Volvo V40 D4 2,0D AT8: Kompakt de Lux!

Volvo V40 to ostatni pojazd w gamie szwedzkiej firmy z tzw. starego portfela. Obecną generację auta zaprezentowano jeszcze w 2012 roku. Przy okazji wymiany modelu, Volvo zadecydowało, że „czterdziestka”, która dotąd powstawała jako sedan i kombi, będzie odtąd tylko hatchbackiem. Zarówno takim konwencjonalnym jak i stylizowanym na terenowy, czyli Cross Country.


autor: Artur Balwisz


W ubiegłym roku, V40 przeszedł lifting. Odświeżony pojazd poznaliśmy na targach w Genewie. Najlepiej sprzedający się samochód szwedzkiego producenta upodobniono do sztandarowego wówczas modelu – XC90. Widać to wyraźnie w inaczej wystylizowanym grillu i lampach LED, które, tak jak we wspomnianym XC90, przypominają kształtem młot mitycznego boga, Thora. Poza tym, eksterier nie uległ zmianie. I bardzo dobrze. Bowiem mimo upływu lat sylwetka V40 nie zestarzała się, co nieźle świadczy o autostylistach z Goeteborga…

We wnętrzu też zmian kilka, choć i tu bez zaskoczenia. Poprawiono głownie jakość materiałów, wprowadzono nowy wzór obszycia kierownicy i nowe kolory paneli użytych do budowy deski rozdzielczej. Poza tym, staranne spasowanie i wzorowa ergonomia pozostały po staremu. Kokpit, poza sama deską bez designerskiej dezynwoltury. Minimalistyczny do granicy ascezy, a przez to ładny i czytelny. To, co przed oczyma kierowcy, czyli elektroniczne wskaźniki, wyglądają bardzo efektownie, a każdy ich detal został szczegółowo zaplanowany. Warto dodać, że wyświetlacz ma trzy motywy pracy: Eco, Elegance i Performance. Żadne ustawień nie ma jednak wpływu na reakcję silnika na gaz czy ogólną zmianę charakterystyki auta. Zmieniają tylko grafikę samego wyświetlacza! Kierownica zasługuje na osobną pochwalę. Nie jest zbyt duża za to jej wieniec idealnie leży w dłoniach. Fotele, to kompromis pomiędzy komfortowym połykaniem kilometrów a dobrym trzymaniem w sportowym stylu. I… wyszło. Naprawdę, nieźle podpierają ciało, mają odpowiednią wielkość a dzięki sporemu zakresowi regulacji, pozwalają na dobranie właściwej pozycji. Na tylnej kanapie przestrzeni nie zabraknie… dwóm pasażerom. Środkowe miejsce, tak jak w większości aut segmentu C, trzeba potraktować tylko jako rezerwowe. Bagażnik nie należy do zbyt obszernych. Standardowo, to 324 litry. Po złożeniu kanapy, 1032. To jeden z najmniej „bagażowo” pojemnych kompaktów w swojej klasie.

Pod maską testowego V40 dziarsko pracował czterocylindrowy, doładowany motor diesla o pojemności 2 litrów. Pełnię mocy – 190 KM jednostka osiąga przy 4250 obrotach a maksymalny moment – 400 Nm. od 1750 do 2500 obrotów. To decyduje, że auto jest bardzo dynamiczne. Pierwszą setkę „połyka” po 7,2 sekundach a rozpędza się do 230 km/h. Spalanie, w dolnej strefie stanów niskich! Auto średnio w teście konsumowało 5,1 litra ON. W terenie zabudowanym – 5,5 a w trasie, 4,2!

Jak jeździ V40 D4? Odpowiedź pewnie nikogo nie zaskoczy! Prowadzenie najmniejszego z gamy szwedzkiego koncernu pojazdu, to udany kompromis pomiędzy spokojnym połykanie kolejnych kilometrów a lekko sportowymi odczuciami. Silnik jest bardzo dynamiczny, chętnie wkręca się w obroty. I choć auto nie jest tak zwinne jak Ford Focus, na którego płycie powstało, i tak jest nieźle. Bujanie i kołysanie nadwozia na szybciej pokonywanych zakrętach nie jest specjalnie wyczuwalne. Nie odbija się na pewności prowadzenia. Auto bez narowów wpisuje się w zakręty i bezproblemowo z nich wyjeżdża. Układ kierowniczy jest w miarę bezpośredni. Kierowca ma więc pełnię „władzy” na pojazdem.

Tu, standardowo powinienem napisać o wyposażeniu. Tylko… nie ma w sumie o czym pisać. Szwedzi, od lat przyzwyczaili nas do chorobliwej wprost dbałości o bezpieczeństwo. I… nic się nie zmieniło. Dlatego w „układzie nerwowym” V40 zamontowano absolutnie wszystko, co w dziedzinie bezpieczeństwa czynnego i biernego dotąd wymyślono. Ba, większość tego „wszystkiego” dostępna jest już w standardzie.

Volvo jest pozycjonowane jako marka segmentu premium. Dlatego ceny też należą do segmentu premium. Podstawowy model V40 to wydatek ponad 94 tys. zł. V40 D4 kosztuje… ponad 124 tys. złotych. I to nie jest niestety okazja. Niemiecka konkurencja, poza Audi, jest tańsza!

Szwedzka marka daje oczywiście szerokie możliwości finansowania zakupu.  Volvo oferuje umowę kredytową na okres od 6 do nawet 120 miesięcy. Istnieje możliwość spłaty aut używanych, tyle że długość umowy i wiek pojazdu nie mogą łącznie przekroczyć 13 lat. Szwedzka marka proponuje również leasing z opłatą wstępną od 0% i czasem trwania umowy od 6 do 24 lub nawet 72 miesięcy. Ponadto, wachlarz finansowy obejmuje Car Fleet Management, który jest formą najmu długoterminowego.

W ramach pointy, kilka spostrzeżeń. Małe Volvo prezentuje się doskonale. Wprawdzie nie jest najtańszym w segmencie, ale zarówno właściwości trakcyjne jak i ekonomia przemawiają na korzyść produktu made in Sweden. Komfort, stonowana stylistyka i ilość przestrzeni w kokpicie, to spory plus auta. Minusy? Mocno rozczarował mnie mały bagażnik. No i ta cena…