AutoMotoTesty

Ford Mustang Bullitt 5.0 Ti-VCT 460 KM MT6: Adrenalina w standardzie

Powstał, bo pokolenie powojennego Baby Boom potrzebowało szybkiego, pięknego i niedrogiego sportowego auta. Za projektem stał geniusz i wizjoner Lee Iacocca. I choć Iacocca zmarł kilka tygodni temu, jego dzieło żyje. I ma się dobrze…



Pewnie nie każdy wie, ale zanim Steve McQueen zasiadł za kierownica Mustanga, by w legendarnym filmie jako detektyw Frank Bullitt gonić przestępców – ten mógł być lekkim, czterocylindrowym i do tego chłodzonym powietrzem roadsterem! Tak, taki prototyp objeździł w 1962 roku sam Sterling Moss. Na szczęście, z tego pomysłu zrezygnowano i w 1964 debiutował Mustang z ”prawilną” V8 pod maską. Pojazd doskonale wyglądał, równie pięknie brzmiał i dobrze jeździł. Z tym, że do przodu. Z utrzymaniem toru jazdy problemy miewały omalże wszystkie generacje sportowego Forda. Zresztą, nie tylko jego. Zasadniczo, seryjne muscle i pony cars prowadziły się niczym specjalistki od płatnego afektu. Tak naprawdę, dopiero IV generacja była pod tym względem dopracowana. W miarę…



Po udanej I generacji i równie udanym liftingu (1968), w 1974 pojawił się MkII. Miał jeszcze ducha I generacji. Niestety, kolejne generacje samochodu były mniej udane. By nie powiedzieć, fatalne. Dopiero lifting MkIV przywrócił Mustangowi należne miejsce w świecie motoryzacji. Nota bene, to właśnie na poliftingowym MkIV powstała I generacja specjalnej wersji – Bullitt, która zadebiutowała w 2001 roku. Obecna generacja, czyli VI z kolei wystartowała w 2013 roku. W 2018 amerykanie przedstawili kolejnego Bullitta…



Samochód ma wyglądać! I wygląda. Inżynierowie i projektanci wyraźnie się przyłożyli. Po pierwsze, kolory. Mustang Bullitt, w odróżnieniu do Forda Model T, który był dostępny w każdym kolorze pod warunkiem że był to kolor czarny; jest dostępny tylko w dwóch – Shadow Black i prawdziwym bullittowym – Dark Highland Green. Obuwie, to 19 calówki, nawiązujące wyglądam do Torq Thrust. Zacnych rozmiarów koła skrywają zaciski Bremo i kompozytowe tarcze. To one, w miarę bezproblemowo zatrzymują auto.



We wnętrzu kilka zmian. Nowy jest 12-calowy, cyfrowy wyświetlacz LCD pełniący rolę zespołu wskaźników. Ford się nim chwali, ale prawdziwi fani modelu zazgrzytali zębami. No, jak, że się zapytam, można tak sprofanować kultowy samochód i zamiast tradycyjnych, analogowych wskaźników założyć plastikowy wyświetlacz. Nie, z tego King of Cool nie byłby zadowolony. Inne niż w modelu standardowym są sportowe fotele Oczywiście, Recaro. Głębokie, za to piekielnie wygodne, by nie powiedzieć komfortowe. Detalem indywidualizującym projekt są przeszycia foteli, konsoli środkowej i deski rozdzielczej. Nawiązują zresztą barwą do koloru nadwozia. Kolejny smaczek, to tabliczka znamionowa z indywidualną numeracją, zamiast tradycyjnego emblematu Mustanga umieszczona na desce rozdzielczej po stronie pasażera. Imponujący jest też zestaw nagłaśniający samochód – 1000 watt od Bang&Olufsena brzmi prawie tak dobrze, jak motor tego monstrum. A, i jeszcze jedno. Bullitt nie nosi tradycyjnego znaczka – cwałującego mustanga.



Oczywiście, Mustang to kultowy motor. Bullitta napędza 5-litrowym V8 z ulepszonym układem dolotu powietrza Open Air Induction System, kolektorem dolotowym, przepustnicami o średnicy 87 mm i specjalnym oprogramowaniem modułu sterującego pracą układu napędowego zapożyczonymi z Shelby Mustang GT350, co pozwoli uzyskać moc około 464 KM przy 5500 obrotach i moment obrotowy rzędu 529 Nm. od 4600 obrotów. Ford chwali się, że auto pierwszą setkę rozmienia po 4,4 sekundach. Według nas, trwa to nieco dłużej. Tak około 5,0. Ale, trudno mieć o to pretensje. Kiedyś, pewna firma na pytanie o moc silników w ich produktach odpowiadała, że jest wystarczająca. A więc, przyspieszenie w Bullittcie też jest wystarczające. Aż nadto, bo przy tylnym napędzie każde wciśnięcie gazu w łuku zakrętu powoduje zamiatanie tyłem. Tak, to fajne uczucie, ale niekoniecznie bezpieczne…



Pojazdu nie wyposażono na szczęście w automat. Napęd na tył przekazuje skrzynia manualna. I jest wprost genialna. Biegi wskakują same, i to dokładnie tam, gdzie trzeba. Do tego imponującym gadżetem jest dobrze leżąca w dłoni gałka zwieńczająca lewarek. Ma kolor ecru i pięknie współgra z eleganckim, szarym wnętrzem. Pedał sprzęgła nie wymaga mocnego nacisku a system Rev-Matching sprawia, że przy schodzeniu na niższy bieg słyszymy piękny strzał z… głośników. Tak, z głośników. System B&O wzmacnia efekt tak zwanego międzygazu. Akustycznie, jest imponująco.



