Skip to content Skip to footer

Dubajski zapach skandalu. Jak kontrowersyjne perfumy trafiły do polskich drogerii

Orientalne flakony, obietnica luksusu z Dubaju i ceny znacznie niższe niż u francuskich gigantów – tak na polski rynek wkroczyła marka Gulf Orchid Fragrances, wprowadzona przez firmę The Rich Supplements, właściciela sklepu internetowego TheGloow.com. Zapachy pojawiły się niemal jednocześnie w dwóch uznanych sieciach: Hebe i Super-Pharm. Dla konsumentów – egzotyka i nowość. Dla regulatorów i prawników w Europie – zakazane produkty i ryzyko dla zdrowia.

Bo to, co w Polsce przedstawiane jest jako „dynamiczny debiut nowej marki”, w innych krajach Unii Europejskiej od lat budzi poważne kontrowersje prawne i zdrowotne.

Rynek „dupe’ów”, czyli tanich klonów luksusu

Gulf Orchid, marka powstała w 2021 roku w Dubaju, działa w segmencie, który europejscy prawnicy znają aż za dobrze – tzw. „smell-alikes” lub „dupes”, czyli zapachów – duplikatów, łudząco podobnych do perfum luksusowych domów mody. Produkcja takich zapachów stała się możliwa na masową skalę dzięki technologii GCMS (chromatografii gazowej sprzężonej z spektrometrią mas), pozwalającej rozłożyć drogie perfumy na czynniki pierwsze i odtworzyć je przy użyciu tańszych komponentów.

„Każdy chce ładnie pachnieć i mieć przystępny cenowo namiastkę luksusu. Odbywa się to jednak kosztem prawdziwych twórców, ponieważ tworzenie perfum jest sztuką” – powiedziała Mireille Dagger, dyrektor ds. prawnych w kancelarii Broadfield, w rozmowie z „The Observer”. – „Te firmy jadą na plecach artystów. To bardzo niesprawiedliwe. Stworzenie marki perfumeryjnej i zbudowanie jej od podstaw jest niezwykle trudne. Wymaga wiedzy, talentu artystycznego, czasu, energii oraz dużych inwestycji”.

Jak dodała, odkąd tajemnice receptur perfum można dziś odtworzyć przy użyciu technologii GCMS, „perfumiarze nie mają praktycznie żadnej prawnej możliwości ochrony swojej pracy”. Jej zdaniem należałoby doprowadzić do sytuacji, w której „marki produkujące klony zapachów były zmuszone do płacenia tantiem oryginalnym twórcom”.

Francuskie koncerny od lat walczą z producentami klonów w sądach. Choć w głośnym orzeczeniu z lat 2006–2008 francuski sąd uznał, że zapach jako taki nie podlega ochronie prawnoautorskiej, już holenderski Sąd Najwyższy w sprawie Lancôme vs. Kecofa stwierdził coś zupełnie innego: zapach może być chronionym „dziełem”, jeśli ma oryginalny charakter i nosi osobisty ślad twórcy.

Jeszcze dalej poszły sądy hiszpańskie. W 2015 r. Sąd ds. Znaków Towarowych UE w Alicante uznał producentów tanich perfum za winnych naruszenia znaków towarowych i nieuczciwej konkurencji wobec marek takich jak Carolina Herrera, Paco Rabanne czy Jean Paul Gaultier. Wnioski były jednoznaczne: nawet jeśli receptura nie jest chroniona, marketing, nazwy i podobieństwo zapachu mogą naruszać prawo.

Jak zauważa Dionne Officer, analityk w firmie Mintel, „konsumenci, widząc klony zapachów w mediach społecznościowych i wiedząc, że influencerzy je kupują, zaczęli postrzegać je jako coś bardziej akceptowalnego”.

Skład, który pachnie… problemami

Jeszcze poważniejsze zarzuty dotyczą jednak ryzyka zdrowotnego, takiego jak działanie reprotoksyczne czy alergizujące. Unia Europejska, opierając się na opiniach Scientific Committee on Consumer Safety (SCCS), w ostatnich latach zaostrzyła regulacje dotyczące substancji zapachowych.

Na czarnej liście znalazły się m.in. Lilial (zakazany od marca 2022 r. jako substancja reprotoksyczna), Lyral (zakazany od 2021 r. ze względu na silne reakcje alergiczne), a także kolejne związki CMR objęte restrykcjami w latach 2023–2025.

Austriackie instytucje nadzorcze ostrzegały konsumentów przed zakupem perfum zawierających te składniki. Z danych systemu Safety Gate wynika, że kosmetyki stanowią dziś ok. 36% wszystkich alertów bezpieczeństwa w UE, a aż 97% z nich dotyczy obecności zakazanego Lilialu.

Szczególną uwagę regulatorów przyciąga linia Musk Tahara – intensywnych koncentratów piżmowych. To właśnie produkty tego typu były w innych krajach UE wycofywane z obrotu ze względu na ryzyko reakcji alergicznych i niezgodność z unijnymi dyrektywami.

Nowe restrykcje UE wprowadzają także ograniczenia dla kolejnych substancji CMR oraz związków stosowanych w perfumerii orientalnej. W praktyce oznacza to konieczność natychmiastowej reformulacji wielu produktów.

