AutoMotoFinansowanieTesty

Nissan e-NV200 Evalia 2.Zero 40 kWh: Na bateryjce…

Jeszcze kilka miesięcy temu nigdy czegoś takiego bym nie napisał. Elektromobilność może mieć sens! Naprawdę!!! Pod kilkoma wszak warunkami. Po pierwsze, auta musza mieć wydajne akumulatory. Takie, które pozwolą na przejechanie minimum 250 kilometrów. Po wtóre, to ogólnodostępna sieć szybkich ładowarek, pozwalających „dosypać energii” w kilka, no dobrze, w kilkanaście minut. A po trzecie, ceny elektrycznych aut musza zejść z obłoków…


 


Że Polska, to nie Kalifornia? Wiem! W Nissanie też to wiedzą. Dlatego, poprawili akumulatory w swoich elektrowozach. Efekt jest taki, że zarówno Leaf jak i eNV200 przejadą około 300 km na jednym ładowaniu. I to jest dobra wiadomość. Po raz pierwszy mogłem dzięki temu pojeździć autem elektrycznym bez obawy, że nie dojadę. We wspomnianej już, mityczne Kalifornii – ładowarki dla aut elektrycznych są szybki i ogólnodostępne. Korzystanie z nich, jest tanie. U nas, z tym pierwszym nie jest jeszcze najlepiej. Z drugim, też tak sobie. Ale, nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku.


 


Nissan nie był pierwszy. Elektryczne auta pojawiły się w Polsce w ofercie kilku koncernów. Ale, to Nissan poszedł najdalej w pracach nad elektromobilnością. W efekcie, na początku tego roku pojawiły się Leaf i eNV200 z pojemnymi bateriami. Poprzedni elektryczny NV z akumulatorami o pojemności 24 kWh przejeżdżał w wyjątkowo sprzyjających warunkach do 170 kilometrów. Po wymianie akumulatorów na pojemniejsze; 40 kWh – nawet ponad 300! Oczywiście, pojemność baterii to nie wszystko co determinuje zasięg auta. Jest też system rekuperacji energii. Jeśli działa sprawnie, Nissan odzyskuje do 30 procent. A to sporo. Rekuperacja wspiera jazdę ale, działa sprawniej w trybie miejskim. Na trasie, sporadycznie. System odzysku aktywuje się gdy odpuszczamy pedał gazu, przy hamowaniu. A to częściej robimy właśnie w mieście. Efekt – odwrotnie do aut z napędem konwencjonalnym, w trasie e-NV pokona około 260 km. W cyklu zurbanizowanym, nawet 300! Ergo, elektryczny dostawczak lepiej sprawdzi się w mieście lub na krótszych trasach.


 


Słów kilka o wnętrzu. Tu, nie ma zaskoczenia. Ponieważ e-NV200 Evalia powstał na konwencjonalnym NV200, architektura kokpitu jest identyczna. To, co różni auta, to inne nieco zegary. Te w e-NV pokazują stan akumulatorów, zużycie i to, co najważniejsze czyli na ile jeszcze kilometrów wystarczy nam energii. Poza tym, napęd przenosi skrzynia zautomatyzowana. Jej lewarek ma inny kształt a wokół niego odnajdujemy przyciski do terowania innymi funkcjami, niż w aucie spalinowym. Tak samo jak na panelu środkowym pod głównym wyświetlaczem.


 


Pojemność auta, zaskakująco duża. W kabinie pojedzie nawet 7 osób i ponad 500 litrów bagażu. Kiedy zdemontujemy fotele z drugiego i trzeciego rzędu, pojemność przestrzeni bagażowej wzrasta do 2300 litrów.

Auto napędza chłodzony cieczą motor elektryczny. Dodam, dość żwawy. 150 KM przy 3300 obrotach i aż 320 Nm. dostępnych od startu, sprawia, że e-NV200, którego aerodynamika przypomina kiosk z gazetami, rozpędza się do 100 km w około 14 sekund. Osiąga też 140 km/h. Jak to działa w praktyce? Dość sprawnie. Wrażenie przyspieszenia jest bardzo przyjemne. Auto po prostu rozpędza się i już! I robi to w ciszy. W kokpicie słychać szum silnika elektrycznego. Odgłosy opływającego pojazd powietrza i opon, dzięki doskonałemu wytłumieniu, są w zasadzie niesłyszalne. Tu zazwyczaj podaje dane dotyczące konsumpcji benzyny lub leju napędowego. Tym razem, będzie o konsumpcji… energii. Otóż, Evalia pobierała z akumulatorów średnio 14 kWh na 100 kilometrów. Po wyłączeniu klimatyzacji – 12 kWh. Na pełnym akumulatorze pokonałem 250 km. Kiedy podjechałem do ładowarki, stan akumulatora wskazywał, że mogę jeszcze zorbie około 30 kilometrów. Warto jednak pamiętać, że im szybciej jedziemy, tym wcześniej zakończymy podróż. Do 80 km/h zasięg samochodu to 280 km. Przy 90 spada do 260. Kiedy na autostradzie zapomnimy się, dośc szybko opróżnimy zasobniki z energią. W czasie jazdy z prędkością 120 km/h wyświetlacz sugerował, że zrobimy nie więcej niż 200. W sumie, w przypadku aut z zasilaniem paliwem płynnym jest podobnie…


 


Prowadzanie elektrycznego NV200 jest dość przyjemne. Po pierwsze siedzimy wysoko. Widoczność znacznie lepsza niż w kompaktach. Ogarnięcie auta ułatwia precyzyjny i bezpośredni układ kierowniczy. Zawieszenie, zestrojono dość sprężyście na granicy twardości. To plus precyzja układu kierowniczego i nisko położony środek ciężkości sprawia, że jazda nawet po krętych drogach stanowi przyjemność.


 


Do wyboru Nissan zaproponował dwa tryby jazdy. Oba różnią się stopniem hamowania silnikiem. Do tego można włączyć tryb Eco, który minimalizuje zużycie energii przez dodatkowe urządzenia. Niestety, w Evalii zabrakło mi dostępnego w Leafie systemu e-Pedal. Aktywny tempomat (jest, a jakże) poniekąd zastępuje tę funkcję ale, tylko do pewnego stopnia.


 


Nissan e-NV200 jest drogi! Ceny pojazdu zaczynają się do 134 tysięcy. Model osobowy czyli testowana przez nas Evalia, to aż 150 tysięcy! Jest jednak coś w zamian. Użytkowanie elektrycznego Nissana jest tańsze. Naładowanie akumulatora z domowej sieci to koszt około 12 złotych. Z szybkiej ładowarki to 30 zł. Jest jeszcze jeden handicap. Serwisowanie takiego auta jest znacznie prostsze, a więc tańsze. Zysk pojawia się po kilku latach użytkowania. Wtedy, może okazać się, że wysoka cena zakupu de facto wyrównała się. Niestety, brakuje jeszcze realnych danych, co do wartości rezydualnej auta. Na to, musimy poczekać jeszcze kilka lat. Wszystko wskazuje na to, że akcyza na auta elektryczne spadnie z 3,1 procenta do 0. To o kilka tysięcy złotych obniży cenę „elektrowozów”.


 


Kiedy w polskich miastach pojawią się „stadnie” auta elektryczne? Otóż… nieprędko. I to nie kwestia ceny. A właściwie, nie tylko ceny. Póki co, problemem jest czas ładowania tych aut. Nawet szybkie ładowarki to kilkadziesiąt minut stania na słupku. W sytuacji, Kiedy wlanie benzyny czy oleju napędowego zajmuje kilka minut włącznie z odwiedzeniem kasy i zjedzeniem hot doga. No  jeszcze jedno. Ładowarek jest równie dużo, co złotych zębów w ustach Szkota skazanego na dożywotnią, mleczną dietę. W oddali ryzuje się tez kolejny problem – recykling. W Polsce nigdy nie udało się tak rozwiązać trywialnego problemu skupu butelek. Skoro recykling szkła idzie jak po grudzie, to akumulatorów może nas przerosnąć…

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts