Alfa Romeo Stelvio 2,2 diesel AWD AT8 210 KM: Carpe diem!

Zasada jest prosta! Nie masz SUV-a w ofercie, nie istniejesz na rynku. Włosi długo zwlekali. Wszak Audi od lat sprzedawał Q7, Q5. Mercedes ma GLC i GLS-a. Porsche – modele Cayenne i Macan. Ale, co się odwlecze, to… W 2016 roku na targach w Los Angeles zadebiutowała Stelvio. Styliści z Centrostile po raz kolejny pokazali, że co jak co, ale design jest ich domeną. SUV Alfy prezentuje się perfekcyjnie. Ma imponujące wymiary a krągłości i proporcje, niczym młoda Claudia Cardinale.


autor: Artur Balwisz


Samochód zbudowano na tej samej platformie, na której powstaje zjawiskowa Giulia. Ale, w odróżnieniu od pięknego, sportowego sedana; jest autem czteropędowym. Oczywiście, że to standard. Prowadzenie takie mastodonta z „sedanowym” tylnym napędem byłoby równie przyjemne jak próba głaskania jeżozwierza. I to „pod włos”…

SUV Alfy prezentuje się epicko. Stelvio jest  ogromne, ale nie zwaliste. Ma w sobie mnóstwo dostojeństwa, ale też uroku. Układ przodu, podobny do tego w Giulii. Podobny, ale ładniejszy. Ale po raz pierwszy w historii, tył auta podoba mi się bardziej niż jego przód.  Przysadzisty, ale jednocześnie pełen finezji i sportowej lekkości. Pojazdowi nie brak bowiem sportowych konotacji. Ot, choćby dyfuzor w wkomponowanym w niego dwoma zacnej wielkości rurami wydechu. Wrażenie – piorunujące!


 


Wnętrze, niczym od najlepszego „ubraniowego” stylisty. Skóry, kolorowe stebnówki, pikowania. Do tego drewno i szczotkowane aluminium. Luksus! Ale luksus bez taniego blichtru. Tak, wiem że bardzo podobny do tego z Giulii, ale bardzo podobny to nie znaczy – identyczny. I ten podoba mi się bardziej. Ba, to według mnie najładniejsze wnętrze ze wszystkich znanych mi SUV-ów. I chyba też najlepiej zaprojektowane. Tak z przodu jak i na tylnej kanapie wygodniej miałem tylko w Maserati Levante. To jest oczywiście moje subiektywne odczucie. I pewnie dlatego takie, że jestem fanem „włoszczyzny”, ale… jak można nie być jej fanem?


 


Wygląd – wyglądem, ale auto musi być przyjazne dla kierowcy i pasażerów. Ergo – ergonomia! I tu nie mam nic albo prawie nic do zarzucenia włoskiej piękności. To prawie, to interfejs systemu info. Ten, nie do końca do mnie przemawia. Poza tym architektura wnętrza, bez zarzutu. Po zagłębieniu się w przewygodny fotel nie mamy problemu z dostępem do sterowania funkcjami komputera pokładowego. I to niekoniecznie dlatego, że panel sterowania jest też w wielofunkcyjnej kierownicy. A jest, ale jest też pokrętło tuż przy lewarku 8-biegowej przekładni automatycznej. Zaraz obok kolejne, do wyboru trybu jazdy i jeszcze jedno; regulacji siły głosu w bardzo dobrym zestawie audio.


 


Pod maskę Stelvio trafia 6 różnych jednostek napędowych. Trzy benzynowe: 2,0 o mocy 200 i 280 KM i 2,6 wyzwalający aż 510 KM. Diesle, to 2,2 litrowe JTD o mocy 150, 180 i 210 KM. Testowe auto tym razem dziarsko popychał do przodu 210 konny diesel o którym tylko w superlatywach. Lata całe synonimem dobrego diesla był słynny TDI. Ale… to już przeszłość. Włosi dopracowywali a wręcz dopieszczali swojego diesla z wtryskiem CR. Aż w końcu jednostka 2,2 JTD odesłała niemieckie konstrukcje do kąta. JTD pod wieloma względami jest lepszy od tych, które pracują pod maskami aut niemieckiej Wielkiej Trójki. Spełnia oczekiwania osób ceniących zarówno komfort jak i dynamikę jazdy przy zachowaniu umiarkowanej konsumpcji paliwa. 210 KM dostępnych przy 3750 obrotach i 450 Nm. od 1750 obrotów sprawia, że ważący około pojazd 2 ton auto strzela do setki w 6,6 sekundy a rozpędza się do 215 km/h. Kolejne zaskoczenie przy dystrybutorze.  Producent twierdzi, że aut spala 4,4 litra w trasie, 4,8 średnio i 5,5 w mieście. Pomiary laboratoryjne niewiele różnią się od tych z realnego testu. Otóż, „nasza” testowa Giulia konsumowała średnio około 5,3 litry oleju napędowego! W mieście, zadowalała się 6 litrami na trasie spalanie schodziło do około 4,5 litra!


 


Za dystrybucję mocy w testowej Alfie odpowiadała 8-biegowa skrzynia automatyczna której „autorem” jest ZF. Ten sam, który produkuje automatyczne skrzynie dla BMW. Jego praca jest perfekcyjna. Kolejne biegi wchodzą (lub schodzą) płynnie i szybko. W czasie testu, automat ani razu się nie pomylił, nie „zamulił”. Innymi słowy, i motor i układ przeniesienia napędu godny segmentu premium.

Dzięki standardowemu – bez względu na wersję silnikową auta, systemowi DNA kierowca ma możliwość swoistej indywidualizacji zachowania samochodu poprzez wybór jednego z trzech trybów prowadzenia. Neutral to codzienne dowożenie dzieciaków do szkoły i pokonywanie kolejnych metrów w korku. Advanced Efficiency uczy nas ekonomii i jest równie nudny jak Neutral. Wystarczy jednak pokrętło DNA ustawić w pozycję Dynamic, żeby poczuć prawdziwa Alfę. Ustawić i… nie wyłączać! W takim ustawieniu samochód staje się czuły niczym dzieciak z ADHD. I dopiero takie ustawienie daje prawdziwa frajdę z jazdy tym sporym i pakownym SUV-em o cechach hothatcha…


 


Warto dodać, że idealne prowadzenie Stelvio wspiera napęd 4×4. Nie jest to jednak system typowy. Wyraźnie czuć, że nacisk idzie na tylną oś. Wrażenie? Jazda autem z tylnym napędem ale bez „tylnonapędowych” narowów.

Alfa nie byłaby Alfą, gdyby tylko cieszyła. Irytujące „drobiazgi” to cecha immanentna marki. Tu, jest nią zawieszenie. Kiedy słyszymy: z przodu wielowachacz, z tyłu multilink i amortyzatory gazowe. Zdaje się że prowadzenie auta da się porównać tylko z poduszkowcem. I… nic c tych rzeczy. Jest zaskakująco twardo.  Auto osadzono dodatkowo na 20 calowych obręczach. A to sprawia, że wiemy, jakiej płci był komar, którego przejechaliśmy. I o ile taka „sprężystość” jest do zaakceptowania w Stelvio z ponad 500 konnym motorem  od Maserati, o tyle w 220 konnym aż tak usztywniać „zawiasów” nie trzeba było.


 


Podstawowa wersja Stelvio to koszt około 172 tys. złotych. Najdroższa QV to koszt około 400 tysięcy.  Stelvio w dieslu, wyceniono na 199,7 tysiąca złotych. Zakup auta, leasing lub najem długoterminowy sfinansuje FCA bank. Wszelkie formalności załatwimy w u dealera Alfy.

Już słyszę: dobra Alfa? Toż to oksymoron. Janusze krajowej motoryzacji, wychowane na ludowej mądrości żeby nie kupować aut na F; powielają te wierutną bzdurę. Owszem, wiem że włoska motoryzacja ma za sobą gorsze lata. Ale, ma je za sobą. Naprawdę…