AutoMotoTesty

Citroen C4 Cactus 1,2 PureTech 130 KM, 6MT: Po prostu Cactus

To jeden z najbardziej rozpoznawalnych pojazdów z gamy Citroena. Dzięki ekstrawaganckiemu wyglądowi zyskał sporo fanów. Niedawno doczekał się liftingu. Zmian było kilka. Fanom modelu jedna wyjątkowo nie przypadła do gustu. Z drzwi zniknął airbumper, wizytówka modelu. Wyglądał kontrowersyjnie, ale świetnie spełniał swoją rolę. Nie był to jednak główny kierunek zmian. Cactus przestał być crossoverem. Nagle, został hatchbackiem…


 


Jeżeli w liftingu nie chodzi o wygląd, to musi chodzić o technologię lub komfort. W tym przypadku nawet więcej niż o komfort, bo o Citroen Advanced Comfort! Tak zalety nowego Cactusa charakteryzują spece od reklamy koncernu PSA. Pojazd, jako pierwszy Citroen, otrzymał zawieszenie z progresywnymi ogranicznikami hydraulicznymi – PHC. Nowe zastąpiły drogie w serwisowaniu, bardzo komfortowe, ale zawodne zawieszenie hydrauliczne. Z przednikiem nic go nie łączy. No, może prawie nic. Hydrauliczne, jak wspomniałem było komfortowe. PHC jest komfortowe… bardziej. Poprawiło się nie tylko resorowanie. Przy okazji także komfort akustyczny. W kokpicie C4 Cactus jest teraz dużo ciszej. Kolejnym elementem dopieszczającym pasażera są nowe fotele. Niczym w klubie dżentelmena, niespotykanie szerokie i wyjątkowo wygodne. Za to absolutnie pozbawione trzymania bocznego.

Wyróżnikiem I generacji auta był krzykliwy design. Nawet zdjęcie paneli niewiele zmieniło. Cactus nadal jest autem niezwyczajnym. Już samo zaklasyfikowanie go nastręcza sporo problemów.


 


Zmian zewnętrznych za wiele nie widać. No, może poza kształtem grilla. I dobrze, bo zmiany w aucie o wyjątkowo niekonwencjonalnym wyglądzie mogłyby pójść w kierunku nadmiernej ekstrawagancji. A to zapewne odcisnęłoby się na efekcie rynkowym. Czy może bardziej – jego braku

Wnętrze auta to spełniony sen maniaka hi-techu lub koszmar technologicznego melepety. Kokpit to dwa ekrany i do tego brak manualnego sterowania czymkolwiek. Pozostało jedno pokrętło od siły głosu, przycisk do otwierania drzwi i dwa do włączania ogrzewania szyby przedniej i tylnej. Wszystko inne regulujemy z poziomu ekranu dotykowego. System jest co prawda czytelny i bardzo łatwy w obsłudze, ale potrafi skomplikować życie. Irytujące jest przelatywanie menu komputera, gdy chcemy zmniejszyć siłę nawiewu klimatyzacji po uruchomieniu auta.


 


Prawdziwym koszmarem zwolennika porannej kawy w drodze są uchwyty na kubki. Za małe i zbyt płytkie. Kubeczek z dużą kawą po prostu się nie mieści. Wbrew pozorom to nie jest nieistotny detal. Szczególnie dla kogoś, kto część życia zawodowego spędza w drodze. Mimo tej wpadki, samochód jest bardzo praktyczny. Ma sporo bardzo przydatnych w podróży schowków. Pierwszy, duży – jest tuż przed pasażerem. Wyglądem nawiązuje do starych kufrów podróżnych. Schowki w drzwiach przednich zmieszczą spokojnie litrową, a nawet 1,5-litrową butelkę z napojem. Te z tyłu mają inny kształt, ale też są obszerne. Schowek w podłokietniku też jest, ale ma (w mojej opinii) zbyt małą pojemność.

Najmniejszych zastrzeżeń nie mam do pojemności kokpitu. Tu, nic się nie zmieniło. Zarówno z przodu, jak i z tyłu miejsca jest dosyć. Auto zapewnia wygodę podróżowania 4 osobom. Piątce, na krótszym dystansie. Także bagażu uda się zapakować całkiem sporo. 350 litrów w konfiguracji 5 – osobowej albo 1170 po złożeniu oparcia.


 


Auto może napędzać benzynowy PureTech o mocy 82, 110 lub 132 KM lub diesel BlueHDi o pojemności 1,5 litra i mocy 102 KM, ewentualnie prawie stukonny, 1,6 litra. Napęd na przednią oś może przenosić 6-stopniowa skrzynia manualna lub przekładnia automatyczna EAT6.

