AutoMotoTesty

Seat Ibiza FR 1.0 TSI 115 KM: Wpół do kompaktu…

Piątą generację Seata Ibizy poznaliśmy w 2017 roku. Auto, choć nietrudno znaleźć wiele odniesień do poprzedniczki, jest naprawdę NOWE. Żeby nie ginąc w piętrowych metaforach; wydoroślało. Jasne, że najbardziej wolumenowy model Seata odwołuje się do wyglądu poprzedniczki. Z tym, że prezentuje się dużo lepiej. Nowa Ibiza nabrała charakteru. Nie wygląda już jak małe miejskie jeździło. Pojazd, to takie… wpół do kompaktu. 


autor: Artur Balwisz


A wszystko zaczęło się niemal 35 lat temu. Na bazie Fiat Ritmo/Seata Ronda, Giorgetto Giugiaro zaprojektował samochód, który miało konkurować choćby z VW Polo. I… konkurował. Nawet z sukcesami! Szczególnie, że jednostki napędowe pomagało Hiszpanom zbudować Porsche. Niestety, nawet sukces rynkowy Seata Ibizy, nie uratował włosko-hiszpańskiego aliansu. I firma z Martorell trafiła w końcu pod skrzydła Volkswagena. Nie, nie stała się pieszczochem Wolfsburga. Przez kilka lat Hiszpanie, jakby wstydząc się romansu, przyznawali się do nie do Volkswagena tylko „Audi brand group”. A i VW „odwdzięczał” się Seatowi jak mógł. Kolejne konstrukcje były coraz mniej porywające. I choć marka chciała mieć niemiecką jakość i hiszpańskie serce, wyszło chyba odwrotnie. Seata omal nie „ugrobiły” pomysły Waltera daSilvy. Na szczęście, ten okres już za hiszpańskim producentem. W salonach pojawiły się Ateca, Arona i oczywiście V generacja Ibizy…


 


Co się więc „na Ibizie” zmieniło? Oczywiście, zmiany są, ale jak już wspomniałam wyżej, sporo odniesień do poprzednika zostało. Uwagę zwracają charakterystyczne lusterka. Identyczne jak w Leonie. Sportowego charakteru dodały autu mocne przetłoczenia karoserii. Wyraźnie zmienił się też przód. Nowy grill i linia lamp. Przestylizowany spoiler-zderzak. Jest lepiej. Z tyłu zresztą, też.  Nowa lampy, inny zderzak a w odmianie FR, także coś co wygląda jak końcówki wydechów. Wygląda, bo są to… atrapy. Dziwne, ale 100 punktów do fejmu jest. Za to akustycznie… dramat! Nie, nie chodzi o kiepsko wyciszona kabinę. Oznaczenie FR dotyczy aut o bardziej sportowym charakterze. W przypadku Ibizy 1,0 FR w zasadzie w ogóle tego „FR” nie słychać. Wydech, optycznie bardzo sportowy, w realu brzmi jak w zwykłym aucie miejskim. Szkoda…

Auto oczywiście urosło. Szczególnie wewnątrz. W kabinie jest zdecydowanie więcej miejsca. Oczywiście, przednie fotele były i są wygodne bez względu na generację. Dodaną przestrzeń docenimy na tylnej kanapie. Jest obszerniej i szerzej. Szczególnie na wysokości kolan pasażerów. Docenić też trzeba, że wersja FR jest w środku dość pieczołowicie wykończona. Jest trochę skóry, Alcantara na fotelach, czerwone stebnówki na szwach.


 


W ramach zmian, Hiszpanie przearanżowali nieco organizację kabiny. Efekt jest niezły. Warto docenić choćby bezprzewodową ładowarkę do telefonów pod wyświetlaczem klimatyzacji czy dwa wejścia USB. Uchwyty dla kubków zmieniły miejsce i sprzed lewarka skrzyni biegów powędrowały za lewarek. Niby mała rzecz, a zrobiło się dużo wygodniej.

Nowe bywa wrogiem dobrego. Pomni tej zasady inżynierowie z Martorell nie „gmerali” przy desce i interfejsie komputera pokładowego. System nadal obsługuje się przyciskami i świetnym, zaadaptowanymi z Audi; pokrętłem na kierownicy. Nareszcie w Ibizie pojawiła się też dwustrefowa klimatyzacja. I na szczęście obsługuje się ją na klasycznym panelu, klasycznymi przyciskami, bez potrzeby angażowania wielopiętrowego systemu multimedialnego. Szkoda tylko, że system z centralnym wyświetlaczem pozbawiono przycisków po bokach, jakie spotykamy choćby w Skodzie. Ale nie wszystko uproszczono. W nowym interfejsie systemu wywołanie radia poprzedza przeszukanie menu. Dopiero z poziomu menu możemy wybrać ustawienia. Trochę to bezsensowne. Bo niczego nie usprawniło a kierowca niepotrzebnie odrywa wzrok od przedniej szyby na zbyt długo…


