysięcy Euro. No to, po co komu Tesla?



Elektryki powoli stają się realną alternatywą dla aut z napędem konwencjonalnym. Ich zasięg staje się bardziej akceptowalny. Po śmiesznych stu kilkudziesięciu, jest prawie trzysta. Hyundai zrobił szach mat i pokazał, Konę, która dzięki pojemnym bateriom pokona ponad 400. I to już jest wynik. Do tego pojazd jest ładny. Powiem więcej, Kona E podoba mi się bardziej niż jej spalinowa siostra. Wystarczy popatrzeć na przód. Tu, gdzie w Konie spalinowej jest kratka zasłaniająca wlot chłodzącego powietrza, znajdujemy jednolity kawałek plastiku. Pod nim, gniazdo do wpinania ładowarki. Owszem lampy, czyli wąski pasek LED-ów jest taki sam w Konie benzynowej czy dieslu, ale w elektrycznej – całość prezentuje się o wiele lepiej. Podobnie zresztą, jak przestylizowany zderzak.



Wnętrze, architekturą przypomina konwencjonalną Konę. Różnica, to zmieniona konsola pomiędzy fotelami. Umieszczono na niej cztery przyciski do sterowania napędem: do przodu, wsteczny, neutralny i parking. Nieco inaczej wygląda też to, co przed oczyma kierowcy. Konsola – typowa dla elektryka. W miejsce tradycyjnych wskaźników wmontowano ten wskazujący poziom naładowania akumulatora i drugi, informują, czy jedziemy ekonomicznie i baterie doładowujemy czy raczej wprost przeciwnie.



Wnętrze, pojemnością nie odbiega od tradycyjnej Kony. Przestrzeni jest dokładnie tyle samo. Taka sama jest architektura, materiały i wykonanie. Bagażnik, to 332 litry (po złożeniu foteli, 1114) czyli tylko 29 mniej niż w spalinowej. A to, dlatego, że Kona elektryczna była projektowana nie jako przeróbka tej spalinowej, ale jako elektryczna wersja małego crossovera Hyundai. I dlatego baterii nie wkomponowywano na siłę pod podłogę bagażnika zabierając mu 100 lub więcej litrów.



A, propos jedziemy. Hyundai Kona proponuje dwa tryby jazdy. Eco i Sport. Ten pierwszy, zaleca 90 km/h jako maksymalną; jednocześnie ucząc nas jak dużo energii kosztuje jazda z włączoną klimatyzacją czy zbyt częste i energiczne poruszanie pedałem gazu. Ten drugi, pozwala na bardzo ostrą jazdę. Tak ostrą, że samochód miewa kłopoty z utrzymaniem trakcji! Nie tylko przy ruszaniu. Nawet, kiedy ostro uderzymy w pedał gazu jadąc 40 czy 50 km/h! Nic dziwnego, motor elektryczny zapewnia ponad 200 KM i prawie 400 Nm. już od startu. Efekt jest oszałamiający. Ledwie 7,6 sekundy do setki!



Hyundai przygotował do Kony dwie wersje układu napędowego: słabsza ma 136-konny silnik elektryczny i baterię 39,2 kWh. Mocniejsza – 204 KM i akumulatory 64 kWh. Mniejsza bateria zapewnia teoretyczny zasięg (mierzony według normy WLTP) 312 km, większa – 482 km. My, testowaliśmy wersję topową. Ale, zanim o imponderabiliach, słów kilka o teorii. Wspomnieliśmy, bowiem o zasięgu WLTP. Teraz, tłumaczymy. Zasięg aut elektrycznych podaje się według norm EPA, NEDC i WLTP. Co to oznacza?



Procedura EPA obowiązuje w USA i jest skalowana w milach.  Na starym kontynencie obowiązuje tzw. New European Driving Cycle czyli NEDC. Jest to procedura bardzo teoretyczna, dlatego wyniki podawane według norm NEDC są raczej niemożliwe do osiągnięcia. Dlatego, przyjęto zupełnie nową procedurę badawczą o nazwie Worldwide Harmonized Light Vehicles Test Procedure – WLTP. Ta, też jest oczywiście teoretyczna, ale zdecydowanie bliższa rzeczywistości. Zasięg samochodów elektrycznych w realnym świecie to zazwyczaj wynik WLTP minus 10%. A to oznacza, że Koną, jadąc bez ostrych zrywów pokonamy ponad 400 km! Szczegóły? Proszę bardzo.



Testując Konę sprawdziliśmy dokładnie jej zasięgi i nasze wyniki to: 500 kilometrów!!!!! zasięgu kiedy zużycie prądu nie przekraczało 13 kWh. Owszem, jazda na oszczędność nie jest prosta i wymaga nieco cierpliwości i treningu. Ale, zaprawdę powiadam wam, da się. Bez specjalnych ekowygibasów, czyli zużywając 15 kWh zrobimy elektrycznym crossoverem od 400 do 420 km. W trybie sport, ostro operując pedałem gazu, zużycie rośnie do 22-24 kWh. A to oznacza 200 km zasięgu. Innymi słowy, wszystko w naszych głowach i prawej stopie…



Wszyscy, którzy testowali dotąd eko Konę twierdzili, że jej prowadzenie jest lepsze niż spalinowej. Wprawdzie i zawieszenie i układ kierowniczy jest ten sam, ale w Konie E środek ciężkości, ze względu na baterię akumulatorów, jest niżej. Efekt – zauważalny. Pojazd lepiej wpije się w łuki zakrętów. Łatwiej też z nich wyjeżdża. Nie ma też tendencji do „gibania” na boki. Samochód, pomimo tego, że jest crossoverem, sprawia wrażenie dość przysadzistego. A to pozwala na ostrzejszą zabawę w zakrętach. Powiem szczerze – polecam!


Kona jest w stanie przekonać każdego niedowiarka że pojazd elektryczny ma sens. Oczywiście, są tez i problemy. Pierwszy, to ponad 20 godzin ładowania za zwykłego gniazdka. Drugi, to mało, wciąż za mało szybkich ładowarek. Trzeci, to mimo wszystko cena. Spalinowa Kona kosztuje od niespełna 70 do około 120 tysięcy. Jej elektryczna siostra, od 140 do ponad 200! Jasne, że to dużo mniej niż osławiona Tesla. Ale to i tak koszmarnie dużo. Zakup zwróci się, bowiem dopiero po 100 tys. kilometrów. Innymi słowy: ekologia tak, ekonomia nie…

Zalety: Zasięg, dynamika, design, tania jazda

Wady: Długi czas ładowania z gniazdka „domowego” o napięciu 230 V, zbyt mało punktów ładowania, problemy z trakcją w czasie gwałtownego przyspieszania

Podstawowe dane techniczne

Wymiary (DS./W/Ro): 4180/1800/1570/2600

Jednostka napędowa: silnik elektryczny

Skrzynia biegów: bezstopniowa CVT

Moc/moment obrotowy: 204 KM /395 Nm.

Rodzaj napędu: przedni

Bagażnik: 332/1114 l

Osiągi: 167 km/h 0-100 km/h 7,9 s

Deklarowane zużycie energii: średnio 15 kWh

Zbiornik paliwa: akumulatory 64 kWh

Bagażnik: 332/1114

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts