Toyota C-HR 1,8 Hybrid E-CVT 122 KM: Mieszczuch niekonwencjonalny

Wszystko zaczęło się od Priusa. W 1997 roku Toyota zaprezentowała pierwszą, produkcyjną hybrydę. Japończycy, przewidując ekotrendy w motoryzacji konsekwentnie podążają drogą „hybrydyzacji”. Czy to ma sens? Czy w tym właśnie kierunku dryfuje przemysł motoryzacyjny? Nie wiem! I wolałbym, żeby nie. Ale, podziwiam Japończyków z upór i konsekwencję. Szczególnie, że ten dał wreszcie strawne owoce…


autor: Artur Balwisz


A zaczęło się od tego, że szefostwo Toyoty dało swoim stylistom wolne. Wszystkim. I pewnie zobaczył to ktoś z Lexusa i do pracy nad nowym projektem wysłał swoich fachowców. Dzięki temu modelowi Toyota zrywa z wizerunkiem producenta sztampowych i nudnych Aurisów, Coroll czy Avensisów. Producenta, który z uporem trzyma się utartych szlaków. C-HR jest nowy i zaskakujący.  Dziwadło? Może trochę. Dla kogoś, kto Toyotę ceni za Hilux, Land Cruisera V8 czy świętej pamięci Suprę i Celicę, C-HR to pojazd futurystyczny ale w stylu starej, dobrej i innowacyjnej Toyoty. I jako fan tejże właśnie, prawdziwej Toyoty muszę przyznać, że C-HR to najciekawszych crossover w segmencie. I… po prostu mi się podoba!


 


Sylwetce Toyoty C-HR bliżej do Lexusa. NX, RX czy zapowiadany UX, wyglądają jak starsi bracia. Nic crossovera Toyoty nie łączy z konwencjonalnymi aż do bólu Yarisem, Aurisem czy Corollą. I… bardzo dobrze. Na futurystyczna sylwetkę pojazdu przyjemnie się patrzy. Ostry, wystylizowany nietuzinkowo przód kojarzy się wprawdzie z Toyotą, ale dzięki stylistycznej dezynwolturze daje autu sportową drapieżność.

Linia boczna, też niestandardowa. Do tego stylistyczne smaczki jak umiejscowienie klamki tylnych drzwi. Ale, w tej niestandardowości, choć zamysł przedni, tkwi mały zgrzyt. Klamka jest tak wysoko, że dziecko na pewno do niej nie dosięgnie. Poza tym, designer tak ją ukształtował, że stwarza dodatkowy opór opływającemu karoserię powietrzu. I to niestety czasem słychać. Linia boczna, ostro schodząca ku tyłowi sprawia, że zanim wsiądziemy na kanapę, musimy się autu dość nisko pokłonić. Zresztą, kanapa nie jest miejscem odpowiednim dla pasażerów o wzroście powyżej 180 cm.



Tył, równie ekstraordynaryjny, jak przód. Ośmielę się nawet twierdzić, że zadek C-HR jest jeszcze bardziej odjechany od przedniej części samochodu. Lotka na dachu. Pod nią, finezyjnie zarysowane tylne lampy o kształcie bumerangu. Ciekawie wyprofilowana klapa bagażnika. Niżej, kolejne światła. Tym razem przeciwmgłowe, które bardzo głęboko wkomponowano w obrys auta. Jeszcze niżej, plastikowy element przypominający na pierwszy rzut oka dyfuzora a w nim osadzona lampa stop. Stylistyczne szaleństwo, ale żaden tam spontaniczny design. Wszystko skomponowane tak, że aż dziwne, że pasuje…

Wnętrze, dorównuje eksterierowi. Jest nietuzinkowo. Nieco „future” ale też minimalistycznie tak jakby designerowi udało się pogodzić Bahrensa z Kaplickym. Innym słowy, wykonał sporo dobrej roboty. Bo ciekawie i nietuzinkowo powinno znaczyć też czytelnie i ergonomicznie. I znaczy. Topografia kokpitu – choć niecodzienna, przyjemna dla oka. I co ważne, logiczna. Jakość wykonania i spasowanie elementów to najwyższa półka w klasie.