Nowością w gamie jest 130 – konna jednostka napędowa PureTech. Takim motorem dysponował testowy Cactus. Nominalną moc osiąga przy 5500 obrotach, a 230 Nm. od 1750 obrotów. Efekt jest niezły. Citroen Cactus rozpędza się do 230 km/h. Pierwsze 100 km/h osiąga po 8,1 sekundy.

Spalanie: katalogowo to 5,,0 litra średnio, 4,4l w trasie i 6,1l w cyklu miejskim. Praktyka to 7,7 w cyklu miejskim, 6,2 średnio,  5,2 w trasie. Tyle pobierał w teście „nasz” testowy Cactus.


 


Do sprawdzenia w praktyce przypadł nam model ze skrzynią manualną. Wrażenia po tygodniu jazdy lepsze niż niezłe. Lewarek nieźle leży w dłoni. Krótki skok daje przyjemność w trakcie zmiany przełożeń. Skrzynia się nie myli, nie haczy. To istotne, szczególnie, że auto ma charakterek. Jak już wspomniałem, niewiele ponad 8 do „setki” to zacny rezultat.

Jednego pojazdowi PSA odmówić nie sposób. To bogate wyposażenie. W podstawowej wersji klient otrzymuje 6 poduszek powietrznych, systemy ABS/REF/AFU/ESP/ASR, regulator i ogranicznik prędkości, światła do jazdy dziennej LED, czujnik ciśnienia w ogumieniu, centralny zamek, wskaźnik optymalnego przełożenia biegu, wspomaganie kierownicy, elektrykę szyb przednich, radio z MP3 + 4 głośniki, port USB i sterowanie zestawem audio z kierownicy.

Z detali, które budzą mój sentyment: z pozoru archaiczny system otwierania tylnej szyby. Starsi pamiętają identyczny z Fiata 126p. Młodsi, znają z trojaczków od grupy Volkswagena. Skąd koncept? Odpowiedź jest prosta: z braku miejsca. Tylnej szyby nie da się schować w drzwiach. Gdyby zastosować rozwiązanie konwencjonalne, okno odsuwałoby się na 3 centymetry. A tak, szybę można uchylić i samochód nieźle się wentyluje. Szczególnie, jeżeli nie włączamy klimatyzacji.


 


Jak jeździ Cactus? Zmiana zawieszenia była przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Progressive Hydraulic Cushions spisuje się lepiej niż dobrze. Bardzo sprawnie tłumi nierówności. Równie obrze „trzyma” ważące ponad 1100 kg auto. Nie mam też zastrzeżeń do strony akustycznej. Do kabiny nie przenikają odgłosy pracy układu amortyzującego. I jeszcze coś. Pomimo pozornej miękkości, Cactus okazuje się całkiem zwinny „na krętym”. Precyzyjnie i chętnie wpisuje się w zakręty. I równie bezstresowo je opuszcza. Zawieszenie, choć dobrze izoluje, nie pozbawia czucia drogi. Jest bezpośrednie na tyle, na ile potrzeba. Powiem szczerze, jestem pod sporym wrażeniem.

Na polskim rynku samochód jest dostępny w jednym z czterech poziomów wyposażenia. W wersji podstawowej koszt zakupu to minimum 53 tysiące złotych. W wersji najdroższej – ponad 78 tysięcy złotych.

C4 Cactus to auto niecodzienne. Wiem, że to truizm, ale… Mimo, że w nazwie ma C4, niewiele znajdziemy w nim odniesień do większego brata (kuzyna?). Jedno jest pewne, poziom „fajności” i dawka ekstrawagancji, które zapewnia właścicielowi, są warte swojej ceny.

 

Zalety:

– wygląd

– zawieszenie

Wady:

– za małe i zbyt płytkie uchwyty na kubki

– regulacja i ustawianie menu głównego

 

Dane techniczne:

Wymiary (D/S/W/Ro): 4170/1714/1480/2595

Jednostka napędowa: silnik benzynowy wspomagany turbiną

Pojemność silnika: 1199 cm3

Moc/moment obrotowy: 131 przy 5500 obrotów/230 Nm. od 1750 obr.

Rodzaj napędu: przedni

Skrzynia biegów: manualna 6 przełożeń

Osiągi/przyspieszenie: 208 km/h 8,1 od 0 do 100 km/h

Deklarowane zużycie paliwa (m/tr/śr)6,4/4,4/5,0

Zużycie w teście: 7,7/5,2/6,2

Pojemność zbiornika paliwa: 50l

Pojemność bagażnika: 350/1170

Ceny: od 52,9 do 78,7 tys. złotych

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts