AutoMotoTesty

Renault Clio RS Trophy 1,6 Turbo 220 EDC6: Liczą się emocje…

To już 4 generacja Renault Clio. Auto powstaje od 1990 roku i jest dla koncernu oczkiem w głowie. „Robi” Renault niezłą sprzedaż. I nie miał tylu „usterkowych” wpadek, jak Megane czy Laguna.


 

Clio każdej generacji miało „dobry”, w sensie motosportu; wygląd. Ale dopiero II generację producent wykorzystał budując tyleż kultowe, co kompletnie odjechanie Clio z 3-litrowym motorem V6. Samochód był obiektem westchnień chłopców  bez względu na wiek. Wraz z III generacją pojazdu, pojawił się model Sport; z 1,6 litrowym motorem wolnossącym o mocy 197 KM. Dla wielu, był to ostatni prawdziwy hot hatch na rynku. Po nim, nastała era ciemności, znaczy… turbo. IV generację sportowego Clio RS napędza, tak jak poprzednika, jednostka 1,6. Tyle, że tym razem wspomagana turbiną. Efekt? 220 KM i niezłe właściwości jezdne.

 

W przypadku takich aut liczą się emocje. A emocje, to ostra jazda i oczywiście wygląd. I tu Renault nie rozczarował. Clio RS, już na pierwszy rzut oka nie wygląda jak każde inne Clio. Niewielki hatchback aż kipi sportowością. Przestylizowany przód z czarnym grillem, kilka detali w chromach i uroczy układ świateł przeciwmgłowych. Designerzy postanowili zaaranżować je tak, aby wyglądały jak kraciasta flaga kończąca wyścigi na torze. Tył, to przestylizowany zderzak z imponujących rozmiarów dyfuzorem i wyloty wydechów. W testowym, były to niestandardowe od Akrapowica. Są za duże, za krzykliwe, czyli, prezentują się znakomicie! A jak brzmią…

 

Z profilu, różnic stosunkowo najmniej. Wersja testowa auta „stała” na czarnych, 18 calowych felgach a głębokie przetłoczenie podkreślała ozdobna listwa z logo Trophy. Warto dodać, że Clio RS, w odróżnieniu do swoich sportowych poprzedników jest autem nie 3 a 5-drzwiowym. Motoryzacyjni puryści przeklęli za to koncern Renaulta. Ci, którzy wykorzystują auto na co dzień, wprost przeciwnie. Bo choć epatuje sportem, jest w pełni użytkowe.

 

Wnętrze też nie rozczaruje. Sportowy anturażu widać szczególnie w przedniej części kokpitu. Zamiast tradycyjnych siedzeń, dwa kubełki, obszyte skórą. Dodatkowo, zdobi je kontrastowa stebnówka. Taką samą stebnówką wykończono kierownicę i mieszek na dźwigni hamulca. Na desce, kilka czerwonych detali, jak choćby czerwone plastiki wokół nawiewów powietrza do kabiny. Za kołem kierownicy, oczywiście sporych gabarytów aluminiowe łopatki do manualnej zmiany biegów a przy lewarku automatycznej skrzyni, magiczny przycisk RS. O nim, nieco później.

 

Z tyłu, sportowych odniesień jakby mniej. Ale, skórzana kanapa sprawie wrażenie głębszej niż w „normalnych” Clio.  Bagażnik, w pełni użytkowy. 300 litrów w standardzie i 1146 po złożeniu kanapy to dokładnie tyle, ile w każdym Inny Renault Clio.

 

Pod maską samochodu żwawo pracuje wspomniany już 1,6 litrowy motor benzynowy wsparty turbiną. Osiąga 220 KM (przed liftingiem, które auto przeszło w 2016 roku – 200 KM) przy 6050 obrotach i 200 Nm. Moment dostępny jest od 2000 obrotów na minutę, i naprawdę ani przez chwilę go nie brakuje. Efekt to 235 km/h i przyspieszenie od 0-100 w 6,6 sekundy! Oczywiście, ważną role ogrywa tu nie tylko motor, ale także niewielka masa auta.

