Skip to content Skip to footer

Gospodarka na dwóch prędkościach. Płace zaskoczyły, przemysł rośnie, ale budownictwo rozczarowuje

Najnowszy zestaw danych z polskiej gospodarki przyniósł kilka niespodzianek. Wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosły w lipcu mocniej, niż oczekiwał rynek, a produkcja przemysłowa utrzymała solidne tempo wzrostu. Wyraźnie słabszym punktem pozostaje jednak budownictwo. Ekonomiści mBanku zwracają uwagę, że za częścią lipcowych odczytów mogą stać czynniki przejściowe, dlatego prawdziwy obraz koniunktury może być widoczny dopiero w kolejnych miesiącach.

Dane opublikowane 20 sierpnia dają niejednoznaczny obraz polskiej gospodarki. Z jednej strony widać wciąż stosunkowo mocny rynek wynagrodzeń i przyzwoitą kondycję przemysłu. Z drugiej – sektor budowlany nadal nie pokazuje odbicia, którego można byłoby oczekiwać w momencie przyspieszania inwestycji współfinansowanych ze środków europejskich.

Dla przedsiębiorców i inwestorów szczególnie interesujące może być jednak to, co kryje się pod głównymi wskaźnikami.

Płace rosną szybciej od oczekiwań

W lipcu wynagrodzenia wzrosły o 6,8 proc. rok do roku, podczas gdy rynkowy konsensus zakładał wzrost o około 6,2 proc. To spore zaskoczenie, zwłaszcza w okresie, gdy coraz więcej danych wskazuje na stopniowe wygaszanie presji płacowej.

Ekonomiści mBanku zwracają uwagę, że mocniejszy wynik mógł być związany m.in. z zakwaterowaniem i gastronomią, przemysłem oraz handlem.

„Zaskoczenie wynikało naszym zdaniem z wyższego wzrostu w zakwaterowaniu i gastronomii, przemyśle oraz handlu. W pewnym stopniu mogło to wynikać z bardzo dobrego sezonu turystycznego, który sprzyjał wyższym wynagrodzeniom” – oceniają ekonomiści mBanku.

Taki mechanizm jest prawdopodobny: w sezonie wakacyjnym firmy z branży turystycznej, gastronomicznej i hotelarskiej konkurują o pracowników, co może przejściowo podbijać wynagrodzenia.

Branżowe dane potwierdzają, że początek tegorocznego sezonu był mocny. Już w czerwcu hotele notowały bardzo dobre wyniki, a rezerwacje na lipiec szczególnie dobrze wyglądały w obiektach wypoczynkowych. Według ankiety Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego na początku lipca 71 proc. hoteli wypoczynkowych miało już zarezerwowaną ponad połowę miejsc.

Do tego mogła dojść sytuacja pogodowa w Europie. Upały i pożary w części popularnych południowoeuropejskich kierunków mogły skłaniać część turystów do wyboru bliższych destynacji, choć wpływ tego czynnika na polski rynek będzie można dokładniej ocenić dopiero po pełnych danych za sezon.

Jednorazowe przyspieszenie czy powrót presji płacowej?

Mocniejszy lipcowy odczyt nie musi jednak oznaczać ponownego trwałego przyspieszenia wynagrodzeń.

Ekonomiści mBanku zwracają uwagę na wzrost tzw. impetu płac, czyli zannualizowanej dynamiki wynikającej z odsezonowanych zmian miesięcznych. Ich zdaniem nie należy jednak wyciągać z jednego miesiąca zbyt daleko idących wniosków.

„Uważamy, że podbicie tego wskaźnika jest tymczasowe. W przeszłości bowiem zdarzały się pojedyncze zaskoczenia tak w górę, jak i w dół. Dane z gospodarki narodowej potwierdzają, że płace rosną coraz wolniej, a w ostatnim czasie dane z gospodarki narodowej plasują się niżej od projekcji NBP” – wskazują ekonomiści mBanku.

To istotna informacja również z punktu widzenia polityki pieniężnej. Jeżeli dynamika wynagrodzeń będzie stopniowo hamowała, zmniejszać się może jeden z czynników odpowiedzialnych za presję na ceny usług.

W pierwszym półroczu 2026 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 6,377 mln osób i było o 1,1 proc. niższe niż rok wcześniej. Rynek pracy pozostaje więc relatywnie odporny, ale trudno już mówić o sytuacji podobnej do okresu największej walki przedsiębiorstw o pracownika.

Budownictwo największym rozczarowaniem

Znacznie gorzej wyglądają dane z sektora budowlanego.

Produkcja budowlano-montażowa w lipcu spadła o 2,4 proc. rok do roku, podczas gdy prognozy zakładały wzrost o około 4,2 proc. Różnica między oczekiwaniami a rzeczywistym odczytem jest więc bardzo duża.

Problem jest tym większy, że słabość widoczna jest w obszarach, które teoretycznie powinny korzystać z rozpędzającego się cyklu inwestycyjnego.

„Po wyrównaniu sezonowym wynik jest szczególnie słaby w budownictwie infrastrukturalnym oraz robotach specjalistycznych – czyli właśnie tych sektorach, w przypadku których nieustannie spodziewalibyśmy się wzrostów ze względu na cykl inwestycyjny napędzany funduszami z UE” – zauważają ekonomiści mBanku.

Jeszcze w maju sytuacja wyglądała zdecydowanie lepiej. Produkcja budowlano-montażowa była wówczas o 3,9 proc. wyższa niż przed rokiem.

Dlatego lipcowy wynik rodzi pytanie: gdzie jest inwestycyjne przyspieszenie związane z napływem europejskich pieniędzy?

Część inwestycji mogła „zniknąć” w statystyce

Jest jednak możliwe, że lipcowy rezultat wygląda gorzej niż rzeczywista sytuacja na placach budów.

GUS zwrócił uwagę na nieregularny charakter rozliczania części prac po zakończeniu robót. W praktyce może to oznaczać przesunięcia pomiędzy poszczególnymi miesiącami.

Ekonomiści mBanku dopuszczają więc scenariusz, w którym część produkcji wykonanej w lipcu pojawi się w statystykach dopiero w sierpniu.

„Ten nieco enigmatyczny komentarz może oznaczać, że część lipcowych robót zobaczymy w danych za sierpień. W takim wariancie nie widzimy odbicia inwestycji, które być może rozpoczęło się w czerwcu – przynajmniej w przypadku budownictwa infrastrukturalnego. To jednak pozostaje w sferze przypuszczeń, a na jego potwierdzenie musimy poczekać na kolejny odczyt.”

Na razie diagnoza pozostaje jednak mało optymistyczna.

„Na ten moment niezmienny pozostaje ogólny obrazek w tym sektorze w 2026 r. – rozczarowanie” – podsumowują ekonomiści mBanku.

Przemysł radzi sobie zdecydowanie lepiej

Trzecim ważnym elementem gospodarczego obrazu jest przemysł. Tutaj nie było negatywnej niespodzianki.

Produkcja przemysłowa wzrosła w lipcu o 5,1 proc. rok do roku, nieco mocniej od rynkowych oczekiwań. Po uwzględnieniu czynników sezonowych produkcja zwiększyła się również o 0,5 proc. względem czerwca.

Co szczególnie istotne, bardzo dobrze radzi sobie produkcja dóbr inwestycyjnych, która wzrosła o 11,1 proc. Znacznie słabiej wygląda natomiast produkcja trwałych dóbr konsumpcyjnych, gdzie zanotowano spadek o 1,8 proc.

„Patrząc na podział po poszczególnych sekcjach i analizując dane odsezonowane, wzrost o 1,4% m/m odnotowaliśmy w przypadku przetwórstwa przemysłowego, gdzie cały indeks balansuje w pobliżu szczytów” – wskazują ekonomiści mBanku.

To ważne również dlatego, że przemysł stopniowo odzyskiwał dynamikę już wcześniej. W maju produkcja sprzedana przemysłu była o 4,1 proc. wyższa niż rok wcześniej, a w okresie styczeń–maj wzrost wynosił 3,1 proc.

Polska będzie czekać na impuls z Niemiec

Interesującym elementem przemysłowej układanki jest poprawa sytuacji w branżach nastawionych na rynek krajowy. Ale dla części polskich producentów równie ważne pozostaje to, co wydarzy się za zachodnią granicą.

Niemcy są kluczowym partnerem handlowym Polski, dlatego wyraźniejsze odbicie tamtejszego przemysłu mogłoby stać się dodatkowym impulsem dla polskich przedsiębiorstw.

„W horyzoncie kolejnych kwartałów języczkiem uwagi mogą być dane z Niemiec, które w ostatnim czasie pokazały pewne ożywienie w tamtejszym przemyśle. Być może impuls fiskalny w tamtejszej gospodarce przezwycięży efekt wyższych stóp procentowych” – oceniają ekonomiści mBanku.

Dla Polski byłby to szczególnie korzystny scenariusz: krajowa konsumpcja i inwestycje wspierałyby gospodarkę od wewnątrz, a poprawa koniunktury niemieckiej dawałaby dodatkowy impuls eksporterom i przemysłowi.

Gospodarka bez jednego wyraźnego kierunku

Lipcowe dane trudno więc sprowadzić do prostego stwierdzenia, że polska gospodarka przyspiesza albo hamuje.

Przemysł wygląda solidnie. Wynagrodzenia zaskoczyły pozytywnie, choć prawdopodobnie częściowo z powodów sezonowych. Największym znakiem zapytania pozostaje budownictwo, które powinno już coraz mocniej korzystać z inwestycji finansowanych z funduszy europejskich.

Właśnie dlatego kolejne dane – szczególnie sierpniowe wyniki budownictwa – mogą być ważniejsze niż zwykle. Pokażą, czy lipcowy spadek był jedynie statystycznym zaburzeniem związanym z rozliczaniem robót, czy też inwestycyjny silnik polskiej gospodarki rzeczywiście uruchamia się znacznie wolniej, niż oczekiwano.

Na razie obraz połowy 2026 roku można opisać krótko: konsumpcja i przemysł dają gospodarce wsparcie, rynek płac stopniowo się normalizuje, ale oczekiwanego boomu inwestycyjnego w danych wciąż nie widać.

Show CommentsClose Comments

Leave a comment