Testowe auto dysponowało regulowanym (aktywnym) zawieszeniem MagnaRide. To płatna opcja, ale przy kosztującym ponad 200 tys. pojeździe, na który musimy czekać coś około roku, warto wydać dodatkowe 8 tysięcy złotych. Pojazd zupełnie inaczej się porusza. Jest bardziej zwinny i… sterowalny.



Zgodnie z modą, Mustanga Bullitt wyposażony był w predefiniowane tryby pracy. Wybranie odpowiedniego (jest i ekologiczny, ale także Race) zmienia charakter auta. Inaczej w każdym z trybów, pracuje zawieszenie, inna jest rekcja na gaz i wreszcie inaczej brzmi silnik. Ale jest jeszcze coś. W trybie Race, wszystkie systemy wspierające kierowcę wyłączają się. To oznacza, że z Bullittem poradzi sobie tylko wytrawny kierowca. Dlatego Ford ostrzega, że ten tryb jest przeznaczony tylko na tor. I wcale mnie to nie dziwi. I kiedy słyszę jak młodsi koledzy, dla których tylny napęd to tylko wykastrowana elektroniką BMW albo Mercedes; twierdzą, że Bullittem nie da się, na co dzień a zimą, to już w ogóle, mam wrażenie, że ten świat schodzi na psy. Jak to się nie da?! Ci, którzy zdawali prawo jazdy na Wołdze Gaz 24 albo Polonezie w czasach, kiedy zimowe opony nie istniały wiedzą, że się da! Jasne, że nietrudno strzelić dzwona. Zbyt dużo gazu w zakręcie, i samochód wpada w drift. Jednak nie jest to drift trudny do ogarnięcia. Wystarczy zdjąć nogę z gazu. Resztę, zrobi elektronika…



Wygląd i parametry ważne są, ale auto ma zasadniczo służyć do przemieszczania. I, służy. Ba, może nawet przewieźć 4 osoby. Oczywiście, że na tylnej kanapie komfortu nie ma. Ale, wbrew pozorom, może być wygodnie. Samochód ma też spory bagażnik. Około 400 litrów w sportowym pojeździe robi wrażenie.



Zużycie paliwa? Owszem, jest. Ale kupując V8 nie oczekujmy 8 litrów. Raczej… 16. I tyle Bullitt w mieście zasysa z 60 litrowego zbiornika. No, chyba że stracimy zdrowy rozsądek. Wtedy i 20 nie wystarczy. W trasie, według producenta ma być to około 8,8 litra. Może i tak ale według nas raczej 9,5. A w zasadzie, od 9,5. W naszym teście średnie spalanie wyniosło około 10,5 litra. I…. wcale nie czujemy się rozczarowani.



Czy VI generacja Mustanga to godny następca kultowego MkI? Zdecydowanie tak. Jest od swojego dziadka pod każdym względem lepszy. Do tego, w odróżnieniu od II i III generacji, nie tylko duchem ale i ciałem; podobny. Krótko mówiąc, dobre geny plus nowoczesna mechanika i elektronika pracują na sukces nieco nieokrzesanego i odrobinę narwanego Jankesa…

 

Wady

– okres oczekiwania na gotowy wyrób

– elektroniczny wyświetlacz zastępujący zegary

Zalety

– skrzynia biegów

– V8

– regulowane zawieszenie

Podstawowe parametry techniczne:

Wymiary zewnętrzne (długość/szerokość/wysokość/rozstaw osi/mm):

Silnik: 5038 cm3/benzynowy wspomagany turbiną

Moc maksymalna: 460 KM przy 5500 obr./min
Maksymalny moment obrotowy:  569 Nm. 4600  przy  obr./min
Napęd: RWD

Skrzynia: MT6

Prędkość maksymalna: 249 km/h

Przyspieszenie: 4,4 s
Deklarowane zużycie paliwa (miasto/trasa/średnio): 16,6/8,8/12,4

Zbiornik paliwa: 60l

Bagażnik: 408/1044

Ceny: od 219 tys.

Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
×
Artur Balwisz Author
Absolwent Zespołu Szkół Technicznych przy WSK w Świdniku. Mechanik lotniczy. Ukończył wydział politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej. Dziennikarz. W mediach od 1989 roku. Z dziennikarstwem motoryzacyjnym związany od 1996 roku.
Latest Posts