Potężni – ale poganie. O Słowianach w literaturze skandynawskiej

Dawni Skandynawowie doceniali urodę Słowianek, a Słowian mieli za potężnych, groźnych i walecznych wojowników, ale zarazem bezwzględnych pogan. O niejednoznacznym obrazie Słowian w skandynawskiej literaturze ze wczesnego średniowiecza mówi prof. Jakub Morawiec.


 

Słowianie pojawiają się już w najstarszych skandynawskich tekstach, choć na dość małą skalę. Wiadomo, że uczestniczyli oni w walkach między władcami północy – stawali po jednej ze stron.
„Z zapisów wynika, że łodzie ze słowiańskimi wojownikami brały udział w kilku bitwach pod koniec X. w., rozegranych między Norwegami i Duńczykami. Wygląda na to, że był to +słowiański kontyngent+” – opowiada PAP prof. Jakub Morawiec z Zakładu Historii Średniowiecznej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

 

Zdaniem naukowca wiele wskazuje na to, że ówcześni ludzie północy wysoce cenili waleczność Słowian na polu walki. W sagach lokalni królowie określani są często jako „zabijacze Słowian”, mimo że w tekstach tych nie ma bezpośredniego odniesienia do walk z tym ludem. „Zatem jest to epitet stosowany względem osób, które potrafią skutecznie i umiejętnie walczyć” – uważa prof. Morawiec.

 

Na próżno szukać w tekstach skandynawskich odnoszących się do okresu, w którym powstało państwo polskie, opisu ziemi słowiańskich.
„Tak naprawdę skandynawskich autorów słowiańszczyzna nie interesowała. Utożsamiali ją tylko z jednym miejscem – Jomsborgiem, czyli dzisiejszym Wolinem” – opowiada historyk. Wśród naukowców trwają dyskusje na temat znaczenia Wolina w okresie wczesnego średniowiecza. Zdaniem części była to osada handlowa, stanowiąca tygiel kulturowy, gdzie dominującą grupę stanowili jednak Słowianie.

 

Natomiast jeśli chodzi o interior słowiańszczyzny – w tekstach skandynawskich z epoki brak jest informacji na temat jego władców czy miast. Dopiero w sagach dotyczących XIII w. padają w nich nazwy słowiańskie związane z wybrzeżem, np. Kamień Pomorski.
Czarny charakter Słowian opisywany był w sagach zwłaszcza w kontekście ich pogaństwa, mimo że Skandynawowie przyjęli chrześcijaństwo mniej więcej w tym samym czasie, gdy np. Piastowie, ale np. Obodryci (Słowianie połabscy) dopiero w XII w. Jednak Prof. Morawiec przypomina postać pierwszego świętego Skandynawii – św. Olafa. W jego hagiografii Słowianie zajmują ważną pozycje. Opisano na przykład postać Duńczyka, który dostał się do słowiańskiej niewoli. Ten zaczął się żarliwie modlić właśnie do św. Olafa. Wkrótce z jego pomocą udało mi się uwolnić się z niewoli.

 

To nie jedyny raz, kiedy św. Olaf pomógł Skandynawom w starciu ze Słowianami. Gdy w 1043 r. Obodryci walczyli na Jutlandii z Norwegami, sytuacja się powtórzyła. Król Magnus bardzo obawiał się starcia, jednak duch św. Olafa w ciągu nocy zmotywował go do walki. „Co więcej o poranku, w pierwszej linii wojów, można było dojrzeć św. Olafa” – dodaje naukowiec. W ten sposób Obodryci zostali pokonani.
„Słowianie mieli jednak również dobrą prasę. Pod niebiosa wychwalano piękno, inteligencję i silny charakter córki słowiańskiego władcy Burysława – Astrydy” – podkreśla historyk. Do dzisiaj nie jest jasne, z jakim historycznym władcą należy łączyć Burysława. Prof. Morawiec sądzi, że jest to literacka kreacja inspirowana Mieszkiem I, Bolesławem Chrobrym, a zwłaszcza – Bolesławem Krzywoustym.

 

„Wiemy tylko tyle – Burysław był potężnym królem o randze Attyli czy Teodoryka, z którym warto zawierać sojusze” – opowiada naukowiec. Dlatego siostra króla Svena, Tyra, została za niego wydana za mąż (co wynika z tekstów skandynawskich). Co ciekawe, związek ten ponoć był krótkotrwały i nieszczęśliwy. Kobieta skarżyła się, że Burysław jest starcem, a na dodatek poganinem.

 

W ostatnim czasie za sprawą książki „Harda” autorstwa Elżbiety Cherezińskiej spopularyzowana została postać Świętosławy, czyli domniemanej córki Mieszka I, która wysoko wspięła się w hierarchii politycznej średniowiecznej Skandynawii.
„Warto zaznaczyć, że w źródłach skandynawskich Sygryda Storråda – bo takie nosi imię – pochodzi ze szlacheckiej skandynawskiej rodziny. Ale wiele wskazuje, że postać ta była inspirowana między innymi pamięcią o historycznej Świętosławie” – opowiada naukowiec, który podkreśla, że ta postać historyczna najprawdopodobniej nie miała tak na imię. Zapytany, dlaczego zatem prawdopodobnie błędnie odnotowano jej pochodzenie stwierdził, że przede wszystkim historię spisano kilkaset lat później – w XIII w. Ówcześni skrybowie nie znali tak szeroko źródeł z innych rejonów, stąd ich wiedza była mniejsza. Poza tym nie przywiązywano tak dużej wagi do faktografii.

 

Prof. Morawiec uważa, że Świętosława została wydana za króla Szwecji, po to aby przypieczętować sojusz Piastów ze Szwedami. W ten sposób Mieszko I uzyskał wpływy w strefie Bałtyku, dzięki czemu zaczął kontrolować handel zwłaszcza u ujścia Odry.

 

autor: Szymon Zdziebłowski PAP – Nauka w Polsce