Choć Gulf Orchid deklaruje zgodność z przepisami i globalne ambicje sprzedażowe, brak publicznego dostępu do pełnych list składników (INCI) większości zapachów utrudnia niezależną weryfikację ich bezpieczeństwa.

Nowe regulacje UE od 2026 roku

Planowane zmiany legislacyjne obejmują także substancje takie jak Citral, Geranial i Neral – powszechnie stosowane w kompozycjach zapachowych. Nie zostaną one całkowicie zakazane, ale będą objęte znacznie bardziej restrykcyjnymi limitami stężeń i obowiązkiem wyraźnego oznakowania.

Od 1 stycznia 2027 r. produkty niespełniające nowych wymogów nie będą mogły być wprowadzane na rynek UE, a od 1 lipca 2028 r. – udostępniane w sprzedaży.

Wycofania za granicą, sprzedaż w Polsce

W 2025 roku pojawiły się doniesienia o wycofywaniu części zapachów Gulf Orchid z wybranych rynków. Jednocześnie marka pozostaje aktywna na Bliskim Wschodzie i prowadzi działania marketingowe.

W Polsce – bez większej debaty publicznej – produkty tej samej firmy trafiły na półki Hebe i Super-Pharm. Importer deklaruje zgodność z normami UE, choć dostęp do pełnych składów INCI jest ograniczony.

Do producenta, importera oraz sieci sprzedaży wysłaliśmy szczegółowe pytania dotyczące składu produktów, procedur kontroli, zgodności z przepisami UE oraz ewentualnych wycofań na innych rynkach. Do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Co mówi Główny Inspektorat Sanitarny?

Jak wyjaśnia Marek Waszczewski, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego, wymagania wobec kosmetyków wprowadzanych na rynek UE określa bezpośrednio rozporządzenie (WE) nr 1223/2009 oraz polska ustawa o produktach kosmetycznych.

„Główny Inspektor Sanitarny jako centralny organ administracji rządowej koordynuje działania Państwowej Inspekcji Sanitarnej, natomiast nadzór nad kosmetykami sprawują właściwi terenowo powiatowi inspektorzy sanitarni. GIS może wskazywać obszary wymagające szczególnej kontroli, np. produkty importowane spoza UE” – podkreśla rzecznik.

Kontrole – jak dodaje – mają zarówno charakter planowy, jak i interwencyjny:
„Co roku opracowywane są wytyczne wskazujące priorytetowe obszary kontroli. Jednocześnie działania podejmowane są również w reakcji na zgłoszenia oraz notyfikacje w systemie Safety Gate dotyczące produktów potencjalnie niebezpiecznych”.

Kluczowa jest rola importerów: „W przypadku kosmetyków sprowadzanych spoza Unii importer staje się tzw. osobą odpowiedzialną za produkt. Musi posiadać pełną dokumentację, raport bezpieczeństwa, zgłosić produkt do bazy CPNP i zapewnić prawidłowe oznakowanie. Jego dane muszą znajdować się na etykiecie”.

Organy sanitarne mają dostęp do dokumentacji produktów i mogą ją kontrolować:
„Kontrola obejmuje wszystkie aspekty regulowane przepisami rozporządzenia kosmetycznego. Badania laboratoryjne są prowadzone w sposób planowany, a także w przypadku zgłoszeń lub sygnałów o potencjalnym ryzyku”.

W razie nieprawidłowości możliwe są konkretne decyzje administracyjne:
„Organy nadzoru mogą wstrzymać obrót produktem, nakazać jego wycofanie z rynku, a także nałożyć kary administracyjne”.

GIS wskazuje również drogę dla konsumentów:
„Od 2025 roku możliwe jest zgłaszanie wątpliwości dotyczących bezpieczeństwa kosmetyków poprzez platformę e-Sanepid, co pozwala szybko przekazać sprawę do właściwego powiatowego inspektora sanitarnego”.

Polska – luka w systemie?

Unijne przepisy zakazują konkretnych substancji, nie marek. Każda partia produktu musi być zgodna z prawem. Problem pojawia się w sytuacji importu starszych serii lub produktów sprowadzanych równolegle.

Jeśli na rynek trafiają partie sprzed 2022 r. zawierające Lilial lub Lyral, odpowiedzialność spada nie tylko na producenta, ale także na importera i sieci handlowe.

Pytanie, które pachnie skandalem

W obliczu problemów prawnych w innych krajach UE, ostrzeżeń regulatorów, debat wokół klonowania zapachów i rosnącej liczby alertów bezpieczeństwa jedno pytanie wraca jak bumerang:

Jak to możliwe, że w Polsce – mimo tak poważnych wątpliwości na innych rynkach Unii Europejskiej – uznane sieci Hebe i Super-Pharm zdecydowały się na dystrybucję perfum Gulf Orchid i współpracę z The Rich Supplements?

Czy Polska stała się „bezpieczną przystanią” dla marek, które w innych krajach muszą mierzyć się z zakazami i wycofaniami? A może to dopiero początek historii, której zapach może okazać się znacznie mniej przyjemny, niż obiecują błyszczące flakony z Dubaju.

Show CommentsClose Comments

Leave a comment