Warszawska mekka „wody życia” – Whisky Live Warsaw

Rosnące zainteresowanie whisky w nadwiślańskim kraju stale rośnie. Tłumy miłośników „wody życia” dali upust swojej wiedzy i gustom podczas Whisky Live Warsaw, gdzie organizatorzy z Jarsoławem Buss na czele, zadbali nawet o najbardziej wymagających smakoszy, a festiwal był swoistą mekką dla piewców szkockich – i nie tylko jak się okazuje- trunków.


 

Sangate Hotel Airport przez dwa dni był mekką wszystkich miłośników whisky, przeżywając prawdziwe oblężenie. Frekwencja zaskoczyła organizatorów, jednak kilkudzisięciometrowe kolejki nie wystraszyły gości. Wręcz przeciwnie. Wiedzieli, że wejście na festiwal będzie laurem zwycięstwa i swoistą nagrodą za trud, jaki owe kolejki sprawiły.
Na wejściu pierwsza niespodzianka – zamiast standardowego katalogu wystawców, magazyn o whisky z krwi i kości! Whisky Magazine Poland – świetnie wydany, pełen eksperckich publikacji, felietonów, nowości produktowych oraz informacji o festiwalu. Przygotowany we współpracy z Paragraph Publishing, wydawcą oryginalnego, brytyjskiego wydania. Należy trzymać kciuki i liczyć, że organizatorzy nie poprzestaną na edycji festiwalowej i pomyślą o regularnych wydaniach. Po sforsowaniu kas oczom uczestników ukazywała się ogromna sala wystawiennicza. Organizatorzy zapowiadali większą przestrzeń i słowa dotrzymali. Mimo sporego tłumu, nie było najmniejszych problemów z przemieszczaniem się między stoiskami oraz dopchaniem się do brand ambasadorów oraz przedstawicieli destylarni.



 

Ilość rozlewanych trunków mogła przyprawić o ból głowy najbardziej zagorzałych fanów trunku. Ponad 500 gatunków whisky do degustacji, a poza tym koniaki, giny, armaniaki, calvadosy, rumy, a nawet nalewki. Bezsprzecznie panowała jednak whisky – w różnych wydaniach i z różnych miejsc. Irlandia, Szkocja, Szwecja, Indie, Japonia, Tajwan, Szwajcaria oraz Polska – to tylko część krajów reprezentowanych na festiwalu. W ofercie wystawców dostępna była szeroka rozpiętość smaków i aromatów – od spalonej gumy, apteki, skórzanych mebli, bandaży czy lizolu, po bardziej subtelne, owocowe, na przykład ze szczyptą przypraw. Większość trunków serwowana była w cenie biletu, jedynie za bardziej limitowane edycje trzeba było zapłacić voucherami o różnych wartościach. Po raz kolejny pojawiła się Stacja Dram z unikatowymi, wiekowymi, limitowanymi butelkami oraz możliwością nabycia  ich próbek w małych, przygotowanych przez organizatora  buteleczkach.



 

Festiwal, jak sama nazwa wskazuje, nie ograniczał się do samej degustacji. Organizatorzy zadbali o szereg atrakcji i wydarzeń fakultatywnych. Piętro niżej w zamkniętych salach prowadzone były sesje Masterclass, a w rolach głównych wystąpili przedstawicieli zagranicznych destylarni. Jedno z takich spotkań poprowadziła Georgie Bell, urokliwa Szkotka, global ambasador marki Bacardi. Centralnym punktem festiwalu była scena główna, a na niej spotkania ze znakomitościami świata whisky. Dominic Roskrow i Ingvar Ronde to znane nazwiska wszystkim fanom „szkockiej”. Panowie opowiedzieli o swoich nowych książkach. W trakcie rozmowy z Julią Pedros, brand ambasadorem Puni – jedynej włoskiej destylarni, uczestnicy dowiedzieli się, że ten trunek ma szansę przetrwać i zawładnąć sercami oraz podniebieniami mieszkańców kraju, który słynie z ponad miliona winiarni. O zjawisku niezależnego bottlingu opowiadała brand ambasador marki Compass Box Celine Tetu. Najciekawiej było jednak pod koniec imprezy. Najpierw rozmowa z Michałem Płuciszem o planach uruchomienia w przyszłym roku polskiej destylarni Wolf Distillery (nazywanej polskim start-upem whisky), a po niej prawdziwa gratka dla inwestorów i kolekcjonerów. Licytacja dwóch perełek – kolekcji siedemnastu butelek Wolf Distillery oraz 30-litrowej beczki Wolf Whiskey Smoky. Cena wywoławcza 5 tysięcy złotych nie odstraszyła potencjalnych nabywców. Ostatecznie obie pozycje zostały wylicytowane za kwotę ponad 10 tysięcy każda.



 

Dla spragnionych odpoczynku przygotowano Strefę Relaksu z leżakami oraz kanapami. Im bliżej końca festiwalu, tym robiło się tłoczniej w strefie. Tuż obok zlokalizowano Zatokę Smaku, a w niej między innymi pokazy parowania whisky z czekoladą oraz naturalne lody. Po drugiej stronie, na tarasie, grill oraz cykliczne pokazy live cookingu. Dobrze, że drugiego dnia wiatr zelżał. Palące się w mroku światła oraz unoszący się z kilku stoisk zapach cygar tworzyły niezwykle klimatyczną atmosferę. Koncept gastronomiczny przypadł do gustu wielu uczestnikom festiwalu. Jak powszechnie wiadomo, degustacja alkoholu pobudza apetyt, a nad tym – na terenie festiwalu – łatwo można było zapanować. Dla spragnionych dalszych doznań kulinarnych przygotowano na parterze restaurację festiwalową, a w niej menu serwowane na bazie whisky. W karcie znalazły się również wegetariańskie dania.



 

Tuż obok Strefy Relaksu znalazło się stoisko konkursowe, czyli możliwość wybrania najlepszej whisky festiwalowej w ocenie publiczność. Każdy z wystawców zgłaszał jedną whisky do konkursu, na którą można było oddać swój głos. Większości najbardziej smakował 16-letni, typowo szkocki (torfowy) Lagavulin. Z kolei profesjonalne jury przyznało nagrodę 20-letniej whisky Laphroaig, która w uzasadnieniu werdyktu  – „okazała się torfem świetnie uzupełnionym innymi aromatami – owoców, przypraw i miodu. Jest to whisky doskonale zbalansowana, z długim finiszem. Uroczyste rozstrzygnięcie konkursu zamykało festiwal, a zwycięzcy otrzymali piękne, ręcznej robione statuetki, przypominające szklane, powlekane karafki wypełnione whisky. Ich autorką okazała się architekta Dominika Rostocka. Przy wyjściu na gości festiwalu czekał sklep z pełną gamą dostępnych trunków. Asortyment powalał, a promocyjna cena (pomniejszona o 23%) zachęcała do uszczuplenia zawartości swojego portfela.



 

Czy organizatorzy dali powód do narzekań? Dwie kasy to stanowczo za mało. Szczególnie pierwszego dnia, gdy większość uczestników postanowiła rozpocząć festiwal punktualnie o 17.00. W przyszłości warto pomyśleć nad usprawnieniem procesu weryfikacji i sprzedaży biletów. Większa frekwencja w przyszłym roku może całkowicie sparaliżować działanie kas.

Tegoroczną edycją organizatorzy Whisky Live Warsaw wysoko zawiesili poprzeczkę – sobie oraz innym festiwalom whisky.  Mimo wszystko należy mieć nadzieję, że za rok znowu zaskoczą gości festiwalu i sprawią, że pobyt na tym wydarzeniu okaże się wyjątkowym doznaniem smakowym i towarzyskim.

 

fot: Mariusz  „Koneser Niezłomny”  Jaworski