 


Centralnym elementem kokpitu obok bardzo ładnie wystylizowanego panelu z zegarami; jest sporych gabarytów wyświetlacz. Na szczęście Toyota nie poszła do końca w nowoczesność i nie wszystkim steruje się z poziomu tabletu. Klimatyzacja czy podgrzewanie foteli reguluje się standardowo na oddzielnym panelu.

A propos fotele, te niestety mają nieco za krótkie siedziska, które na dodatek bardzo płasko wyprofilowano. Ten detal może przeszkadzać. Za to przestrzeni dla kierowcy i pasażera jest aż nadto. Paradoksalnie, bardzo wygodna jest tylna kanapa. Tyle, że jest na niej zdecydowanie ciaśniej. Na szczęście nie aż tak jak na przykład w równie niekonwencjonalnym Nissanie Juke, ale…


 


Jako audiofil chylę czoła przed producentem za system audio. A nagłośnienie to dzieło JBL. Zaprojektowane specjalnie do tego modelu jest naprawdę doskonałe. W skład strefy audio wchodzą: 8-kanałowy wzmacniacz i 9 głośników. Dlaczego tak dobrze to gra? Proste, zespół inżynierów dźwięku rozpoczął współpracę z designerami we wczesnym etapie powstawania projektu. Efekt jest powalający!

C-HR popycha dziarsko do przodu jeden z dwóch motorów.  1,2 turbo o mocy 116 KM lub 1,8 MPI o mocy 122 KM wsparty układem hybrydowym najnowszej generacji, rodem z nowego Priusa. Motor benzynowy generuje 122 KM przy 5200 obrotach i 142 Nm., gdy obrotomierz wskazuje 4000 obrotów. Samochód przyspiesza do 100 km/h w około 11 sekund i rozpędza się do 195 km/h. Wsparty motorem elektrycznym układ zapewnia niższe zużycie paliwa, pracuje płynniej i ciszej, a także jest wydajniejszy i bardziej dynamiczny. Co ważne, C-HR bardzo chętnie przechodzi w tryb EV, a to docenimy zwłaszcza w korku. By the way, zużycie paliwa. W czasie normalnej jazdy auto paliło nam około 4,4 litra na każde 100 kilometrów. Na autostradzie – około 9,5 litra. Wyniki – jak najbardziej akceptowalne.


 


Auto – typowy crossover prowadzi się w zasadzie jak auta kompaktowe. Nowa płyta podłogowa, obniżone mocowanie silnika i zawieszenia powodują, że środek ciężkości jest niżej niż we wszystkich dostępnych crossoverach. Mimo to siedzi się nadal wyżej niż w kompakcie, co z kolei sprawia, że jest tu wygodnie, przestronnie, a pole widzenia jest bardzo dobre. W pokonywaniu nierówności pomaga układ wielowahaczowy, dostępny w każdej wersji wyposażenia.

Cennik Toyoty C-HR rusza od około 92 tysięcy złotych za auto napędzane motorem benzynowym. Wersja hybrydowa kosztuje od około 112 tysięcy złotych. Mówimy tu oczywiście o cenach regularnych, bez opcji wyposażenia i ewentualnych rabatów. Finansowanie zakupu via bank Toyoty. Przy pomocy kredytu – jako SMARTPLAN, Standard i Standard 50/50. Inna forma to leasing Standard albo leasing SMARTPLAN.


 


Późno, bo późno, ale w Toyocie zdali sobie sprawę z tego, że jazda autem nie musi być przeżyciem równie wesołym, co wizyta w Ponurym Zakątku Kłapouchego. I zaprojektowali C-HR. Auto nie tylko doskonale wygląda.  Ma też ciekawe wnętrze i choć to hybryda (nie wierzę, że to napisałem), dobrze jeździ! Morał? Że nie tylko Hilux, LC V8 czy Celica będą dla mnie synonimem tej lepszej Toyoty.