 

Słów kilka o wspomnianym już magicznym przycisku RS. Jego działanie jest jakby dwustopniowe. Jeżeli uaktywnimy go poprzez jednorazowe kliknięcie, na tablicy zapala się zielona kontrolka „Renault Sport”. Silnik włącza wyższe obroty, a podczas gazowania i zmiany biegów słychać strzelanie z układu wydechowego. Auto wyraźnie nabiera wigoru ale dopiero włączenie trybu „Race” jest kwintesencją RS Trophy. Jednakowoż, w obawie przed przypadkowym włączeniem, tryb „wyścigowy” ma kilka swoistych zabezpieczeń. I bardzo dobrze, bo po jego aktywowaniu auto odłącza wszelkie elektroniczne cudeńka a skrzynia przechodzi w tryb manualny. Zmiana przełożeń jest możliwa tylko za pomocą łopatek. Do  w pełni świadomego uruchomienia Race, przycisk RS należy przytrzymać przez około 5 sekund. Tryb działa, jeżeli pomiędzy zegarami zobaczymy napis „Renault Sport” a obok nich napis „Race”. Auto wyświetli także komunikat o wyłączeniu kontroli trakcji i systemów bezpieczeństwa. A wtedy, poza umiejętnościami; bardzo przydaje się standardowa w wersji RS aplikacja RS Drive. Po włączeniu, na wyświetlaczu pokażą nam się wszelkie potrzebne (lub nie) dane. Jest wiec wykres przeciążeń, preselekcja biegu, temperatura sprzęgła, ciśnienie oleju!

 

My tu o sporcie, ale Clio RS to też auto do codziennego połykania kilometrów w drodze do i z pracy, z dzieciakami do przedszkola i szkoły, na zakupy. Oczywiście, RS Trophy powstało w oparciu o doświadczenia z serii wyścigowej Clio Cup.  W porównaniu do „zwykłej” eReSki, ta wersja ma obniżone zawieszenie o 2 cm z przodu 1 cm z tyłu. Całości dopełniają amortyzatory dopasowane do ustawień podwozia. Wspomniane czarne felgi mają średnice 18 cali. Całość prezentuje się niczym pojazd z toru wyścigowego przeniesiony wprost na drogę. Mimo to, w codziennej eksploatacji eReSka daje radę. Powiem więcej, w typowym kołataniu „w te i we wte” pojazd jest potulny niczym przysłowiowy baranek. Absolutnie żadnych narowów, choć to rumak pełnej krwi. Owszem, niższe zawieszenie jest zauważalnie twardsze, ale nie na tyle, żeby zamiast przyjemności, była trauma. Za to układ kierowniczy – perfekcja. I jednego możemy być pewni. Mocy, nawet przy wyprzedzaniu długiej niczym broda św. Mikołaja kolumny TIR-ów nam nie zabraknie. Pod tym względem, auto jest wprost perfekcyjne. Brakuje tylko mechanicznej szpery przy przedniej osi. Renault zastępuje ją elektroniką o dość skomplikowanym systemie działania. Najważniejsze jest jednak to, że…. system działa.

 

Clio na sterydach jest jednym z najmocniejszych graczy w segmencie. A pewnie byłoby numerem jeden, gdyby nie automatyczna skrzynia EDC. Jej praca potrafi zirytować. Biegi, szczególnie bez uaktywnionego trybu Sport albo Race wchodzą z opóźnieniem. Czasem, zupełnie bez sensu automat „spuszcza” przełożenie. Niewiele daje przejście na tryb manualny. Normalnie, a nawet doskonale EDC działa w trybie wyścigowym. Ale, w mieście trudno w ten sposób auto wykorzystywać na co dzień…

 

Cena? No cóż, tu odpowiedź nie jest jednoznaczna. Clio w standardzie kosztuje, około 43 tysięcy złotych. I to jest dobra wiadomość. Za to w wersji RS Trophy, ponad 2 razy tyle. Konkretnie – 98,9 tys. złotych. I to jest bardzo zła wiadomość!

 

Oczywiście, firma zapewnia też finansowanie zakupu. W ramach Renault Business Plan i Renault Business Finance możliwe są kredyt, leasing i najem długoterminowy.

 

Renault Clio RS nie ma zbyt wielu konkurentów. Powiem więcej, właściwie tylko dwóch: Polo GTI i Forda Fiestę 200. Niestety, o Polo niewiele mogę powiedzieć, albowiem test VW dopiero przede mną. Co do Fiesty – moja opinia jest jednoznaczna. PERFEKCJA! Clio RS zbliża się do ideału. Choć efekt psuje nieco skrzynia EDC. Dlatego, tym razem jedna konstatacja. Optycznie, najlepiej wśród małych, „ostrych” hatchbacków prezentuje się mały Francuz. A co do skrzyni biegów. No cóż, pewnie nad nowym firma już pracuje…

autor: Artur Balwisz

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts