Decyzja Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej z tego tygodnia o przyznaniu wsparcia z KPO na ‘’rozwój elektromobilności’’ wywołała w branży motoryzacyjnej prawdziwe trzęsienie ziemi. Dofinansowanie popłynęło w kierunku państwowej ElectroMobility Poland – firmy, która od niemal dziewięciu lat zapowiada stworzenie „polskiego elektryka”, lecz nie ma jeszcze ani jednego działającego prototypu. Z 4,5 mld zł z KPO spółka chce zbudować w Jaworznie „hub elektromobilności”, korzystając z technologii chińskiego partnera. To decyzja, która dla wielu obserwatorów oznacza, że marzenie o nowoczesnych, polskich dostawczakach, mogących stać się naturalnymi następcami Żuka i Nysy, znów się oddala – pisze Paweł Rygas w Interia.pl (‘’Następca Żuka i Nysu do kosza. Polski fundusz woli Chińczyków’’, 20.11.2025)
Tymczasem, inna firma ubiegająca się o wsparcie finansowe z KPO – Adaptive Motors Poland (AMP)–jako jedyna w kraju dysponuje gotowym projektem elektrycznego samochodu dostawczego, zbudowanym na autorskiej platformie EAGLE i przetestowanym w realnych warunkach. Mimo sześciu jeżdżących prototypów, 70 tysięcy przejechanych kilometrów testowych i własnej technologii EVACT napisanej przez polskich informatyków, projekt nie znalazł się nawet na liście rankingowej.
AMP – gotowa fabryka, gotowe auta, gotowa technologia. Brakuje… decyzji
Jak pisze Interia.pl, firma AMP nie jest wizją na papierze. To realny, kompletny projekt. Firma posiada: jeżdżący, nagrodzony w konkursie NCBR model eVANpl o ładowności 1 tony, prototypu nadwozia i napędu, polską platformę EAGLE, dopracowany system EVACT. Ponadto dysponuje umową na zakup 19-hektarowej działki w Kleszczowie pod fabrykę, która w pierwszym etapie miała produkować 1500 aut rocznie. Zabrakło tylko jednego elementu – wsparcia finansowego. 599 mln zł miało otworzyć drogę do seryjnej produkcji. Jednak Komitet Inwestycyjny NFOŚiGW, bez zadania choćby jednego dodatkowego pytania do firmy od lipca, projekt odrzucił.
Czy to koniec? Niekoniecznie. Bo pojawia się inny scenariusz
Paradoksalnie decyzja Funduszu może otworzyć nowe drzwi. Skoro ElectroMobility Poland otrzymała ogromne finansowanie na stworzenie polskiego projektu, a jednocześnie nie posiada własnej, gotowej platformy ani prototypów, to najbardziej logicznym rozwiązaniem wydaje się… skorzystanie z technologii Adaptive Motors Poland.
AMP ma to, czego EMP od lat szuka: prawdziwy, działający, polski samochód elektryczny.
Zbudowany i przetestowany w kraju, na bazie polskiego know-how i polskiego kodu.
Dla ElectroMobility Poland, która musi teraz udowodnić, że jest w stanie wreszcie zrealizować swoje zapowiedzi, współpraca z AMP mogłaby być najszybszą drogą do stworzenia rzetelnego polskiego produktu. Zamiast budować coś od zera lub korzystać z chińskiego partnera i technologii – można wykorzystać platformę i konstrukcję, która już działa.
Czy rządowe środki i prywatna technologia stworzą wspólny projekt?
Wielu ekspertów podkreśla, że polska elektromobilność nie ma czasu na kolejne lata „prac koncepcyjnych”. Jeśli Polska chce mieć własne elektryki, które mogłyby konkurować z europejską i azjatycką ofertą, potrzebne są szybkie decyzje i realne technologie. A te są — w Adaptive Motors Poland.
Taki scenariusz łączyłby dwie siły: kapitał i ramy instytucjonalne EMP, technologię, prototypy i doświadczenie AMP. To mogłoby stworzyć pierwszą w Polsce realną ścieżkę do produkcji elektrycznych dostawczaków na dużą skalę, bez konieczności importowania gotowych rozwiązań z Chin. A jednocześnie uratowałoby lata polskiej pracy inżynieryjnej, która w przeciwnym razie może wyjechać z kraju wraz z zagranicznym inwestorem.
Kleszczów wciąż czeka, ale czas nie działa na korzyść
Cytowany przez Interia.pl prezes AMP – Albert Gryszczuk podkreśla, że firma nie rezygnuje z planów budowy fabryki w Kleszczowie, który jego zdaniem jest jednym z najbardziej sprzyjających biznesowi regionów w Polsce. Jednocześnie przyznaje, że firma wraca do poszukiwań zagranicznego inwestora — a to oznacza, że realna szansa na polską fabrykę polskich elektrycznych aut słabnie.
Może więc najlepszym – i najszybszym – rozwiązaniem dla wszystkich stron byłoby połączenie sił? Bo zamiast rozpoczynać od zera, Polska ma już w rękach technologię, która jest gotowa. Wystarczy po nią sięgnąć.