 


Spore zaskoczenie w gamie silnikowej. Otóż, nie ma Ibizy z jednostką TDI. Pod maska za to cztery jednostki benzynowe. Dwie z kich to 1,0 MPI o mocach 75 i 95 KM. Jest też 1,5 TSI o mocy 150 KM i auto z litrowym, trzycylindrowym motorem TSI o mocy 110 KM. Tym razem, takie właśnie importer przekazał do redakcyjnego testu.

Najpierw trochę teorii. Nominalne 110 KM motor uzyskuje przy 5 tys. obr. Maksymalne 200 Nm. jest dostępne w zakresie od 2 do 3,5 tys. obr. Efekt? Zadziwiająco dobry! Na sprint do pierwszej (i ostatnie) setki Ibiza FR potrzebuje 9,3 sekundy. I daje się rozpędzić do około 197 km/h. Wiem, dla Seata z oznaczeniem FR, szału brak, ale sprawnie operując manualną, 6-przełożeniową skrzynią naprawdę damy rade poruszać się dynamicznie. Szczególnie, że praca skrzyni bardzo wspiera nienadzwyczajnie dużej mocy jednostkę napędową. Tak zupełnie a propos, malutki, trzycylindrowy silnik pracuje zadziewająco cicho i bez nadmiernych wibracji. Czyli się da!


 


Ibiza prowadzi się przewidywalnie i stabilnie. Układ kierowniczy jest precyzyjny. Podobnie jak wspomniana wyżej skrzynia biegów. Zawieszenie, adekwatne do mocy i charakteru auta. Nienadmiernie sprężyste. Pozwala na bezstresową jazdę nawet w ciasnych zakrętach. Nawet na śliskim auto nie traci kontaktu z podłożem. Jeżeli dodamy do tego mikrosilnik, który absolutnie nie sprawia wrażenia słabeusza… Fakt, podczas dynamicznego wyprzedzania innych samochodów na trasie, niezbędne jest redukowanie biegów. Nam zdarzało się nawet redukować do… „dwójki”. Ale ani silnik, ani skrzynia biegów nie miały z tym najmniejszego problemu.

Producent chwali się, że Ibiza FR z litrową jednostką zadowalał się niespełna 6 litrami benzyny w mieście, 4,7 w trasie i 4,1 średnio. No cóż, nam się nie udało nawet zbliżyć do tych rezultatów. Jazda w trasie, w tym autostradowa; to minimum 6,4 litra. Miasto – 8. Średnio (po przeliczaniu z ponad 1000 km) w teście Ibiza FR skonsumowała 6,6 litra. A po konsultacji z kolegami – dziennikarzami stwierdzam, że byliśmy… oszczędni!?


 


Cena nowej Ibizy zaczyna się od około 45 tysięcy złotych. Kończą na 69. Oczywiście chodzi tu o ceny regularne. Zakup można sfinansować poprzez bank Volkswagena. Opcji finansowych jest kilka. Zainteresowani mogą zdecydować się na jeden z dwóch wariantów kredytowych: Moc Trzech Zer (wkład własny od 0 do 50%, umowa na okres od 12 do 60 miesięcy, 0% prowizji bakowej, 0% odsetek) lub Moc Niskich Rat (wkład własny od 0 do 30%, umowa na okres 36 lub 48 miesięcy, na koniec zwrot/wykup pojazdu, 0% odsetek). W ofercie znajdziemy też dwie opcje leasingu: Moc Niskich Kosztów (opłata wstępna od 10% wartości auta, umowa na okres od 24 do 60 miesięcy, wartość wykupu od 1 do 25%, suma opłat od 101, 99%) i Moc Niskich Rat (wkład własny od 0 do 30%, umowa na okres 36 lub 48 miesięcy, na koniec zwrot lub wykup pojazdu).


 


Seat wyraźnie wychodzi na prostą. Kolejne auta z Martorell są coraz bardziej normalne. I coraz lepsze. Czy zatem Ibiza ma szansę na rynkowy sukces? No cóż, łatwo nie będzie. Tylko w walce wewnątrz grupy musi stawać w szranki z kultowym Polo i hitową Fabią. I, co najdziwniejsze, jest od Polo i od Fabii droższa. Czy zatem warto? No cóż, na to pytanie nie mam odpowiedzi. Wszak cena nie zawsze czyni cuda a ładne jest nie to, co ładne tylko to, co się podoba…

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts

Comment here