AutoMotoFinansowanieTesty

Lexus NX300 238 KM E-Four AT6: … sed Lex(us)

Od dnia debiutu na pekińskim autosalonie w 2014 roku, jest najlepiej sprzedającym się modelem Lexusa. Jakoś mnie to nie dziwi. Dawno nie jeździłem autem, do którego nie miałem najmniejszych zastrzeżeń. A do Lexusa NX300 przesiadałem się z Volvo XC40. Poprzeczka wisiała więc wysoko…



Na początku, nieco historycznie. Lexus, ekskluzywne dziecko Toyoty powstawał, aby podbić rynek USA, Szybko okazało się, że japońskie auta premium podobają się i w Europie. A model LS mniej lub bardziej udanie konkurował z Mercedesem czy Audi. Nota bene, ostatnim Lexusem, który testowałem przed NX-em była III generacja LS gdzieś w zamierzchłym 2008 roku. Z tym większą ciekawością po 10 latach wróciłem za kierownicę japońskiej wunderwaffe…



Audi, Mercedesie, BMW, Volvo – macie problem. I to duży. Lexus nie jest już niszowa submarką z Japonii. To bardzo ważny gracz na rynku premium. Tak, wiem, sprzedażą odstaje jeszcze od niemieckiej wielkiej trójki, ale… Ale, kilka lat temu nikt nie sądził, że Volvo powróci w tak imponującym stylu do gry. Skoczy do gardeł niemieckim producentom. Jeśli jeszcze ktoś lekceważy Japończyków, robi błąd. Bo auta ze stylizowanym L na grillu są naprawdę imponujące. Na kilka SUV-ów od Audi czy BMW wprost nie chce się patrzeć. Sztampowe, wprost nudne do imentu. Nieco lepiej prezentuje się Mercedes i Volvo. Ale Lexus – designerko, to inna liga. Pojazdy wyglądają po prostu inaczej. Co ważne, nie szokują kosmicznym designem. Kilka detali stylistycznych robi jednak nadzwyczajne wrażenie.



Eksterier przykuwa wzrok. Profil Lexusa wyróżnia bardzo odważna stylistyka. Agresywny kadłub o mocno zarysowanych kształtach i przetłoczeniach po bokach po prostu, nie może się nie podobać. Ale, w całej tej nowoczesnej agresywności można bez trudu doszukać się odniesień do klasyki. Japońskiej klasyki, oczywiście…

Grill, który przywodzi mi na myśl klepsydrę (albo, talię Marilyn Monroe) wyróżnia japońskiego SUV-a z całej rzeszy nudnych konstrukcji z Europy. Tak, jak i cała stylistyka przodu. To wszystko wygląda inaczej. Z jednej strony – stylowo. Z drugiej, futurystycznie ale bez zbędnego zadęcia. Drapieżność w wersji „smooth” .



Tył, może nieco mniej „future”, ale nie znaczy że mniej ładnie. Wprost przeciwnie. Japońskim designerom udało się odnaleźć stylistyczny, złoty środek. Masywny w sumie zad auta wygląda hatchbackowo. Nie przytłacza. Kryje za to okazałych gabarytów bagażnik – 580 litrów a po złożeniu oparcia ponad 1650!

Wnętrze, stylistycznie nadąża za eksterierem. Jest nowocześnie, ale też klimatycznie. Widać, że projektanci nie oszczędzali. Ekskluzywnie wykończone – robi wrażenie. Skórzane, elektrycznie regulowane fotele kierowcy i pasażera mają tyle kombinacji ustawień, że każdy znajdzie odpowiednią dla siebie pozycję. Architektura kokpitu zdecydowanie podporządkowana wygodzie i ergonomii. Wszystko czytelne, dostępne i proste w obsłudze. Nawet interfejs systemu info nie wymaga studiów politechnicznych. Wystarczy nieco wyobraźni…



Miejsca w kabinie jest sporo. Przewygodne fotele z wszechstronną regulacja. Do tego regulowana w dwóch płaszczyznach kierownica sprawia, ze ze znalezieniem pozycji nie mamy kłopotów. Również pasażerowie z tyłu nie mogą narzekać na ciasnotę. Nawet lekko schodząca ku dołowi linia dachu nie zabiera miejsca na głowy. Siedzisko kanapy jest równie wygodne jak przednie fotele. Oparcie – idealnie pochylone.

Pod maską NX-a nie zaterkocze już motor diesla. Lexus odchodzi o silników zasilanych olejem napędowym na korzyść układów hybrydowych. Dlatego, jeden z dwóch motorów to 2,5 litrowy wolnossący z układem hybrydowym. I ten drugi – jedyny „prawilny”, 2,0 litrowy benzyniak wspomagany turbiną. I właśnie ten napędzał testowego NX-a. 238 km jednostka osiąga przy 4800 obrotach a maksymalny moment obrotowy – 350 Nm. w zakresie 1650 – 4000 obrotów. W efekcie samochód przyspiesza do pierwszej setki w 7,1 sekundy i osiąga 200 km/h. O motorze, tylko w superlatywach. Dawno nie jeździłem autem z silnikiem benzynowym, który tak zwyczajnie nie miał wad! Duży moment przekłada się na elastyczność jednostki. Skrzynia automatyczna, 6 przełożeniowa w tym wyjątkowo zgranym duecie działa perfekcyjnie.



Oczywiście, doznania z jazdy Lexusem NX zależą od trybu jazdy. A do wyboru mamy ich cztery. W trybie Eco, auto przyspiesza dość leniwe. Tak samo pracuje skrzynia biegów a zawieszenie łagodne, wręcz delikatnie tłumi wszelkie nierówności drogi. W trybie Sport (a zwłaszcza Sport+), wyostrza się reakcja auta na położenie pedału gazu. Sztywniejsza praca amortyzatorów zachęca do dynamicznej jazdy. Sportowe ustawienie polepsza dynamikę jazdy. Z kolei tryb Normal, idealnie pasuje do luksusowego charakteru pojazdu. Jest niejako predestynowany do poruszania się na dłuższych dystansach.



Ogólnie rzecz ujmując, Lexus NX prowadzi się bardzo dobrze. Samochód pewnie wchodzi w zakręty, a dzięki nowemu (producent wymienił je wraz z liftingiem w 2018 roku) zawieszeniu, które analizuje nawierzchnię i dobiera automatycznie odpowiedni tryb, niegroźne nam będą dziury i koleiny. Dodatkowo, komfort (akustyczny) jazdy, nawet przy większych prędkościach poprawia idealnie wyciszenie samochodu.



Lexus to oczywiście segment premium. Ceny są, czemu trudno się dziwić, także premium. Cennik rusza od 159 tysięcy złotych by osiągnąć 266 tysięcy. Oczywiście, są to ceny standardowe.

Lexus proponuje rozbudowany system narzędzi finansowych na zakup auta. Podstawowe; to Leasing Smart Plan, Lexus Fleet Management Solution, Standard leasing. Dla zainteresowanych kredytem z kolei: Kredyt Smartplan, Kredyt Standard.



I na koniec kilka słów pointy. Lexus NC300 jest wyrazisty. To, co go wyróżnia, to nadzwyczajny design. Jeszcze? A proszę bardzo! Ładny kokpit, bogate wyposażenie i… bardziej niż przyzwoita cena. I jeszcze coś. Kiedy wysiadałem z kokpitu Volvo, miałem wrażenie, że szwedzki SUV nie ma konkurencji. Nie miałem racji…

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts